Aby zobaczyć link -
ZAREJESTRUJ SIĘ lub ZALOGUJ SIĘ - myśliwiec, prawdopodobnie jeden z najlepszych na świecie [świadczy o tym to, że konstrukcja z 1940 roku przestała być produkowana dopiero w 1986 roku].
Czepnę się. P-51 wcale nie był najlepszym myśliwcem na świecie, tylko najliczniejszym. Produkcję zakończono jeszcze w latach 40-tych, a w 57-ym, po wycofaniu Mustangów ze służby, prawa sprzedano firmie Cavalier Aircraft Corporation, która produkowała już tylko czysto cywilne maszyny rekreacyjne. Kupowane przez Amerykanów, bo są patriotami i kupią wszystko co przypomina im o chwale ich oręża.
Po wojnie wietnamskiej, firma Piper miała krótki romans z konstrukcjami opartymi o P-51, ale skończyło się na prototypach. W latach 90-tych, NASA zamówiła krótką serię P-51 jako maszyny testowe i musiano otworzyć specjalnie dla nich linię produkcyjną. Ale to była seria coś koło 5 sztuk. Nie wiem tylko czy nie kupili właśnie cywilnych Cavalierów, zamiast North Americanów.
O wiele dłużej w służbie pozostawały np. BF-109, które produkowała najpierw Avia, a później produkowano je w Ameryce Południowej. Nie pamiętam pod jakim oznaczeniem. Ale wycofano je ze służby dopiero blisko 20-cia lat po Mustangach.
Jeśli zaś chodzi o parametry, to mimo amerykańskiej mitomanii, P-51 był miernym myśliwcem w stosunku do konkurentów. Wystarczy wspomnieć choćby "kontynuację" słynnego FW-190, jakim był TA-152, z którym piloci mustangów mieli ZAKAZ toczenia walk i wyraźne rozkazy by w razie kontaktu wycofać się, a walkę zostawić bardziej sprawnym maszynom. Niestety TA-152 robiły z Mustangami co chciały. Były zwrotniejsze, równie szybkie i o wiele lepiej uzbrojone. Niestety jeden TA-152 mógł teoretycznie zestrzelić do 9 mustangów w czasie misji bojowej (zapas amunicji), a przypadało na niego coś koło 30...

Nie licząc innych maszyn aliantów. A przy brakach paliwa i amunicji, kończyło się na tylko kilku lotach. Doszło nawet do tego, że TA-152 osłaniały ME-262 przed atakami Mustangów.
Tak naprawdę sukcesem P-51 była prostota konstrukcji, zasięg umożliwiający długie loty eskortowe i spora szybkość (osiągnięta kosztem innych parametrów), a najważniejszą zaletą była ogromna liczba egzemplarzy, którą alianci dosłownie zalali niemieckie niebo. Taki lotniczy "Sherman M4" - czyli może i w połowie złom, ale mieli go bardzo dużo.

Z jednym się zgodzę - P-51D wygląda obłędnie jak na samolot. Nie wiele jest piękniejszych konstrukcji lotniczych.