• EVE. Misja Totalna [Kadaf Industries] 5 18
Aktualna ocena:  

Autor Wątek: EVE. Misja Totalna [Kadaf Industries]  (Przeczytany 75650 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Pon, 25 Sie 2014, 23:45:29
Odpowiedź #15

Offline JackRyanPL

  • Redaktor
  • Podporucznik
  • *****
  • Wiadomości: 924
  • Reputacja: 65
    • Zobacz profil
No to czekamy na następne części. Jak myślisz, gdyby nie rada przewodniczącego M.C.Ś (Dla tych którzy wiedzą o kogo chodzi +, dla tych co nie, częściej wchodźcie na chat. ), dałbyś radę? Zapomniałbym. Jest jakiś plan B w razie awarii? W końcu lot na Eve trochę trwa, więc czy jest coś przygotowanego na orbicie Eve, jakaś natychmiastowa pomoc dla powierzchni, gdyby coś poszło nie tak?

Wto, 26 Sie 2014, 03:15:33
Odpowiedź #16

Offline winged

  • Plutonowy
  • ***
  • Wiadomości: 395
  • Reputacja: 39
    • Zobacz profil
Świetna misja. Muszę poczytać dokładniej jutro. Póki co punkt reputacji ode mnie.

Reklama

Odp: EVE. Misja Totalna [Kadaf Industries]
« Odpowiedź #16 dnia: Wto, 26 Sie 2014, 03:15:33 »

Czw, 28 Sie 2014, 11:47:07
Odpowiedź #17

Offline Kadaf

  • Kapitan
  • ***
  • Wiadomości: 1 361
  • Reputacja: 145
    • Zobacz profil


CZĘŚĆ CZWARTA


- Centrum do E.S. Jeden, zgłoś się. - Zaskrzeczał podkładowy głośnik w stacji orbitalnej krążącej wokół Eve. Wehrgard Kerman poszybował na stanowisko radiooperatora, złapał się za uchwyty i zręcznie opadł na fotel. - Tu E.S. Jeden, odbiór!
- Mamy dla was dobre wiadomości. Sprzęt za kilka godzin wyrusza w drogę, za kilka miesięcy będziecie mieli towarzystwo. Jak poszukiwanie terenów pod bazę i moduł startowy? Odbiór.
- W toku, cały czas szukamy, odbiór.
- Działajcie, moduł startowy potrzebuje równego terenu na wysokości co najmniej 5000 metrów nad poziomem morza. Powodzenia, bez odbioru!
Radiooperator zagryzł wargi. Dotychczas wysłano osiem sond i jednego drona nie znajdując na razie żadnego skrawka terenu na żądanej wysokości. Gregfry przysłuchujący się rozmowie klepnął kolegę w ramie i powiedział.
- No cóż, czas na zrzut Koboldów.
Tak nazwano trzy bezzałogowe łaziki będące na wyposażeniu stacji. Niewielkie kołowe pojazdy badawcze o doskonałych parametrach terenowych. Obaj Kerbonauci jeszcze raz przejrzeli dane z poszczególnych sond. Najbardziej obiecujące wyniki uzyskała sonda numer jeden lądując na wysokości przeszło trzech tysięcy metrów w terenie górzystym. Z obrazu z kamery sondy wynikało jednak, że nie jest to najwyższy punkt w okolicy. Po kilkudziesięciu minutach stacja znalazła się w odpowiednim punkcie do zrzutu łazika w pobliżu wspomnianej sondy numer jeden. Gregfry zacisnął dłonie na sterownicach, klepnął w klawisz dikaplera i Kobold Jeden wystrzelił ze stacji.


Po chwili pilot uruchomił silniki deorbitacyjne i niewielka maszynka skierowała się na odpowiedni kurs szybko oddalając się od stacji.


Po przejściu przez ogień hamowania i odrzuceniu zbędnego już zbiornika z silnikami chemicznymi Kobold wystrzelił spadochron.



Dwie minuty później łazik dotknął kołami powierzchni i rozwinął główną antenę komunikacyjną. Na wskaźniku wysokości cyferki zatrzymały się na pułapie 3650 metrów. Gregfry sprawdził systemy i uruchomił reflektor.


- No to w drogę - zamruczał. Po wykonaniu kilku okrążeń w monitorze z kamery Kobolda pojawił się odległy masyw górski.


Teraz trzeba było poczekać, gdyż stacja zaczęła chować się za horyzontem i kontakt radiowy powoli zanikał. Pół godziny później, gdy tylko Kobold znalazł się w zasięgu nadajników pilot pchnął dżojstik sterujący do przodu i lekki łazik zasilany pojedynczym agregatem prądotwórczym pomknął naprzód. Kilka obrotów stacji później pojazd pokonał dystans siedmiu kilometrów, a potężny masyw górski zaczął wyraźnie się przybliżać.


Silniki pracowały gładko, kąt podjazdu wzrastał. W pewnym momencie monitor przeszyły drgawki. Gregfry dał pełną moc, lecz łazik praktycznie przestał reagować na sterowanie - Wehrgard! Jak sygnał?! Tracę kontrolę! - Radiooperator szybko rzucił okiem na kontrolki sygnału. - Tu wszystko gra!
- Cholera, to jakieś pieprzone osypisko!
Rzeczywiście łazik zaczął tańczyć, coraz bardziej podskakując. Kerbonauta błyskawicznie uruchomił hamulce wszystkich kół, jednakże było już za późno. Nad monitorem kontroli sond zapaliła się czerwona dioda informująca o awarii generatora radioizotopowego. Po chwili obraz w kamerze znieruchomiał.


Gregfry otarł pot z czoła. Tego się nie spodziewał. Grunt na Eve wcale nie był tak spoisty jak mogło by się wydawać. - No to po zasilaniu. Do cholery, przecież z przodu jest kratownica zabezpieczająca przed uszkodzeniem generatora!
- Z przodu owszem, ale nie od dołu Gregfry... Otwórz panel awaryjny, na nim też pociągniesz. - poradził Wehrgard.
- Dobra, tylko objadę to gówno.
Pilot wyłączył hamulce i ostrożnie uruchomił silniki. Obraz na monitorze ponownie zaczął drżeć, a wskaźniki przyczepności do podłoża pomrugiwały pomarańczowo. Dopiero kilkadziesiąt metrów dalej łazik szarpnął do przodu łapiąc twardy grunt. Gregfry włączył hamulce i rozwinął awaryjne źródło zasilania.


Sygnał ponownie zaczął zanikać, łazik powoli znikał za horyzontem. Pół godziny później już nieco spokojniejszy Gregfry złapał za stery. Łazik posłusznie ruszył wspinając się coraz wyżej i wyżej. Niecały kilometr dalej obraz z kamer ponownie zaczął drżeć. Ale tym razem operator Kobolda był już przygotowany. Zmniejszył moc niemal do zera i wolno obracające się opony bezpiecznie przedzierały się przez mało spoistą powierzchnię. Kilka minut później osypisko było pokonane. Pułap 4200 i kolejna przerwa na ładowanie baterii. Kamieniste, zdradliwe powierzchnie pojawiały się coraz częściej. Gregfry zdawał sobie sprawę, że kolejny wypadek to tylko kwestia czasu. No i nie omylił się ani trochę. Podczas pokonywania następnego pola pełnego osypujących się drobnych kamieni bateria łazika była coraz bardziej rozładowana. Pilot otworzył panel awaryjny i na niewielkiej mocy kontynuował podjazd. Jednak prędkość coraz bardziej spadała, aż w końcu Kobold zaczął się zsuwać w dół.Kąt podjazdu wynosił prawie dwadzieścia stopni. Więcej mocy, Żadnych efektów. Pełna moc! Łazik buksując kołami zaczął wdrapywać się po zdradliwym podłożu nie osiągając nawet dwóch metrów na sekundę. kilka minut później stało się to, co przewidział Kerbonauta. Głęboko rzeźbiony bieżnik nagle złapał przyczepność, łazik szarpnął do przodu i zanim operator zdążył zareagować cenne ogniwa fotoelektryczne posypały się za pojazdem.


Przyczyną ich oderwania był nagły skok prędkości, a gęsta atmosfera zrobiła resztę. Panel był doskonale przystosowany do pracy w próżni, lecz jego lekkie i delikatne mocowanie mógł wyrwać nawet lekki podmuch wiatru. - No to dupa. - zamruczał Gregfry. Jedyne, ostatnie źródło prądu stanowił niewielki sztywny panel zamocowany na boku Kobolda. Niepodatny na uszkodzenia, wytrzymujący ogromne temperatury, lecz jednocześnie bardzo małej mocy. Przerwy na ładowanie musiały być teraz zdecydowanie dłuższe. Przez kolejne godziny łazik stopniowo wspinał się coraz wyżej przekraczając w końcu żądane 5000 metrów.


Po pokonaniu kolejnego szczytu obaj Kerbonauci odetchnęli z ulgą. Przed nimi, w niewielkiej dolince ukazało się wymarzone i gładkie jak stół poletko na wysokości 5300 metrów, czyli dokładnie to czego szukali. Pokiereszowany Kobold pomimo rozlicznych uszkodzeń zadanie swoje wykonał.


A tymczasem na orbicie Kerbinu trzy statki kosmiczne wykonywały przyspieszenie transferowe opuszczając macierzystą planetę.







Ciąg dalszy niebawem!






Czw, 28 Sie 2014, 19:39:25
Odpowiedź #18

Offline MarQx

  • Szeregowy
  • *