• [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob 4 7
Aktualna ocena:  

Autor Wątek: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob  (Przeczytany 4233 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Śro, 15 Sty 2014, 22:58:01

Offline DawsterTM

  • Sierżant
  • ****
  • Wiadomości: 527
  • Reputacja: 35
  • *being dead intesifies*
    • Zobacz profil
Na samym wstępie pragnę zaznaczyć że nie jestem autorem tegoż artykułu! MegaProize poprosił mnie o wysłanie tekstu pod swoim szyldem gdyż jak sam stwierdził "P-M-B=DawsterTM". I rację mu muszę przyznać.
Jak można łatwo zauważyć na wstępie, opowiadanie opisuje Aby zobaczyć link - ZAREJESTRUJ SIĘ lub ZALOGUJ SIĘ
Nie ma co przedłużać, brawa dla autora, zapraszam do lektury!

Polish Munar Base oraz Battle Claw Space Laboratories przedstawiają
tekst autorstwa MegaProize, z poprawkami DawsterTM:

Srebrny Glob
Część pierwsza


Bill Kerman wpatrywał się zaciekle w dwa niebieskie słupki sterczące na ekranie niczym pylony podtrzymujące Kerman Gate. I tak samo jak stojąca za nim załoga Rude Boy'a 3 pocił się i gorączkowo odświeżał dane. Właśnie gdzieś tam na Kerbinie zarząd P-M-B decyduje o tym czy ich cały wysiłek zamieni się w kupę złomu. Wszyscy wiedzieli jak ważny jest przetarg. To właśnie on miał zaświadczyć o prestiżu ich firmy. A konkurencja i środki których użyto zastosowane nie były byle jakie! Szczególnie jeden konkurent był najpoważniejszym problemem.
Bill był jednym z pierwszych którzy zobaczyli zdjęcia potwora ze stajni Kadaf INDUSTRIES. Niby nie wiele cięższy bo różnica wynosiła raptem 7 ton, ale wielkość jednak ma znaczenie.
   Cała załoga jęknęła gdy słupek z podpisem "Megathor" nagle skoczył o jeden punkt w górę.
Cholerne cztery miesiące planów, budowy i testów. Matko boska cztery miesiące! Bill wiedział że już ich nie odzyska.
I wyobrazić sobie że już jeden wybryk mógł zniweczyć od razu wszystko. Jeden głupi zakład z załogą Megathora, czyj zwiad latający zaleci dalej. Oczywiście! Dron Rude Boy'a wygrał.
Zamknięcie orbity wokół Eve, na 45 jednostkach paliwa, to nie byle co. Tylko ogólna panika i bałagan spowodowany nieautoryzowanym lotem międzyplanetarnym był ogromny.
Niby są ustawy o regulacji ilości śmieci kosmicznych. Tfu! Kiedyś każdy latał hulaj dusza i nikt nie pisnął nawet słówka. A teraz? Każdy wie że obawiają się wojny.
Gdyby nie uprzejmość i dobre stosunki prawne z Eye of the Dragon Corp. byliby teraz w czarnym zadku Krakena.
   Dwie minuty trwały wieczność. Tylko jeden głos może dokonać remisu!
Nagle w kabinie zrobiło się czerwono. To słupki. Zatwierdzono wyniki głosowania.
Nikt nie wydał najmniejszego dźwięku.
Zapadła pełna goryczy cisza.
Bill odsunął się w fotelu do tyłu. Popatrzył w spokojną i majestatyczną tarczę Kerbinu. W końcu po długim oczekiwaniu się odezwał.
-Panowie, przykro mi to mówić, ale... wracamy.- Oczami wyobraźni zobaczył załogę Megathora otwierającą szampana w towarzystwie śmiechów i krzyków. Nie miał im tego za złe. Po prostu byli lepsi.
Największy horror przeżywała jednak załoga Kerb-Boat'a. Co z tego że mieli trzykrotnie mniejsze fundusze. Biedaki mogły zacząć się pakować już po pierwszych 15 minutach głosowania.
-Przynieść procedury sir?- zapytał Norrman. Bill popatrzył na smutną twarz młodego kadeta. To była jego pierwsza misja. Jego wspaniały wstęp do ukochanej części świata jaką był kosmos właśnie legł w gruzach.
-Tak, tak. I jeśli możesz to odłącz nadajniki. Nie mam ochoty na rozmowy z centralą.-
-Tak jest...-
Bill wstał z krzesła, podszedł do kantyny i nastawił wodę na kawę. Ukrył twarz w dłoniach. Nie chciał by podwładni widzieli jego minę. A może to on nie chciał widzieć ich?
-Rozejść się!- rzekł głośniej zastępca kapitana, Drake.
-Stary nie martw się!- Rzekł dziarsko- Za tydzień góra będziemy sączyć driny na Wunoali! Nie ma bata by szefostwo nam coś ucięło po tym wszystkim!-
Kapitan spojrzał na swojego zastępcę i zarazem najbardziej zaufanego przyjaciela. Nigdy nie odnosili się do siebie stopniem. No chyba że w żartach.
-Drake... Zrozum. Włożyłem w ten projekt całe moje serce. Często bywało że podczas budowy tej puszki to ja dyktowałem co i jak ma być. Doleciałem tym maluchem na księżyc i przez cały
 miesiąc dbałem bardziej niż o siebie... Nie mogę po prostu wrócić i zostawić go gdzieś na pustyni.-
-Przecież wiedziałeś na co się porywasz wraz z przyjęciem zlecenia z góry. Dlaczego nie podszedłeś do tego jak do zwykłej rutynowej misji?-
-Bo naszą prace ciężko nazwać rutyną...- Po czym złapał kubek i szybkim krokiem udał się do modułu kapitańskiego. I mimo że nic tego nie zapowiadało, to wszystko miało się jutro odmienić.

Nazajutrz

Procedury. Nie ma w świecie nudniejszego słowa. Nawet jego znaczenie jest szablonowe. Po co czyta te papierzyska? Przecież wszyscy wiedzą, że nijak mają się do rzeczywistości. Zawsze jest tak, że coś nie wypali. Albo dok nie domknięty. Albo klamra nie szczeknęła. Albo ładunek waży 80 kg więcej niż było wytyczone. To jest coś, czego jajogłowe z inżynieryjnego nie zrozumieją. Tą rzeczą jest przypadek.
-Kapitanie! Ciągle dostajemy informacje o próbie kontaktu z nami. Włączyć osprzęt czy dalej udajemy czarną dziurę?-
Bill westchnął. Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał odbębnić niewygodną rozmowę z centralą. Woli jednak mieć towarzysza w niedoli.
-Tak załącz. Drake!!! Chodź no tutaj!-
-Sir! Zastępca Drake jest teraz na kontroli generatora pokładowego!- natychmiast odpowiedział Jimmy, chłopak z sektora naukowego.
-Cholera, męda jedna wiedziała kiedy się ulotnić...- zamruczał pod nosem.
W tym momencie zaświeciła się kontrolka oczekującego połączenia. Kapitan założył zestaw słuchawkowy i odebrał. Na ekranie pojawiła się ciemno-zielona ze złości twarz komandora Ruperta.
- Co wy kapitanie sobie myślicie IGNORUJĄĆ NASZE WEZWANIA!!!- Wyryczał do mikrofonu. Bill nawet nie ruszył powieką. Był przyzwyczajony. - Wywołujemy was myśląc że coś się stało. Planujemy już starty ratownicze, a wy po prostu nagle włączacie sprzęt? To jest nie dopuszczalne. I nie mam zamiaru pozostawić tego bez konsekwencji. Ja nie pozwolę żeby...- Komandor odsapnął. Mimo że sam kiedyś latał to teraz, w dowodzeniu, nieźle się zapuścił. Darmowa pizza w firmowym barze zrobiła z nim swoje. - Jednak na razie musimy odsunąć to na bok- Kontynuował - Sytuacja zmieniła się drastycznie po głosowaniu. A chwilę po nim jeszcze bardziej się pokomplikowało...-
Co? Było coś jeszcze? O co mu chodzi?
- W skrócie: zarząd P-M-B postanowił wdrożyć wszystkie 3 projekty.- Bill z wrażenia osunął się w fotelu dowodzenia. Dopuścili Rude Boy'a 3 i Kerb-Boat'a? Ale to oznacza...
- Oznacza to, że załoga zostaje wraz ze sprzętem na Munie. Jedyne co mogę na razie powiedzieć to żebyście zostali na pozycji. Rozkazy dostaniecie już tekstowo. Bez odbioru!-
Ekran znów stał się matowo czarny.
Bill nie miał pojęcia co robić. Myśli zderzały się i pędziły jak pociąg towarowy. W końcu się uspokoił. Zostają! Cała praca nie pójdzie na marne! Musi powiedzieć załodze! Wdusił przyciski interkomu i ogólnego kanału zewnętrznego.
-Zbiórka w module mieszkalnym za 15 minut!-

-Panowie! Mam dla was jedną wiadomość...- Bill uśmiechnął się połowicznie
-O! To rezygnujemy z klasyka: dobra i zła?- Jak zwykle Drake wyczuł że jest coś na rzeczy i widział, że jest to coś dobrego
-Owszem! Mam niebywałą przyjemność poinformować was, że wszystkie łaziki z przetargu zostały oficjalnie przyjęte.-
W kabinie zapanował wesoły gwar. Wszyscy składali się w gestach "Yeeeesss!!!", poklepywali po plecach i otwierali puszki KerbalColi wznosząc je w toaście. Jeden nadgorliwiec chciał otworzyć procentową wersję bąbelków lecz kapitan skutecznie zagrodził mu drogę.
-Mimo wszystko, Kadaf INC. dalej pozostaje oficjalnym zwycięzcą, więc radziłbym się uspokoić!-
Mimo surowości tonu sam się uśmiechał i pozwolił chłopakom trochę poświętować. W tym samym momencie zaterkotała drukarka laserowa i metodycznie zaczęła wypluwać z siebie kolejne stronice z rozkazami.
Bill wiedział, że na pewno wypełni je z radością.

Rozkazy były jasne. W związku z wydłużonym pobytem ustalonym na razie na 5 miesięcy oraz wykonaniem misji należało uzupełnić zapasy. Niestety jak wszystko inne i te rozkazy miały pewne wady.
Najbliższy międzynarodowy zaopatrzeniowiec był daleko na północy. Nawet gdyby do niego ruszyli to jazda okazała by się daremna. Z pewnością dowództwo nie wyłożyło by tak horrendalnych sum na zaopatrzenie. Fakt, mógł z nich skorzystać KAŻDY. Niestety pieniądze jakie sobie za to liczyli były absurdalne i często dwukrotnie przekraczały budżet całej misji, mimo że każda agencja kosmiczna co roku płaciła na ten projekt składkę. Zostało tylko ruszyć na zachód w stronę sektora niczyjego i doładować się na "Lemie" chociaż nie miał najmniejszej ochoty oglądać Boba.
Pchnął lekko przepustnice mocy. Generatory od razu odpowiedziały na pobór. Rude Boy powoli rozpoczął przygodę.


Drake spał mocno. Nawet bardzo. Jego dwóch podwładnych też. Dlaczego tylko oni? Odpowiedzią może być szklana butelka schowana za tym jedynym panelem ściennym z obluzowaną śrubką.
Owszem. Drake trochę zabalował w swojej kabinie ubiegłego wieczora, wraz młodszymi kolegami. Okazja była nie byle jaka, lecz mimo to wiedział że choć Bill jest jego najlepszym kumplem, to nie będzie tego aprobował jako dowódca. Jedno było jednak pewne. Przywołania do porządku uniknie.
A kaca nie. Przeklinał ile sił w myślach matkę naturę, że anatomia kerbala jest taka niekorzystna do tego typu zabaw. Bolała go głowa. A głowę miał dużą. Każdy wertep na srebrnym globie skutecznie odznaczał piętno na jego samopoczuciu. Musiał coś z tym zrobić.
Zakradł się do medycznego i wyjął z apteczki kremlon. Sole fizjologiczne w tabletkach szybko stawiały na nogi zarówno ciężko rannych, jak i poszkodowanych huczną nocą.
Pół-godziny później szedł raźnym krokiem do kantyny. Jeszcze bardziej się ucieszył na zmarnowane miny kamratów wczorajszej imprezy.
-Co tam młodzieży? Słabe głowy widzę?- Wyszczerzył zęby.
-Niech pan da spokój- Jęknął Kirk.
-A taki ci spieszno do szampana było! Hah!- Drake zaśmiał się i ruszył z jeszcze większym entuzjazmem na mostek. Zapowiadał się świetny dzień!
Nagle wszystko się zatrzęsło i zatrzeszczało. Drake wyrżnął się jak długi w korytarzu. Przez chwilę myślał, że to krew zalała mu oczy. Były to jednak czerwone lampy ostrzegawcze. Coś się stało i komputer to zasygnalizował.
Szybko się pozbierał i kilkoma susami dotarł do mostka.
-Cholera Drake! Mamy problem!- Krzyknął Bill.
-Przywaliłeś w coś? Chyba w meteoryt bo nasze 60 ton zabujało się jak na karuzeli!-
-Panie Kapitanie co się stał...- Zapytał z tyłu skołowany członek załogi.
-Nie gadać tylko mi lecieć i skontrolować systemy! Kirk sprawdź komputer i UCISZ TO DZIADOSTWO!!!-
-Tak jest!- Kerbal pobiegł do osprzętowego. Alarm ucichł.
-To co to do jasnej było!?- podjął zastępca
-Pieprznęło z prawej. Nic w nas nie uderzyło. Z taką mocą to by powłoki pozrywało.- Bill nacisnął interkom.- Norman! Ile na akcelerometrze?-
-8G na prawej stronie! Ale wszystko sprawne!-
-To bombę zrzu... CHOLERA BIIIIIIL!!!- Krzyknął Drake do wtóru błysku eksplozji przed nimi.
Ponownie zatrzęsło łazikiem. Kamienie dźwięcznie odbiły się od iluminatorów. Po wyjechaniu z chmury pyłu Drake załączył kamerę wsteczną. Zobaczyli wyraźny ślad po spalinach silnika rakietowego.
-Lądował ktoś i odpalone silniki odrzucili?-
-Gdzie tam, poinformowali by nas... To musi być coś innego.-
Kolejna eksplozja, tym razem trochę dalej. Dalej byli zagrożeni.
W końcu zobaczyli przyczynę. Wysoko na krawędzi krateru po którego dnie teraz jechali stał łazik. Byłby całkiem normalny, gdyby nie cała bateria rakiet na grzbiecie. Wystrzelił kolejną. I znów chybił. Na szczęście.
Jadden, jeden z mechaników przytomnie złapał joystick od optyki i przybliżył na obcy pojazd.
Charakterystyczna czerwona gwiazda. I napis: Związek Socjalistycznych Republik Kerbalskich.
-Kapitanie to ZSRK!!! Czerwoni do nas walą!- Krzyknął z przerażeniem kerbonauta.
-Mun jest strefą zdemilitaryzowaną! A oni strzelają! I jeszcze do nas! Obrali sobie nas za cel, jak jakieś kurde kaczki!- wydarł się równie przerażony Drake. Billowi też waliło w piersi. Jak nigdy.
-Zygzakiem! ZYGZAKIEM!!!-
To znacznie pomogło. Żadna rakieta nie walnęła bliżej jak 30 metrów. W końcu agresorowi skończyły się pociski. Wyraźnie ruszył do przodu, by ciężką szarżą staranować  cel.
 Mimo, że agresor zjeżdżał z górki i był lżejszy, to Rude Boy był po prostu szybszy. Pościg trwał nadal choć ZSRKowski łazik zostawał w tyle. Bill'a najbardziej jednak zaskoczył nagły koniec krateru. Po spektakularnym skoku Rude Boy osiadł dość mocno na tylnych legarach aż huknęło.
Zgubili ich. Nie było szans by zostali dogonieni. Rakietowcy mieli inne zawieszenie, a jedyny gładki zjazd był dobre 8 kilometrów stąd. Mimo huczącej w głowie krwi załoga powoli się uspokajała. Wszyscy zaczęli się śmiać. Śmiech w którym nie było ani krztyny wesołości. Po prostu rozładowywali nerwy.
-Niegrzeczny, a taki zdolny...- Drake z czułością pogłaskał skraj kabiny. Usiadł w nawigatorskim i towarzyszył swojemu przyjacielowi przez następne 3 godziny w żmudnej jeździe po zdradzieckim gruncie księżyca.

Kirk przyszedł do kantyny z  małą kartką papieru.
Bill oderwał się od jajecznicy, jajek w proszku, i odczytał notatkę. Była to rozkodowana rozmowa sprzed tego piekła z którego cudem wyszli. Widocznie radziecki łazik cały czas nadawał.
 Jej treść była następująca:
"-Baza! Łazik Zdwazda na pozycji. Widzimy potencjalny cel. Jakiś łazik... Jobtwojumać! Wielki jak niedźwiedź. Odległość 2 kilometry. Jakie rozkazy?-
-Pojazd państwowy czy korporacyjny Zdwazda?
-Chyba... Korporacyjny... Na pewno korporacyjny. Testujemy broń?-
-Dobra Zdwazda. Wal do niego. Ale nic nie zostaw. Żadnych śladów i żywych. Jak wam uciekną to nie myślcie o powrocie na Kerbin. Zrozumiano?
-Rozumiem baza. Tak wielkie bydle jeździ wolno jak cholera, nie uciekną. Uderzamy!-"

Na tym kończyła się rozmowa. Wiedzieli cwaniaki. Szukali czegoś do wgniecenia w ziemię mimo że to wbrew prawu i wszelkim normom.
Bill odstawił kartkę dopił herbatę. Drake właśnie sam kończył czytać.
-I jak sir? Dlaczego strzelali?- Zapytał się kadet Paul.
-Obrali sobie srebrny glob za poligon. A nas za cel. Żyjemy dlatego, bo nas nie docenili. Nie zostawię tego tak. Wszyscy muszą wiedzieć.
-Ale najpierw "Lem"?-
-Tak. Najpierw "Lem".-




Sam nie wiem kiedy pojawi się następna część. Ale drogi MegaProize, czekam na więcej!
« Ostatnia zmiana: Śro, 29 Sty 2014, 18:42:56 wysłana przez DawsterTM »
Best regards from Valhalla

Czw, 16 Sty 2014, 20:41:58
Odpowiedź #1

Offline Madrian

  • Kapral
  • **
  • Wiadomości: 243
  • Reputacja: 15
    • Zobacz profil
Tylko jedno "ale".
Malizna wali po oczach.  ;D
Czekamy na więcej.

Reklama

Odp: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob
« Odpowiedź #1 dnia: Czw, 16 Sty 2014, 20:41:58 »

Śro, 29 Sty 2014, 19:31:30
Odpowiedź #2

Offline DawsterTM

  • Sierżant
  • ****
  • Wiadomości: 527
  • Reputacja: 35
  • *being dead intesifies*
    • Zobacz profil
Taki mały odzew....a szkoda. MegaProize naprawdę ciężko pracuje nad tym opowiadaniem w każdym wolnym momencie, których ma mało. Ale cóż, jest nareszcie kolejna część Srebrnego Globu.

Polish Munar Base oraz Battle Claw Space Laboratories przedstawiają
tekst autorstwa MegaProize

Srebrny Glob
Część druga

Kadet Norrman westchnął. Nie lubił tej części swoich obowiązków. Jako "nowy", w czasie swojej pierwszej misji dostał przydział cooka. Samo szkolenie gastronomiczne w centrali, ograniczało się do nauki obsługi mieszarki, dolewania do niej wody i proszków poszczególnych dań. Jednak po każdym posiłku należało przeliczyć skrupulatnie wszystkie paczki z owymi proszkami.
Tym jednak razem liczby okazały się bardzo okrutne. Wynikiem owego liczenia było 3,4. Norrman z zafrasowaną miną podliczył wszystko jeszcze raz. Znowu 3,4. Kłujące w oczy cyfry jakby odmierzające czas do wybuchu bomby. Lekko zdenerwowany Norrman wybiegł ze spiżarni i ruszył na mostek.
-Sir! Czy mogę się dowiedzieć kiedy dotrzemy na LEMa?-
-Oczywiście!- Odpowiedział z uśmiechem zastępca kapitana, Drake.
Krępująca cisza jeszcze bardziej podkopała morale kadeta.
-To... Yyyyyy...- zająkał się biedak
-Zapytałeś czy możesz wiedzieć, a nie o konkretne liczby!- Zaśmiał się Drake i sprawdził dane –Z tą średnią prędkością to za 6 dni młody! Maszyna zasuwa jak marzenie!-
-Dziękuje Sir!-
Już całkiem spocony i przerażony kadet ruszył biegiem do kapitańskiej.
-Kapitanie mamy problem!-
-Co się stało Norrman?- Bill odwrócił się od map i dziennika pokładowego
-Robiłem codzienną kontrolę stanów żywności i choć wcześniej się tym nie martwiłem to teraz chciałem się upewnić. Do LEMa mamy jeszcze 6 dni, a jedzenia zostało na niecałe 3 i pół!-
Bill odrzucił ołówek i przejrzał notatki od kadeta. I było tak jak mówił. On sam kompletnie zapomniał, że szaleńcza ucieczka przed ZSRK kompletnie zmieniła ich trasę.
Zaczął się zastanawiać nad problemem, miarowo postukując raportem o brodę.
Racjonowanie? Odpada. Posiłki były wyliczone dla każdego kerbonauty indywidualnie. Były idealną ilością wszystkich składników by ich forma zawsze wynosiła 100%.
Może zahibernowanie części załogi? Bill aż prychnął na głupotę własnego pomysłu.
Nagle zaświtało mu w głowie. Rzucił się do mapy sektora i spojrzał na zieloną kropkę, która miała być ich ratunkiem. Widział, że dowództwo będzie bardzo niezadowolone z powodu tej decyzji, ale nie obchodziło go to. Ważna była załoga.
Zapisał na kartce współrzędne i podał Norrmanowi.
-Leć z tym do Drake’a. I za 8 godzin przygotujcie się na wyjście. Teraz muszę pogadać z centralą-

Nowym przyjętym kursem był Międzynarodowy Zaopatrzeniowiec Księżycowy. Łaziki klasy Samarytanin były równie duże co nowe VATACi. Jednak wyróżniały się znacznie większą maksymalną masą ładunkową. Wożenie nawet gotowych generatorów czy zapasowych modułów mieszkaniowych, wymagało takiego przystosowania.
Dowództwo naziemne, choć nie zbyt z tego powodu szczęśliwe, zostało zmuszone do przygotowania konta korporacji celem przelania ogromnych sum, na rzecz uzupełnienia zapasów.
Dwie godziny przed celem, Kirk siedzący przed monitorami osprzętu badawczego, aż podskoczył gdy wysoki pisk poinformował go o anomalii cząsteczkowej. Paliwo rakietowe unosiło się w próżni dookoła łazika. Niby nie wielka ilość, lecz zbyt duża jak na niedopałki z normalnego silnika. Diagnoza musiała być jedna. Coś komuś wyciekło.

Po dojechaniu na sam skraj krateru w którym miał stać MZKaes, Drake zaszokowany wywołał kapitana na mostek.
-Co jest Drake? Za stromo jest czy... O szlag...-
Oboje patrzyli na wielką żółtą chmurę unoszącą się regularnie nad dnem krateru.
-Co tu się stało do cholery?-
-Zaraz się dowiemy...- I lekko pchnął przepustnice pozwalając łazikowi stoczyć się po ścianie krateru.
Rude Boy bez przeszkód dotarł na samo dno. Podjechał do żółtej mgły  i stanął pół kilometra przed nią.
Kirk wpadł do kabiny.
-Kapitanie mam ogromny odczyt cząsteczkowy paliwa! Jak by ktoś lał go wiadrami na czujniki!-
-Oto twoja odpowiedź!- wskazał na chmurę kapitan. – Jakieś ślady utleniacza?-
-Tyle samo co paliwa sir!-
-Bill wycofaj trochę bo wylecimy na Eve...- mruknął Drake – Kirk? Zakładaj skafander razem z Paulem. Zobaczymy co się tam stało.-




Pierwsze oględziny dookoła nie były zbyt optymistyczne. Głębokie ślady hamowania od samej krawędzi krateru. Nie wątpliwie po największych kołach na rynku. Tylko kilka pojazdów miały ten model.
-Bill wchodzimy?- wskazał na żółtą mgłę Drake – Jak nie teraz to nigdy. Wiesz, że to paliwo opadnie dopiero za jakieś 20 lat. Jest zbyt lekkie.-
-Dobra. Wyłączyć wszystko poza komunikatorami i life supportem.- rozkazał kapitan.
Cała czwórka zgodnie doczłapała i zanurzyła się w paliwowej chmurze.
 W końcu wszyscy zobaczyli wrak. Potężny kawał pomiętej stali leżał niczym wyschnięte kości zwierzęcia na pustyni. Bill przetarł owiewkę skafandra. Podszedł do kawałka szkła zagrzebanego w piachu, odkopał go i z przerażeniem pokazał zastępcy. Krew. Niewątpliwe było, że załoga MZKaesa nie żyje. Dziwne było jednak, że nikt nic nie wiedział.
-Sir! Z łazika dalej jest wysyłany komunikat o aktualnej pozycji. Elektronika dalej musi działać zupełnie jak nic by się nie stało.-
Mechanik Paul sprawnie wyłamał łomem zniszczone grodzie wejściowe. Wmaszerowali do modułu zapalając latarki nahełmne. Zwisające fragmenty poszycia, but, wystające kable. Wszystko to tworzyło obraz niesamowitej tragedii. Norrman wydał zduszony okrzyk gdy zajrzał do mostka.
Zaalarmowany Drake natychmiast podszedł do niego.
-Bill... Jucha... Wszędzie. Na ścianach, szafkach... Wszędzie!- Drake prawie stracił panowanie nad sobą.
-Co ich tak sponiewierało? Sam wypadek? Niemożliwe... Paul, leć z Norrmanem i skontrolujcie generatory. Jeżeli sprzęt działa, a zasilanie jest, to zgrajcie mi ostatnie zapisy. My poszukamy żarcia.-
-Tak jest!-
Rekonesans w części spiżarnej nie przyniósł zbyt wiele. Prawie wszystko poniszczone, rozsypane lub wyleciało przez uszkodzoną ścianę. Znaleźli tylko kilka paczek. Zaledwie jeden posiłek dla całej załogi.
Oboje młodszych kerbonautów  wróciło z danymi.
-Niektóry sprzęt działa. Reszta to kompletny złom. Mamy za to dane.-
Drake podszedł do wystającego z podłogi pręta i palcem zmazał zieloną krew.
-Wygląda jak by się ktoś nadział... Paskudnie...-
Bill czuł, że jest coś nie tak. Że brakuje w całej scenie pewnego istotnego elementu jakim były...
-Ciała! Widzieliście jakieś po drodze?-
Paul zastanowił się i pokręcił powoli głową.
-Nie kapitanie...-

Ilość skafandrów w łaziku zaopatrzeniowym nie zgadzała się. Trzy do sześciu. Ktoś musiał przeżyć i ewakuować się ze zniszczonego pojazdu.
Po wyjściu z łazika, postanowili dokładniej zbadać okolice. Był to traf w dziesiątkę. Znaleźli nie swoje odciski butów. Skafandry były Kermieckiej produkcji i podeszwa miała inny bieżnik. Jednak nie były to jedyne ślady. Dowódcę szczególnie zaniepokoiła regularna siatka buta od skafandra typu Zhizn.
Bill szybkim ruchem ręki zatarł ślad. Podkomendni nie powinni wiedzieć.
Odciągnął zastępcę na stronę i przełączył na prywatny kanał.
-Stary mamy znowu problem.- Bill zmartwiony kopnął mały kamyk.- Chyba czerwoni maczali w tym całym wypadku paluchy. Widziałem ślady ich butów. Musimy poszukać ocalałej załogi. Będą jedynymi dowodami...-
-Na co?-
-Jeszcze nie wiem. Musimy zrobić zwiad Flash’em.-

Łazik sprawnie odłączony od Rude Boya ruszył w drogę. Srebrny pył sypał się spod jego kół.
Specjalnie przerobiony na tą chwilę łazik, wjechał do stale unoszącej się chmury paliwa z rozbitych zbiorników MZKaesa. Ślady ocalałej z wypadku grupy prowadziły na wschód, do małej, państwowej stacji Kerpańskiej. Ruszyli więc w tę stronę. Po ponad 800 metrach zobaczyli pierwszą ofiarę.
Kerbal leżał twarzą do gruntu. Po zejściu na ziemię, Bill delikatnie go obrócił. Syknął z tego co zobaczył.
Zamarznięty członek załogi łazika z ustami całymi we krwi.



Drake wyciągnął nóż.
-I tak nie żyje, a pomóc jeszcze nam może.- Odpowiedział na pytające spojrzenia kapitana.
Odciął prawie pełny zasobnik z tlenem i rozciął skafander. Twarz Drake’a stężała.
Prawy bok nieszczęśnika był przebity na wylot.
-Masz odpowiedź na swój zakrwawiony pręt na mostku.- Bill wstał i otrzepał kolana. – Jedziemy dalej! Ale najpierw kilka zdjęć...-
-Naprawdę Bill? Toć to trup po co foty?- Drake próbował udawać wyluzowanego. Bill nie odpowiedział. Wiedział, że jego zastępca jest bardzo przesądny. Jednak zignorował to. Kosmos to nie miejsce na zabobony i zmyślone historie. Chodź im więcej zależy od głupiego przypadku tym bardziej kerbal dba o swoją czystość moralną. Ponad 5 kilometrów dalej kolejny trup. Leżąc na wznak, biedak widocznie uciskał dalej dziurę w skafandrze próbując zatrzymać życiodajny tlen. Jak widać bez powodzenia- pomyślał kapitan nawet nie zwalniając na oględziny.
Jechali już pół godziny z pełną prędkością, a ślady ostatniego dalej się nie urywały. Chyba jako jedyny był w pełni sprawny. Nagle na horyzoncie zamajaczyła biała kropka. Po dojechaniu okazało się, że to ostatni z nich. Sam rozbitek klęczał. Źródłem białego blasku była jedyna świecąca się latarka nahełmna
-Kapitan...- zerknął na pagony Drake. Sprawdził butle z tlenem. Były puste.
-Udusił się. Nie doszedł. Ile zostało do bazy Costa la Muna?- zapytał półgłosem Bill
-Niecałe 4 kilometry... Był bardzo blisko.- Drake przysunął się do hełmu biedaka próbując zobaczyć to co widział w chwili śmierci on. Piach? Nie... Linie. Krzywe linie wyskrobane palcem w zimnym księżycowym gruncie układające się w ostry i znany skrót ZSRK.
-Bill? Masz swoje dowody.-
-Jednak oni? Ale czemu mieli by atakować i splądrować międzynarodową jednostkę? –
Drake zagryzł wargi.
-Chyba wiem. Ale wracajmy już do Rude Boya...-

Bill i Drake siedzieli w zamkniętej kapitańskiej przy biurku. Podniesiony do ust kubek z kawą pozostawił okrągły, brudny ślad na owym tłumaczeniu rozmowy łazika Zdwazda z centralą.
-Rozumiesz? Nie dopadli nas. Ich dowództwo jasno im zagroziło. Nie wykończą nas do zera, nie wracają na Kerbin.- dokończył Drake.
-Musieli zerwać cały kontakt. W takiej desperacji o zapasy musieli rzucić się na MZK. Ale mamy dowody, na nich, a centralny zarząd lotów kosmicznych na pewno zała...-
-W tym sęk, że nic nie załatwi Bill. – Przerwał zastępca – Jeżeli keruskie się wyparły misji jeszcze przed atakiem to nic im nie zrobią. Nieautoryzowana misja i działanie podchodzące pod dezercje. Pamiętaj, że u nich programy kosmiczne są wojskowe, a nie korporacyjne. Trochę to inaczej działa.-
Bill odsunął się w fotelu. Po raz pierwszy w swojej karierze, poczuł się zdany na totalny chaos.
Każda krotochwila, zdegradowanego i okrytego wstydem kapitana Zdwazdy, mogła być dla nich wyrokiem śmierci.
 
Wysłanie raportu ze zwiadu i informacji o zniszczeniu Samarytanina już dawno poszły w eter. Ogromny ruch  i zwołanie ogromnej rady wszystkich przedstawicieli nawet pomniejszych agencji kosmicznych i państwowych programów podboju kosmosu świadczyło o powadze sytuacji. Oficjalnie załodze Rude Boya polecono zostać na miejscu zdarzenia i udokumentować wszystkie podejrzane szczegóły. A było ich sporo. Wysadzona krawędź krateru jasno wskazywała na atak. Widocznie łakomy pięknych widoków kapitan MZKaesa zatrzymał się na samej jego krawędzi. Następnie czerwoni dokończyli  sprawę podkładając w EVA ładunki na skarpie.
 Dalej pozostawał jednak problem jakim był brak pożywiania. Podczas zjadania przedostatniej porcji, każdy rozmyślał nad tym co zrobią nazajutrz, gdy śniadanie będzie ich ostatnim posiłkiem. Jedyne co im pozostało to trochę leków pozwalających na stałe funkcjonowanie. Lecz co im po tym gdy w żołądku pustka? Nikt się wtedy nie spodziewał, że ratunkiem od śmierci głodowej będzie coś co jest tak małe. Tak małe, że zostało nazwane kryptonimem „Pchełka”.





Zapraszamy znowu za czas nieokreślony na następną część!

Dodatkowo chciałbym zrobić małą zapowiedź pewnego projektu który prowadzę właśnie w ścisłej współpracy z MegaProize. Garściami będzie chwytał materiały z forum, PMB czy też właśnie Srebrnego Globu. Rozpocznie się dopiero po ukończeniu tego opowiadania a planujemy dla was coś naprawdę epickiego. Żeby trochę zaostrzyć apetyt, dorzucam parę zdjęć.



Best regards from Valhalla

Śro, 29 Sty 2014, 20:19:15
Odpowiedź #3

Offline Madrian

  • Kapral
  • **
  • Wiadomości: 243
  • Reputacja: 15
    • Zobacz profil
I zaczyna się rozkręcać.  8)
Na razie jest nieźle.

Pisz, pisz... Ja też szykuję coś nowego. Już nie długo.
:)

Reklama

Odp: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob
« Odpowiedź #3 dnia: Śro, 29 Sty 2014, 20:19:15 »

Pią, 31 Sty 2014, 07:03:50
Odpowiedź #4

Offline Drangir

  • Major
  • *
  • Wiadomości: 1 631
  • Reputacja: 92
  • Smok rakietowy
    • Zobacz profil
    • DeviantArt
Bardzo pyszne opowiadanie, całe przeczytałem i miota mną jak szatan.

Niestety, kilka rzeczy tak mi dokucza, że postanowiłem to napisać. Nie przyjmij tego tylko osobiście, nie jest to forum literackie, ale chyba lepiej jest być lepszym, niż dobrym? Chodzi o kilka niejasności w opowiadaniu, treści. Sam warsztat jest dobry i czyta się to z przyjemnością, tym bardziej że bardzo to motywuje do własnych projektów co najmniej kilka osób z chata, w tym mnie - a to chyba porządna pochwała.




Cytuj
-Robiłem codzienną kontrolę stanów żywności i choć wcześniej się tym nie martwiłem to teraz chciałem się upewnić. Do LEMa mamy jeszcze 6 dni, a jedzenia zostało na niecałe 3 i pół!-
Nie rozumiem czy to jest element komiczny, czy co. Dramatyczny ton opowiadania temu przeczy, z drugiej strony - to KSP i różne rzeczy się zdarzają. Tak czy siak, odczuwam tutaj przykry dysonans.

Cytuj
Racjonowanie? Odpada. Posiłki były wyliczone dla każdego kerbonauty indywidualnie. Były idealną ilością wszystkich składników by ich forma zawsze wynosiła 100%.
Jakieś uzasadnienie? Zaraz napiszesz że Kerbale mają inny metabolizm od człowieka, ale tekst wcale tego nie sugeruje. Zmiana potrzebnego surowca na powietrze, wodę albo uzasadniający żarłoczność kerbali :D opis wiele by zmienił w odbierze.

Cytuj
Może zahibernowanie części załogi? Bill aż prychnął na głupotę własnego pomysłu.
Jakieś uzasadnienie?

Nagle zaświtało mu w głowie. Rzucił się do mapy sektora i spojrzał na zieloną kropkę, która miała być ich ratunkiem. Widział, że dowództwo będzie bardzo niezadowolone z powodu tej decyzji, ale nie obchodziło go to. Ważna była załoga.
Zapisał na kartce współrzędne i podał Norrmanowi.
-Leć z tym do Drake’a. I za 8 godzin przygotujcie się na wyjście. Teraz muszę pogadać z centralą-
Cytuj
Łaziki klasy Samarytanin były równie duże co nowe VATACi. Jednak wyróżniały się znacznie większą maksymalną masą ładunkową. Wożenie nawet gotowych generatorów czy zapasowych modułów mieszkaniowych
Jeden moduł mieszkalny n-Kon firmy Eye of the Dragon, wykorzystywany jako standard w całym PMB to masa mniejsza od 1.5 tony, nie przesadzajmy ^^









Cytuj
Dowódcę szczególnie zaniepokoiła regularna siatka buta od skafandra typu Zhizn.
Bill szybkim ruchem ręki zatarł ślad. Podkomendni nie powinni wiedzieć.
Zapamiętajmy ten fragment.


Cytuj
-Stary mamy znowu problem.- Bill zmartwiony kopnął mały kamyk.- Chyba czerwoni maczali w tym całym wypadku paluchy. Widziałem ślady ich butów. Musimy poszukać ocalałej załogi. Będą jedynymi dowodami...-

Jeśli ocalałej, to będą świadkami.

Cytuj
-Masz odpowiedź na swój zakrwawiony pręt na mostku.- Bill wstał i otrzepał kolana. – Jedziemy dalej! Ale najpierw kilka zdjęć...-
-Naprawdę Bill? Toć to trup po co foty?- Drake próbował udawać wyluzowanego.
Cytuj
Leżąc na wznak, biedak widocznie uciskał dalej dziurę w skafandrze próbując zatrzymać życiodajny tlen. Jak widać bez powodzenia- pomyślał kapitan nawet nie zwalniając na oględziny.

I tutaj jedna z gorszych rzeczy, które spychają opowiadanie w kierunku Prometeuszyzmu (Kadaf Industries, all rights reserved).
Jakby Drake był zwykłym robolem mógłby coś takiego powiedzieć, ale on jest astronautą, a więc z racji zawodu pilotem i naukowcem. Powinien wiedzieć chociaż pobieżnie, z naukowego punktu widzenia jak postępuje się w takich wypadkach. Dalszy tekst sugeruje istnienie zaawansowanych organizacji które zajmują się sprawami eksploracji bliskiej przestrzeni kosmicznej - nie spisano żadnych procedur powiązanych z takimi, które obowiązują w policji? Bo póki co, bohaterowie łamią wszystkie możliwe zasady jakie mogli złamać. Znowu, - casus filmu Prometeusz. Tak samo z zignorowaniem ciała - wszystko może być przydatne, sam dowódzca stwierdził że brakuje im dowodów!

Cytuj
Choć im więcej zależy od głupiego przypadku tym bardziej kerbal dba o swoją czystość moralną.
Naprawdę mądra myśl!



Cytuj
-Kapitan...- zerknął na pagony Drake. Sprawdził butle z tlenem. Były puste.
-Udusił się. Nie doszedł. Ile zostało do bazy Costa la Muna?- zapytał półgłosem Bill
-Niecałe 4 kilometry... Był bardzo blisko.- Drake przysunął się do hełmu biedaka próbując zobaczyć to co widział w chwili śmierci on. Piach? Nie... Linie. Krzywe linie wyskrobane palcem w zimnym księżycowym gruncie układające się w ostry i znany skrót ZSRK.
-Bill? Masz swoje dowody.-

I tu wróćmy do wcześniejszego cytatu. Dlaczego Bill zachowuje się jakby oprowadzał wycieczkę szkolną, a nie dowodził jedną z najbardziej profesjonalnych drużyn inżynieryjnych i niszczy jedyny konkretny ślad? Taki odcisk buta jest o wiele pewniejszy niż narysowany ZSRK, który jest raczej poszlaką. Gdzie tu sens? Po co Bill ukrywa że to ZSRK, skoro kilkanaście godzin temu prawie zginęli od ichnich rakiet?

Cytuj
Każda krotochwila, zdegradowanego i okrytego wstydem kapitana Zdwazdy, mogła być dla nich wyrokiem śmierci.
 
Cytuj
Krotochwila – utwór sceniczny, służący rozrywce. Posługuje się humorem sytuacyjnym, karykaturą, błazenadą i wyjaskrawieniem. daw. dowcip, figiel


Cytuj
Dalej pozostawał jednak problem jakim był brak pożywiania. Podczas zjadania przedostatniej porcji, każdy rozmyślał nad tym co zrobią nazajutrz, gdy śniadanie będzie ich ostatnim posiłkiem. Jedyne co im pozostało to trochę leków pozwalających na stałe funkcjonowanie. Lecz co im po tym gdy w żołądku pustka?
No nie, to mi naprawdę nie wygląda na element komiczny. Nawet jeśli przyjąłbym teorię że Kerbale mają kosmicznie energożerny metabolizm (czego gra KSP nie sugeruje ;)) to i tak na misje zabiera się zdublowany sprzęt i zapasy, nie na styk... A VATACi miały być autonomiczne i długimi miesiącami krążyć po kraterach, wymuszona przez atak bandytów przerwa i kołowanie w jakimś terenie tego nie wyjaśnia.

No to tyle z mojego krytykanctwa. Jeszcze raz dzięki za tekst, czekam na kontynuację.


Cytat: Steven Universe
- Wasze obliczenia były niepoprawne.
- Nie mogły być niepoprawne, skoro żadnych nie robiliśmy.

Pią, 31 Sty 2014, 14:21:23
Odpowiedź #5

Offline DawsterTM

  • Sierżant
  • ****
  • Wiadomości: 527
  • Reputacja: 35
  • *being dead intesifies*
    • Zobacz profil
Cóż, autorem nie jestem, ale mogę ci parę rzeczy wytłumaczyć. Po pierwsze i najważniejsze: uczepiłeś się niuansów niedokończonej historii. Skąd możesz wiedzieć że niektóre elementy które teraz wydają się dziwne i niepasujące, potem zostaną wytłumaczone? A teraz przejdźmy do paru rzeczy które mogę spokojnie sam wytłumaczyć:

Pożywienie. Nie mieli jego zbyt dużo? Bo nawet nie było wiadomo czy ten łazik wygra przetarg. Każdy kilogram się liczy, więc pewnie firma wyposażyła ich w taką ilość żywności aby im wystarczyło na czas przetargu i powrót, lub na dotarcie do LEMa po wygranej.

Zahibernowanie załogi. W czasach opowiadania hibernacja to pewnie pieść przyszłości. Bill pomyślał o tym, ale potem przypominając sobie że coś takiego teraz jest możliwe tylko w filmach prychnął na głupotę własnego pomysłu. Bo kto to widział żeby poważny kapitan prawdziwego łazika zachowywał się jak w filmach sci-fi.

Czy n-Kon jest samowystarczalny? Niekoniecznie, i mieści ledwie dwóch kerbali jeden. Moduł mieszkalny może mieć nawet wielkość trzech habitatów, i wielką wagę jeśli miałby musieć samemu przetrwać pośrodku księżycowej pustyni, zanim uruchomione zostaną inne systemy bazy do której należy. n-Kon to drobina nad drobinami, ale nie wszystkie moduły takie są.

Zatarcie śladów buta. Sądzę że to nie jedyny (chyba że kerruscy zostawiają jeden ślad na 5km), a chciał go schować przed resztą załogi, poza nim i Drakem. Czemu? Tutaj oddam głos Proize.

Brak procedur jak w policji. No heeej, to jest agencja kosmiczna, badawcza, cywilna. W przeszłości nie było żadnych incydentów militarnych, a obecnie Mun miał być strefą zdemilitaryzowaną. A czy obecnie astronauci również są przyuczani jak walczyć z wrogiem w nieważkości, 101 sposobów wypatroszenia obcego?

Nie zabrał ze sobą ciała. Powiem ci że martwy astronauta nie jest zbyt ruchliwy, a nadal mają kolejnych do znalezienia którzy mogą nadal żyć. Jemu i tak już nie pomogą, a następnych trzeba uratować!

No i "krotochwila". Sam napisałeś dawniej to był dowcip, figiel. W kontekście tego zdania miało to znaczyć iż "Każda zachcianka, kaprys zdegradowanego i okrytego wstydem kapitana Zdwazdy mogła być dla nich wyrokiem śmierci."

Tyle ode mnie.
Best regards from Valhalla

Reklama

Odp: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob
« Odpowiedź #5 dnia: Pią, 31 Sty 2014, 14:21:23 »

Pią, 31 Sty 2014, 15:21:27
Odpowiedź #6

Offline Drangir

  • Major
  • *
  • Wiadomości: 1 631
  • Reputacja: 92
  • Smok rakietowy
    • Zobacz profil
    • DeviantArt
Bo ja się zwracałem do autora, nie "wydawcy" :D wciąż czekam na odpowiedź Proize'a, do twoich ķontrargumentow odniosę się jak wejdę na komputer wieczorem.
Cytat: Steven Universe
- Wasze obliczenia były niepoprawne.
- Nie mogły być niepoprawne, skoro żadnych nie robiliśmy.

Pią, 31 Sty 2014, 15:44:44
Odpowiedź #7

Offline DawsterTM

  • Sierżant
  • ****
  • Wiadomości: 527
  • Reputacja: 35
  • *being dead intesifies*
    • Zobacz profil
Wydawca również sporo wie o dziele, a i połowa moich argumentów jest podyktowana zwykłą logiką. ^^
Best regards from Valhalla

Reklama

Odp: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob
« Odpowiedź #7 dnia: Pią, 31 Sty 2014, 15:44:44 »

Sob, 01 Lut 2014, 09:24:59
Odpowiedź #8

Offline MegaProize

  • Kapral
  • **
  • Wiadomości: 197
  • Reputacja: 21
  • King of Skyrim!
    • Zobacz profil
W sumie nie muszę nic mówić, bo musiał bym się powtarzać po Dawsterze :) Potwierdzam, że  jest tak jak on mówi. Jedne co powiem to, że w przeszłości źle zrozumiałem znaczenie słowa "krotochwila". Ale nie jestem profesjonalistą to myślę, że mi wybaczycie. I jeszcze hibernacja. Oficjalnie dla mnie możliwa w opowiadaniu, lecz każdy z Kerbali był przyuczany najlepiej do swojego fachu. I choć owszem wszyscy choć pokrótce znali się na robocie kolegów i mogli by ich w razie wypadku zastąpić, nie byli by tak dobrzy jak oni sami. Pamiętajmy, że w kosmosie jest mało miejsca na elementy zastępcze, a szczególnie załogę. :D
A i co do ciał. Owszem nie zabrali ich. Nawet znalezienie żywego było by trudną sytuacją. Dlaczego? Jeżeli widziałeś Flasha 1 ( a można go obejrzeć na forum) to wiesz, że jest 1-osobowy. A w opowiadaniu "specjalnie na tą okazję" przerobiono go w module inżynieryjnym na 2-osobowy! Jeżeli znaleźli by ich, żywych pomoc miała się ograniczyć do uzupełnienia zapasów z tlenem i baterii, a następnie czekania na przywołanego Rude Boy'a (który jak na tak duży łazik popina dość szybko) :)
Mam nadzieję, że ja i Dawster, który powiedział kilka rzeczy tak samo jak ja je rozumiem, nasyciły Twój głód wiedzy! Fajnie, że się pytasz o takie niuanse Drangir, bo mi pomogą trochę lepiej rozplanowywać przyszłe opowiadania! :D
« Ostatnia zmiana: Sob, 01 Lut 2014, 09:33:35 wysłana przez MegaProize »
" Jeżeli nie mogę czegoś opisać, to to nie istnieje. Wyjątkiem jest Bóg "- Recenzent Ateista


Sob, 01 Lut 2014, 12:02:57
Odpowiedź #9

Offline Drangir

  • Major
  • *
  • Wiadomości: 1 631
  • Reputacja: 92
  • Smok rakietowy
    • Zobacz profil
    • DeviantArt
Cytuj
Po pierwsze i najważniejsze: uczepiłeś się niuansów niedokończonej historii. Skąd możesz wiedzieć że niektóre elementy które teraz wydają się dziwne i niepasujące, potem zostaną wytłumaczone?
Nie mogę wiedzieć. Nie mogę też zakładać że zostaną wytłumaczone. Oceniam tylko tylko to, co dostałem do rąk. Nie chciałbym dopisywać do każdego cytatu dislaimera, że to moja prywatna opinia dotycząca tylko i wyłącznie fragmentu który jest dostępny. Myślałem że to zrozumiałe. Równie dobrze mógłbym przestać chwalić jakikolwiek AAR na forum "bo nie wiadomo czy autorowi nie strzeli nic do głowy, i następna część nie będzie jednozdaniowcem z dwoma screenami pod słońce". A mi nie chodzi o to, by dokuczyć.

Cytuj
Pożywienie. Nie mieli jego zbyt dużo? Bo nawet nie było wiadomo czy ten łazik wygra przetarg. Każdy kilogram się liczy, więc pewnie firma wyposażyła ich w taką ilość żywności aby im wystarczyło na czas przetargu i powrót, lub na dotarcie do LEMa po wygranej.
Wytłumaczenie dobre jak każde inne. Chodzi mi raczej o fakt, że to pożywienie jest problemem, podczas gdy o ludziach wiemy że mogą wytrzymać bez niego dobrych kilka tygodni. Przez to scena "ostatniej wieczerzy" która jest świetnym biblijnym nawiązaniem wydaje sie zabawna w niezamierzony sposób. Wyczerpujący się tlen lub nagle ograniczone przez wyciek zapasy wody byłyby o wiele bardziej dramatyczne
Cytuj
Zahibernowanie załogi. W czasach opowiadania hibernacja to pewnie pieść przyszłości. Bill pomyślał o tym, ale potem przypominając sobie że coś takiego teraz jest możliwe tylko w filmach prychnął na głupotę własnego pomysłu. Bo kto to widział żeby poważny kapitan prawdziwego łazika zachowywał się jak w filmach sci-fi.
Tekst sugeruje raczej, że jest to już dostępna technologia, a twoje tłumaczenie to nadinterpretacja. Jeśli miałoby być poprawne, kapitan powinien raczej np. rozmarzyć się "Ech, szkoda że naukowcy jeszcze nie wprowadzili tych hibernatorów do użytku" lub czegoś w tym rodzaju. Proste rozważenie "Może ich zahibernować? Nie, to głupie" nie niesie tych informacji a świat w opowiadaniach Kerbali jest różnorodny. Są opowiadania na forum gdzie urządzenia do hibernacji są równie powszechne co toalety. Takie rzeczy trzeba określać, jeśli się o nich wspomina.

Cytuj
Czy n-Kon jest samowystarczalny? Niekoniecznie, i mieści ledwie dwóch kerbali jeden.
To był raczej mały żart ;) przelicznik masa/ilość kerbali jest dużo lepszy w moim projekcie. I tak, zestaw kilku połączonych habitatów z Pentakonu będzie samowystarczalny, jeśli chodzi o energię i komunikację.

Cytuj
Zatarcie śladów buta. Sądzę że to nie jedyny (chyba że kerruscy zostawiają jeden ślad na 5km), a chciał go schować przed resztą załogi, poza nim i Drakem. Czemu? Tutaj oddam głos Proize.
Wyobraziłem sobie kapitana z miotłą przykrywającego ślady "tylko nie wychodźcie, chwila!" tekst nie wspomina o jednych śladach. Może kerruski musiał wylądować na jetpacku i jedną nogą stanął na kamieniu którego powierzchnia nie była w pyle? Tak czy siak,  nie kupuję tego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatni fragment, gdzie narysowane logo ma być mega-poszlaką.

Cytuj
Brak procedur jak w policji. No heeej, to jest agencja kosmiczna, badawcza, cywilna. W przeszłości nie było żadnych incydentów militarnych, a obecnie Mun miał być strefą zdemilitaryzowaną. A czy obecnie astronauci również są przyuczani jak walczyć z wrogiem w nieważkości, 101 sposobów wypatroszenia obcego?
TAK, UCZĄ SIĘ WALIĆ Z DZIDY LASEROWEJ. Jeśli chodzi o śledztwa, dużo bliżej jest im do archeologii i geologii, i o takie rzeczy mi chodziło - sprawdzenie funkcji życiowych i obfotografowanie miejsca zdarzenia. Do obu tych rzeczy DZIDA LASEROWA potrzebna nie jest, a mogą być kluczowe, do tego prawdopodobnie łamią jakieś prawo kosmiczne, bo aktualnie nic bezpośrednio nic im nie groziło. A brak fotografii mógłby się na nich odbić, gdyby Kerruscy tam wrócili potem, by zniszczyć ewentualne ślady.
Argumentum ad absurdum for the win!

Cytuj
Nie zabrał ze sobą ciała. Powiem ci że martwy astronauta nie jest zbyt ruchliwy, a nadal mają kolejnych do znalezienia którzy mogą nadal żyć. Jemu i tak już nie pomogą, a następnych trzeba uratować!
Nie pisałem nic o zabieraniu ciała. Biorąc pod uwagę zaawansowanie techniczne struktur na Mun, zająłby się tym specjalny pojazd medyczny. To co powinni zrobić, opisałem wyżej.


quote]połowa moich argumentów jest podyktowana zwykłą logiką. ^^[/quote]
Tylko że wszystkie powinny wynikać z tekstu, a nie z twojej obrony. Większość moich uwag nie dotyczy bezpośrednio braku logiki, ale raczej niezręcznego wprowadzenia elementów, zdarzeń lub zachowań do tekstu. I wiem, że jest diabelnie trudno dopiąć wszystko na perfekcyjny ostatni guzik, o ile to w ogóle możliwe. Ale czemu nie próbować?

I na pewno wiesz, że można logicznie dowieść, że wieloryb jest rybą :P

Cytuj
I jeszcze hibernacja. Oficjalnie dla mnie możliwa w opowiadaniu, lecz każdy z Kerbali był przyuczany najlepiej do swojego fachu. I choć owszem wszyscy choć pokrótce znali się na robocie kolegów i mogli by ich w razie wypadku zastąpić, nie byli by tak dobrzy jak oni sami. Pamiętajmy, że w kosmosie jest mało miejsca na elementy zastępcze, a szczególnie załogę.

To jeden z tych fragmentów, o których wspomniałem w odpowiedzi powyżej. Zarówno Twoje jak i Dawstera (no, jego trochę mniej ;P) wytłumaczenia są logiczne, ale nie wynikają z tekstu. Spójrz, gdzie informacja o tym, że każdy członek załogi jest potrzebny na pokładzie, albo że hibernacja jest pieśnią przyszłości:
Cytuj
Może zahibernowanie części załogi? Bill aż prychnął na głupotę własnego pomysłu.

I dzięki że nie znajdujesz moich wypowiedzi jako przytyk, krytyka w internecie jest bardzo ciężka nie tylko do odbioru :F
Cytat: Steven Universe
- Wasze obliczenia były niepoprawne.
- Nie mogły być niepoprawne, skoro żadnych nie robiliśmy.

Reklama

Odp: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob
« Odpowiedź #9 dnia: Sob, 01 Lut 2014, 12:02:57 »

Wto, 04 Lut 2014, 23:34:31
Odpowiedź #10

Offline Madrian

  • Kapral
  • **
  • Wiadomości: 243
  • Reputacja: 15
    • Zobacz profil
Ekchem...Chciałbym przypomnieć o licentia poetica. ;)

Dzieło tworzy autor, a nie odbiorcy. Krytykę proszę zachować na moment po publikacji ostatniej części.
Jeżeli będziecie od razu szukać dziur w tekście, to autor się zniechęci i nie będzie chciał dokończyć pracy.

Przeczytajcie całość, a wtedy proście o wyjaśnienie wątpliwości.

Dawster - nie przejmuj się i pisz dalej. :)

Wto, 04 Lut 2014, 23:37:14
Odpowiedź #11

Offline DawsterTM

  • Sierżant
  • ****
  • Wiadomości: 527
  • Reputacja: 35
  • *being dead intesifies*
    • Zobacz profil
Drogi Madrianie, nie ja to piszę. Jak zostało oznajmione w pierwszym poście:
Cytuj
Na samym wstępie pragnę zaznaczyć że nie jestem autorem tegoż artykułu! MegaProize poprosił mnie o wysłanie tekstu pod swoim szyldem gdyż jak sam stwierdził "P-M-B=DawsterTM". I rację mu muszę przyznać.

I to właśnie dla Proize należą się gratulacje oraz motywacje do dalszej pracy.
Best regards from Valhalla

Reklama

Odp: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob
« Odpowiedź #11 dnia: Wto, 04 Lut 2014, 23:37:14 »

Śro, 05 Lut 2014, 22:00:23
Odpowiedź #12

Offline MegaProize

  • Kapral
  • **
  • Wiadomości: 197
  • Reputacja: 21
  • King of Skyrim!
    • Zobacz profil
Mylą się i mylić się będą. Po prostu nie czytają wstępów. I ale i tak mi to wisi. Ważne że się podoba i chcą czytać więcej! :)
" Jeżeli nie mogę czegoś opisać, to to nie istnieje. Wyjątkiem jest Bóg "- Recenzent Ateista


Sob, 01 Mar 2014, 18:00:59
Odpowiedź #13

Offline DawsterTM

  • Sierżant
  • ****
  • Wiadomości: 527
  • Reputacja: 35
  • *being dead intesifies*
    • Zobacz profil
Oj długo trzeba było czekać na następną część. Ale zaprawdę poświadczam wam, warto! Akcja nabiera tempa i raczej nie widzi się jej zwalniać!


Polish Munar Base oraz Battle Claw Space Laboratories przedstawiają
tekst autorstwa MegaProize, z poprawkami DawsterTM:

Srebrny Glob
Część trzecia


Przygnębiająca cisza ostatniego posiłku załogi Rude Boya 3, została brutalnie przerwana przez pojedyncze piknięcie systemu pokładowego. Bill westchnął i wyciągnął rękę do swojego zastępcy, który podał mu tablet kontroli systemu. W każdej kabinie był taki chociaż jeden, a Bill jako kapitan musiał wiedzieć o wszystkim pierwszy niezależnie od sytuacji.
Zaskoczony spojrzał na komunikat. Spodziewał się raportu o stanie komputera rozbitego MZK’esa, który mimo poważnych zniszczeń dalej pracował. Jednak teraz było to coś innego.

Zbliżający się pojazd     
Numer transpondera - HY738N
Pseudonim- „Pchełka”
   

Czarne jak smoła niebo, delikatnie nakrapiane białymi kropkami gwiazd teraz nosiło ślady resztek spalin po silniku lądującej „Pchełki”. Bill jeszcze raz postukał w analogowy wskaźnik poziomu tlenu. Te starocie miały swoje wady i zacinały się, ale były najlżejsze i nie korzystały z elektroniki. A było to dość ważne, gdyż zbliżenie się do tak zniszczonego pojazdu wiązało się ze sporym ryzykiem. Bill jednak chcąc nie chcąc musiał sam, osobiście przywitać niespodziewanego gościa. Dlatego skafander został przy zakładaniu okrojony do minimum, by w razie wypadku umożliwić szybką ucieczkę.
Po dziesięciu metrach dowódca odwrócił się i pokazał podniesiony kciuk w stronę mostka.
Stamtąd właśnie cała ekipa mogła swobodnie śledzić rozwój wydarzeń.
Malutki lądownik „Pchełka” należał do korporacji Kadaf Inc. Ten akurat egzemplarz był dodatkiem do w zwycięskiego VATACa: Megathora. Miał on za zadanie być lekkim pojazdem dostawczym o dość przeciętnej ładowności. Jednak teraz nogi lądownika uginały się pod ukrytym przed wzrokiem kapitana ciężarem.
Mimo prób kontaktu na każdym paśmie pojazd nadal milczał.
Nagle cztery obłoczki ulatniającego się gazu zapowiedziały że rozhermetyzowana kabina zostanie otwarta. Wychylił się z niej hełm, a w hełmie obita lecz nadal uśmiechnięta twarz kerbala.
-Witam... kapitanie jak mniemam?-
-Zgadza się.- Mruknął Bill który postanowił pomóc uszkodzonemu mechanizmowi wysunąć drabinę i zejść przybyszowi. Po twardym, acz szczęśliwym zejściu na srebrzysty piach pilot przedstawił się.
-Pilot Mactop Kerman! Zastępca kapitana Nedmana na łaziku Megathor.-
-Kapitan Bill Kerman, dowódca Rude Boy’a 3. Co was sprowadza Mactop?
-Dostaliśmy cynk z góry, że macie trochę problemów zaopatrzeniowych. A że nie dalej jak wczoraj dostaliśmy transport to kapitan uznał, że możemy pomóc. Przywiozłem trochę dobrego żarcia i całą masę innych klamotów.-
-Rozbiliście się gdzieś, że lądownik tak wygląda?- zmarszczył czoło Bill
Mactop odruchowo obejrzał się przez ramię i pokazał na migi by przeszli na kanał prywatny.
Bill westchnął i zmienił częstotliwość.

Drake siedział z resztą załogi na mostku. Próbował wywnioskować z gwałtownych gestów nieznanego pilota o czym rozmawiają. Musiało to być coś poważnego zważywszy na to że tylko dowódca mógł o tym wiedzieć. Po 15 minutach kapitan zwrócił się do załogi.
-Drake? Każ trzem chłopakom zejść tutaj i pomóc przy zapasach. Trochę tego jest.
Aha i jeszcze coś... Słuchasz?-
-Tak Bill.-
-Idę z naszym gościem obejrzeć jeszcze raz miejsce wypadku zaopatrzeniowca. Jak wrócę zgłoś się do kapitańskiej. Nasz kolega ma nam wiele do opowiedzenia-

Szczęśliwi z powodu uzupełnienia zapasów kadeci, zajadali nadprogramowe batony proteinowe nawet nie wiedząc że za ścianą, w module kapitańskim waży się ich los.
-Tak jak kapitan powiedział. ZSRK odcięło się od problematycznego dziecka jakim jest Zwazda. Wiadomo, nie chcą mieć problemów. Keuropejski zarząd lotów kosmicznych żądał od władz blokady kontynentalnej ale tchórze się nie zgodzili...- Pilot „Pchełki” odstawił na chwilę przykładany do czoła okład by zwilżyć gardło stojącą na stole herbatą.
- Boją się. Nie powiem że sam prawie jaja nie zniosłem tam na górze. Chwała naszym inżynierom co jeszcze technologii wojskowej nie porzucili. Niby zwykły lądownik, ale jak kontrolka zaczęła nadawać, to trochę mi zajęło zanim przypomniałem sobie co oznacza. A pół życia w wojsku...-
-I wtedy dostaliście rakietą?- Spytał Bill
-Huknął zdrowo. Nieźle się obiłem, ale i tak miałem szczęście. Więcej kerruskie mają mocy niż precyzji. Albo chcieli mnie tylko strącić, albo nie trafili. Ale jak dostaną z Medveda 1 te nowe ładunki to nic z nas nie zostanie...-
-Zwazda dalej dostaje posiłki?- prawie krzyknął Drake
-Ano. Nie słyszeliście? Myślałem że wszyscy robią nasłuchy, na całą zmianę... Można?- Mactop z pytającą miną wskazał radio. Bill kiwnął głową. Po chwili ustawiania, przez które przebijał się szum i urywki różnych rozmów, a nawet kawałek audycji z kerbinu, pilot „Pchełki” znalazł odpowiedni kanał.
-...zostaliśmy zdradzeni przez własny kraj, który mimo obietnic, ma nas, obywateli i posłów nauki w kosmosie za nic! Nie przylecą! Nie pomogą nam! Lecz możemy sami sobie pomóc towarzysze! Musimy połączyć się w żelazną pięść, która pokaże, że nie należy nas lekceważ...-
Mactop wyłączył odbiór.
-No to mieliście próbkę księżycowej propagandy kapitana Zwazdy. Pętla tych bzdur leci cały czas, więc niczego nie przegapiliście.- wytłumaczył z uśmiechem młody kerbal
-Dziwne... Nie ścigają go za to? Normalnie już by nie żył...  Jak on w ogóle ma na imię?- spytał lekko zdziwiony Drake.
-Hah widzę, że przywiozłem nie tylko zapasy, ale i najnowsze wiadomości. Kerruscy podali jego dane. Kapitan Zakerbajev. Podobno największy dziad w całej historii ich programów kosmicznych. Czemu nie ścigają? Kij jeden wie... Wiemy tylko, głównie dzięki Overordowi, że inni kapitanowie wysłuchali jego manifestu, i chyba nawet zaakceptowali, bo zebrali się w jedną kupę w sektorze „Erak”... Właśnie! Mam tu wszystkie dokumenty od mojego kapitana!- Bill przyjął opakowaną w brązowy papier grubą teczkę.
-Tam jest wszystko. Nawet nośnik z aktualizacją oprogramowania klimatyzacji, z kerbinu.-
-A mnie dalej zastanawia dlaczego inne ZSRK’owskie łaziki nie wgniotły go w ziemię...
Znając ich styl polityczny, zrobiliby to z lubością i jeszcze się chwalili. A teraz rozkładają niewinnie rączki „To nie nasza wina, nic nie możemy zrobić!”- odpowiedział z przekąsem Bill. W teczce istotnie było wszystko czego potrzebował jako kapitan, a nawet więcej.
-Ale i tak na razie musimy poczekać. Nic nie zrobię zanim nie dostanę nowych wytycznych z centrali. – kontynuował – I jeszcze jedno. Co z przejęciem dowodzenia nad tobą Mactop? Czy wracasz do siebie?-
Mactop podszedł do kapitana, i palcami wygrzebał z trzymanej przez niego teczki papier, z podpisem dowódcy Megathora.
-Na czas pobytu jestem do pańskiej dyspozycji... I czy w związku z tym, mógłbym prosić o zabranie „Pchełki” na pokład?-

Rude Boy 3 obciążony wyraźnym garbem w postaci lądownika, oddalał się od szczątków rozbitego zaopatrzeniowca, niewiele wolniej niż dotychczas. Zgodnie z prośbą kapitana Megathora, łazik kierował się na południowy zachód bazy LEM. Miało tam dojść do spotkania, które na celu miało omówienie następnego ruchu obu kolosów. Niestety po raz kolejny droga musiała być okrężna. Wyznaczona przez komputer trasa prawie w całości przechodziła przez sektor „Erak”, który zgodnie z wiedzą pilota Mactopa, w całości był okupowany przez jednostki zbuntowanych kapitanów.
Panika podniesiona na kerbinie totalnie sparaliżowała wszystkie agencje kosmiczne. Nielicznym, bo największym z nich pozwolono na szybkie wysłanie zapasów. Battle Claw w podziękowaniu za pomoc Rude Boy’owi 3, dołożyła się do zaopatrzeń dla pojazdów Kadaf INC. Mijający właśnie stacje orbitalną Overlord frachtowiec tej agencji, skutecznie zasłonił widok na fotografowany sektor.
-Cholera! Znowu to samo.- mruknął z niezadowoleniem Danny Kerman. Odbił się sprawnie od ściany i przeleciał połowę stacji oddalając się od stanowiska obserwacyjnego.
-Kapitanie! Będziemy musieli zrobić zdjęcia sektora „Erak” na następnym okrążeniu. Frachtowiec dostawczy zasłonił okienko...-
-No dobra... Weź KerboColę i przygotuj się do następnej próby... A i Danny?- Zapytał tubalnym głosem siwy dowódca.
-Tak?-
-Nie spal matrycy. Robienie zdjęć Kerbolowi nie jest zbyt mądre...-

Znudzony oczekiwaniem kerbal spokojnie wycelował obiektyw w pojawiający się na horyzoncie „gorący” sektor. Z uśmiechem nacisnął spust migawki. Jednak po sprawdzeniu rezultatu na ekranie uśmiech zamienił się w dzikie przerażenie. Spojrzał przez wizjer jeszcze raz. Osiem rakiet typu ziemia-powietrze powoli, niczym w zwolnionym tempie, kierowało się w stronę stacji. Danny rzucił się do czerwonej skrzynki awaryjnej i gołą pięścią zbił szybkę wduszając zarazem ukrywający się za nią przycisk. Czerwone światła i syrena alarmowa zaowocowały paniką. Wszyscy rzucili się do modułu ucieczkowego.
Systemy zaczęły wyć informując o zbliżającym się obiekcie.
-Kapitanie co te...-

-...raz mamy zrobić do cholery! Przecież nie zmieścimy się wszyscy do lądow... K**WAAAAAA!!- Dźwięk eksplozji przeszył głośniki agoniczną wibracją.
Następnie zadziwiająco spokojne, jak na sytuacje, piknięcie poinformowało o zakończeniu odtwarzania.
Bill ze splecionymi na plecach rękoma spoglądał obojętnym wzrokiem przez okno swojego modułu. Wszystko się posypało. Cały księżyc dostał rozkaz natychmiastowej ewakuacji, bez względu na wszystko. Granice na kerbinie podobno zostały zamknięte. Sytuacja była kryzysowa. Co chwila na horyzoncie pojawiała się biała smuga spalin silnika rakietowego.
Nie mieli szans. Byli totalnie bezbronni w stosunku do przeciwnika. A teraz w dodatku samotni. Tylko największe pojazdy i bazy, które nie posiadały kapsuł ucieczkowych miały zostać. Owe łaziki, dostały rozkaz zabrania całego personelu baz, a następnie oddalenie się i rozproszenie wraz z pozostaniem w ciszy radiowej. Jednak rozkazy w stosunku do Megathora i Rude Boy’a 3 pokrywały się. Ewakuacja i ukrycie załogi Lema.
-Teraz to mamy przerąbane...- wyszeptał Drake.
-Nie do końca. Jeszcze nas nie upolowali.- Mruknął Mactop. Jako równy stopniem Drake’owi mógł przebywać na konsultacjach z kapitanem. Nagle zapiszczał interkom.
-Sir! Kanał 43 na którym jest ta pętla manifestu Zwazdy, ma teraz bardzo silny sygnał. Chyba w pobliżu jest nadajnik...-
Bill pochylił się nad biurkiem i odpowiedział.
-Wyślijcie dron na zwiad. Tylko ostrożnie. To ostatni jaki mamy.-

Każdy kto miał wolny czas, wisiał teraz na plecach Kirka. Jako jeden z najlepszych pilotów na pokładzie, sprawnie operował malutką maszyną lecącą tuż nad poziomem gruntu. Siła sygnału nadawanego przez źródło rosła, aż osiągnęła prawie najwyższy poziom. Lądowanie za małym kamieniem odbyło się bez problemu. Obrócona delikatnym pchnięciem joysticka kamera, pokazała masywną sylwetkę kerrosyjskiego zaopatrzeniowca.

Przerzucona przez jednego z kerbonautę, w wyjątkowo dziwnym kombinezonie taśma do przypinania ładunków, powoli opadała na ukryty pod materiałem wielki kształt.
Stojący na nim inny członek załogi złapał ją i umocował. Kamera na dronie została przesunięta jeszcze trochę. Na module załogowym widniał napis- Medved 5
-Cholera kolejny transportowiec! – syknął Bill. -Pewnie uzbrojenie dla tych mend z „Eraka”- Już cała, stoczona wokół stanowiska pilotażu drona, załoga mruknęła z aprobatą. Sytuacja została im wyjaśniona już na porannym apelu, zaraz po otrzymaniu rozkazów związanych ze zniszczeniem Overlorda.
-Sir? Mam wracać?- Kirk spojrzał na kapitana. Bardzo się zdziwił widząc jego zaskoczoną minę. Wszyscy zgromadzeni wydawali się przerażeni. Kirk powoli obrócił głowę tylko po to by zobaczyć jak w kadrze ekranu pojawia się kanciasty but kombinezonu.
[/size]


« Ostatnia zmiana: Sob, 01 Mar 2014, 18:09:57 wysłana przez DawsterTM »
Best regards from Valhalla

Reklama

Odp: [OPOWIADANIE][PMB] Srebrny Glob
« Odpowiedź #13 dnia: Sob, 01 Mar 2014, 18:00:59 »

Nie, 04 Maj 2014, 21:55:31
Odpowiedź #14

Offline MegaProize

  • Kapral
  • **
  • Wiadomości: 197
  • Reputacja: 21
  • King of Skyrim!
    • Zobacz profil
Polish Munar Base oraz Battle Claw Space Laboratories przedstawiają
tekst mojego autorstwa:

Srebrny Glob
Część czwarta

Kamera się zatrzęsła. But obcego kerbonauty wyraźnie przesuwał dron. Jego wargi poruszyły się, wypowiadając słowa, których nie mogli usłyszeć. Potem pozostał tylko zimny uśmiech. Mactop Kerman stojący za oniemiałym Kirkiem, pilotem drona, w ostatniej chwili zaczął trzeźwo myśleć. Pchnął do oporu suwak mocy, co spowodowało że obraz na ekranie natychmiastowo wystrzelił ku gwiazdom.
-Wracaj dronem do nas. To ostatni jaki mamy...- rozkazał Bill. Usiadł potem ciężko na ławce w kantynie zastanawiając się co zrobić. Sytuacja była groźna. Znajdowali się w okolicy jednego z największych zaopatrzeniowców ZSRK. Co więcej, był on wyraźnie po brzegi załadowany sprzętem dla reszty pojazdów z sektora „Erak”. Musieli coś zrobić. Uderzyć choćby w minimalny sposób.

-Naprawdę? Czemu!?- Krzyknął kadet Norrman
Bill pokręcił głową zakładając czapkę z osprzętem do komunikacji.
-Nie zmuszaj mnie Norrman bym ci znowu tłumaczył. To twoja pierwsza misja i nie mogę wystawiać cię na takie niebezpieczeństwo!-
-A pilot Mactop? Przecież on...-
-Mactop owszem jest pod moimi rozkazami, ale dalej jest to w pełni odpowiedzialny za siebie członek załogi Megathora. Z tobą jest całkiem inna sytuacja.-
-Młodzieńczy zapał- uśmiechnął się Drake. Podał kapitanowi wbijak pneumatyczny. Sam taki miał na karabińczyku przy pasie.
-To wszystko co mamy?- zniesmaczył się Mactop oglądając swój egzemplarz. Dziwne elementy na szybko przyspawane do obudowy, sprawiały że wbijak mógł z siebie wypluwać zaostrzone na tą okazję pręty z ogromną siłą.
-Wiesz że broni oficjalnie nie możemy mieć...- Odchrząknął po cichu Bill.
W rzeczywistości sam zastanawiał się czy nie skorzystać z okazji i nie zabrać ze sobą jedynej prawdziwej broni na pokładzie. Rewolwer, który spoczywał w zaszyfrowanej i zaplombowanej skrzynce ukrytej pod materacem jego łóżka, był przydziałowym sprzętem dla każdego kapitana jakiejkolwiek misji w Battle Claw. Oczywiście dopóty sam nie został kapitanem nie miał pojęcia o istnieniu takiej zasady.

Trójka kerbonautów  powolnymi skokami poruszała się w stronę zapisanej przez dron lokalizacji. Wielkim szczęściem było dla nich to, że dolina była wypełniona ogromnymi szarymi głazami, będącymi skuteczną zasłoną. Mactop przyłożył wbijak do ramienia, i skierował na oddalony o 15 metrów kamień. Pociągnął za spust, co natychmiast zaowocowało porządnym kopnięciem grubego na centymetr pręta. Zaalarmowany obłoczkiem z lufy Drake odwrócił się i popatrzył na pilota Megathora.
-Nieźle wali! Spodziewałem się gorszego sprzętu... Trochę się bawiłem takimi zabawkami na Kerbinie, ale wam to dają sprzęt pierwsza klasa!-

Kolejne nieśmiałe skoki między odłamkami skalnymi, zajęły prawie godzinę.
W końcu na horyzoncie pojawił się szary gigant ZSRKowskiego łazika Nedved 5.
Bill zajrzał do torby którą niósł na ramieniu. Spoczywało tam sześć ładunków wybuchowych, skrupulatnie wygrzebanych z zapasowego rozdzielacza. Drake się skrzywił.
-Trochę mało co nie?- powiedział przez szum komunikatora – Nie jestem pewny czy takim czymś zdziałamy zbyt wiele...-
-Jeżeli nasze podejrzenia są właściwe, to cały Nedved to jeden cholerny magazyn semtexu. To ma tylko być iskierką dla całej reszty...-
-To trzeba by było je bezpośrednio tam podrzucić. A stoją na trochę bardziej otwartej pozycji... Co jeśli mają czujniki ruchu?- Dalej zamartwiał się zastępca.
Mactop ciamkając przeżuwaną gumą do mikrofonu, przyłożył dziwną lornetkę do owiewki hełmu.
-Nie widzę takiego sprzętu. Daj spokój, Kerruskie to partacze. Uznali pewnie że jak coś podejdzie to to zastrzelą. Musimy spróbować mimo wszystko...-
-Zachowujemy się jak idioci- Stwierdził Drake. Spojrzeli na niego pytająco.
-Idziemy z prowizoryczną bronią zrobioną z narzędzi. Mamy kilka ładunków wybuchowych i chcemy nimi, bez wiedzy centrali, wywalić w kosmos kilkadziesiąt ton państwowej stali...-
-Teraz Cię naszło na refleksje?- Mruknął Bill

Rzucili się pod kanciastą bryłę pojazdu. Po przeczołganiu kilku metrów, odwrócili się na plecy.
-Co teraz?- zapytał Mactop. Bill bez odpowiedzi wyciągnął kombinerki i metodycznie zaczął wycinać nimi otwór w kratce podłogi luku bagażowego. W końcu był on na tyle duży by można się było przez niego przecisnąć. Kapitan wrzucił tam torbę z ładunkami i zrobił miejsce dla Drake’a.
Zastępca zwinnie na klęczkach dostał się do środka.
-I co?- Bill spytał swojego zastępcę.
-Kontenery, jakieś worki... Widzę baterię rakiet, ale... Chyba są puste...-
-Puste rakiety?-
-Czekaj, czekaj... Te worki...- Nagle z słuchawek dobiegło przekleństwo, i poczuli jak kratka podwozia pod którym leżał Mactop, z Bill’em, zatrzęsła się.
-Oni są porąbani!- zakrzyczał Drake. Wyraźnie wywrócił się na to co zobaczył – Trzymają pentryt w  gumowych workach!-
-Przecież jak coś to lekko stuknie to cały ten kram wyleci na okołokerbińską!- Zdziwił się Mactop.
-Nie ważne że mają gdzieś swoje bezpieczeństwo. To tylko szansa dla nas. Możesz w miarę delikatnie wyciąć nożem otwór i wsadzić do środka wszystkie ładunki?-
-Da radę...- mruknął już zajęty pracą Drake.
Bill położył się znów. Prawie natychmiast zaczepił pilota Megathora.
-Mactop, nie jest dziwne że żaden kerruski na nas nie wyskoczył?-
Zapytany wzruszył ramionami.
-Może są wszyscy w mieszkalnym? Albo poszli gdzieś na daleki obchód? Dziwne że nie zostawili straży...-
-No właśnie. I tu jest problem.-

-Ok. skończyłem. Możemy się zawijać- odpowiedział zadowolony Drake.
Cała trójka zaczęła się z powrotem przeczołgiwać na tył podwozia kerruskiego zaopatrzeniowca.
-Mactop, Drake- wychodzicie pierwsi. JUŻ!-
Zastępca i pilot szybko przemknęli za najbliższy głaz. Bill przygryzł wargę, rozejrzał się dookoła i wyskoczył z pod łazika. Zdążył wykonać tylko krok, gdy nagle zza głazu za którym się schowali Drake i Mactop, wyszli dwaj ZSRKowcy kerbonauci. Trzymali oni na muszce obu z kompanów Billa. Jeden z kerbali w tych dziwnych skafandrach pokazał na migi że kapitan ma się przełączyć na kanał ogólny. Bill czując na sobie oko lufy karabinu tamtego, powoli wstukał komendę w panel na przedramieniu.
-To było pewne- zacharczał w słuchawce głos o dziwnym twardym akcencie -Wy wszyscy z zachodu jesteście tacy przewidywalni. Bylibyście chorzy, gdyby pan i pańscy... koledzy, nie spróbowali być „bohaterami”. Jak widać nie zawsze jest kolorowo.-
Bill bił się teraz z myślami. Co on sobie myślał? Jak głupi był jego prowizoryczny plan...
-Teraz jednak panowie- ciągnął nieznany rozmówca Billa – Musicie niestety zostać naszymi gośćmi. Zadamy wam kilka pytań. Na przykład: gdzie jest reszta waszej kompanii. I radzę być szybkim w odpowiadaniu bo możemy się stać nieprzyjemni.
Mactop nagle kopnął w brzuch drugiego zamaskowanego kerbala. Ten nie pozostał mu dłużny i natychmiast przyłożył mu kolbą od karabinu. Drake chciał uratować kolegę od uderzenia lecz stracił równowagę i wywrócił się. Bill złapał za wbijak wiszący przy pasku, lecz nagła seria błysków z karabinu kerbala z dziwnym akcentem, uderzyła w prowizoryczną broń dowódcy. Cała trójka za chwilową oznakę buntu została wywrócona i zapędzona pod jeden z większych kamieni.
Kopnięty przez Mactopa kerbal, zwijając się jeszcze z bólu, wysyczał do mikrofonu
-Zapłacisz mi za to psie!- Składał się właśnie do potężnego kopniaka w hełm, gdy nagle na jego czole wykwitła spora czerwona kropka. Twarz znieruchomiała, a on sam padł na swoją niedoszłą ofiarę. Wszyscy, spojrzeli na pręt wystający z potylicy i tylnej części hełmu tamtego. Kapitan kerruskiej zasadzki, przyłożył karabin do ramienia, wycelował do całej trójki i krzyknął do mikrofonu
-Pokaż się! Wyjdź z kryjówki bez broni bo ich zastrzelę!!!- Przez pięć sekund brak było odpowiedzi na wezwanie. Jednak zza kamienia wyleciał nagle wbijak taki sam jak stratowanej trójki, i pojawił się biały kombinezon z emblematem Battle Claw. Przerażona twarz która wysnuła się z cienia hełmu należała do kadeta Norrmana.
-Spokojnie! Już wychodzę! Nie rób im krzywdy...- powiedział młody załogant łamiącym się głosem.
-Zabiłeś go gnojku! Zabiłeś mojego człowieka! Wiesz co teraz cię czeka!?- kropka zielonego lasera powędrowała na czoło młodzieńca.
Nagły błysk oślepił wszystkich. Bill poczuł uderzenie i kłujący ból w okolicach miednicy. Zobaczył jak w mierzącego do Norrmana kerbala trafia kawał ogromnej stalowej płyty, przygważdżając go do srebrnego piachu kilka metrów dalej. Kolejne szczątki uderzały w kombinezon Bill’a nie czyniąc mu już większej krzywdy. Leżąc twarzą do ziemi próbował zapanować na chęcią krzyku. Ból w biodrze był ogromny. Ktoś przetoczył go na plecy. Zobaczył zmartwioną twarz Drake’a.
-Kapitanie? Jest wszystko dobrze?-
Bill spróbował wstać. Zakręciło mu się w głowie i skończył na klęczkach. 40 metrów dalej ujrzał rozdarty wrak Nedveda 5 otoczonego chmurą kurzu i piachu. Szczątki jeszcze leniwie latały dookoła. Zobaczył tez pilota Mactopa wyrzucającego pilota od zapalnika, w celu złapania mdlejącego Norrmana.
Bill w końcu zebrał się w sobie i wstał. Coraz ciężej mu się oddychało. Spojrzał na miejsce gdzie go bolało. Przerażony wydał zduszony okrzyk. Zaalarmowani kompani natychmiast spojrzeli w tym samym kierunku. W jego kombinezon i ciało był wbity duży szkła z jakiejś lampy. Natychmiast przycisnął do rany ręce by zminimalizować ucieczkę tlenu.
-Mactop gdzie jest taśma?- wykrzyczał przerażony Drake.
-Tutaj! Chwila... Nie! Chyba w torbie! Zaraz ci podam!-
Szum w słuchawkach był coraz spokojniejszy. Billowi wydawało się że pomiędzy każdym z jego słabnących oddechów, słyszy odwieczne fale oceanu. Drake i Mactop biegali nad nim. W sumie zapomniał już dlaczego... Ręce mu zdrętwiały, więc po prostu rozluźnił się cały. Było mu zimno. A zarazem tak ciepło. Dlaczego oni biegają? Niech dadzą mu spokój. By w końcu mógł zasnąć. Co z lubością zrobił.


" Jeżeli nie mogę czegoś opisać, to to nie istnieje. Wyjątkiem jest Bóg "- Recenzent Ateista


 

[Opowiadanie] - KER-KONTAKT

Zaczęty przez Madrian

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 2857
Ostatnia wiadomość Nie, 04 Sie 2013, 15:17:06
wysłana przez MegaProize
[OPOWIADANIE] Rutynowy lot

Zaczęty przez Padalec

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 2735
Ostatnia wiadomość Wto, 31 Paź 2017, 23:26:26
wysłana przez Torena
[Opowiadanie] ,,Filar''

Zaczęty przez Mithrill

Odpowiedzi: 34
Wyświetleń: 6353
Ostatnia wiadomość Sob, 05 Lis 2016, 17:33:38
wysłana przez PLDO001
(Opowiadanie)Kosmiczny turysta

Zaczęty przez KUBA

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 269
Ostatnia wiadomość Śro, 26 Gru 2018, 21:20:02
wysłana przez KUBA
[Opowiadanie] - Zejście z Orbity

Zaczęty przez Madrian

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 2277
Ostatnia wiadomość Nie, 15 Maj 2016, 11:18:02
wysłana przez KebabKerman