Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Kadaf

Strony: [1] 2 3 ... 105
1
Łaziki / Odp: Quattro - projekt ostateczny
« dnia: Dzisiaj o 07:51:43 »
Podoba mi się wewnętrzna konstrukcja z dwuteowników i płyt. I mam dla ciebie Obiekt pewne rozwiązanie pozwalające zminimalizować obecność tych taśm, które są zbyt wielkie. Chociaż rozwiązanie jest nieco ryzykowne. Ale najpierw pytanie mam co do skali. Dlaczego właściwie budujesz Audi w skali kerbali? Ponieważ pojazd ma nawiązywać wszystkimi wymiarami do oryginału, to wiadomo, że gdy kerbal wsiądzie, to połowa głowy będzie wystawała ponad sufit, albo oczy będą na wysokości zegarów. Więc będzie dość słabowicie. A mógłbyś zbudować to auto na przykład dwukrotnie większe, wtedy taśmy nie będą tak ogromne. Ale co do rozwiązania, które ograniczy ilość taśm, a przy tym pozwoli zrobić stelaż ekstremalnie sztywny, to był sobie taki mod o nazwie Welder. Mod tyleż potężny, co zbugowany. Bo:

 1. Pieprzy pozycje nodów. Tylko nie wiem na ile ci te nody potrzebne tak właściwie.
 2. Przy bardzo skomplikowanej bryle spawanie obiektu trwa wieki i czasami kończy się crashem.
 3. Absolutnie nie współdziała z elementami proceduralnymi. Nie da się zespawać czegoś, co zostało powyginane.
Ale za to:
 1. Gwarantuje absolutną sztywność.
 2. Dobrze współpracuje z TweakScalem.
 3. Jeśli już się coś prawidłowo pospawa, to stelaż będzie traktowany jak jeden element, a więc mniejsze obciążenie proca.

Więc gdybyś zrobił precyzyjny pospawany stelaż, do którego będziesz podpinał proceduralne elementy co kawałek (ograniczając w ten sposób elastyczność karoserii), to zdecydowanie zmniejszy się giętkość tego wszystkiego. Usuniesz więc największą bolączkę projektu.


Powyższy pojazd (użyty w wątku pt "Katastrofa") miał pełne interiory, ale cała konstrukcja została zespawana w jeden element. Z 500 części zrobiło się raptem kilkadziesiąt. Jednak ostrzegam, mod pieprzy pozycje nodów, symetrię (każde koło musiałem mocować osobno z powodu jakiegoś przedziwnego przesunięcia o kilka centymetrów), a czasami dochodzi do tego, że grze się wydaje, że powierzchnia zespawanego obiektu znajduje się dość daleko od tej rzeczywistej. Więc generalnie otrzymasz pełną sztywność za cenę walki z powyższymi. Chyba, że mod został dopracowany bardziej. Tego nie wiem, bo używałem go wieki temu.

2
Łaziki / Odp: Quattro - projekt ostateczny
« dnia: Pon, 16 Paź 2017, 10:09:16 »
 To ja też dorzucę swoje trzy grosze. Ten projekt zje mnóstwo czasu i nerwów. Bo jedno to wymagające mnóstwa czasu modelowanie ze skrzydełek, które zasadniczo nie są przystosowane do tak ogromnej komplikacji, bo ustawiania co do ułamka milimetra twórca nie przewidział. A tutaj ten ułamek milimetra będzie niezbędny. Dlaczego? Ano dlatego, że proceduralne skrzydła zachowują się obrzydliwie, gdy zbyt wiele ich ze sobą sąsiaduje. Będzie co chwilę dochodziło do eksplozji w wyniku "rozedrgania" elementów. Potrzeba więc ogromnej sztywności konstrukcji. Tylko, że jeżeli takie rzeczy jak drzwi mają się otwierać, to potrzeba zawiasów z IR. A zawiasy z IR charakteryzują się tym, że im mniejsze, tym bardziej "gumowate" - co znowu prowadzi do "rozedrgania" konstrukcji i eksplozji. Więc budowa tego wszystkiego będzie NIEZMIERNIE frustrująca. Dodatkowo na oko patrząc jeżeli Obiekt zechce odwzorować wszystko o czym wspomniał, to Audi będzie się składać z około półtora tysiąca części.
Życzę twórcy jak najlepiej, ale uważam, że jeżeli nie przytnie założeń i to ostro (zamykając cel w idealnie odwzorowanej bryle, ale bez żadnych części ruchomych), to trafi na gigantyczne problemy wywołane przez zwyczajne bugi modów.

3
Łaziki / Odp: Quattro - projekt ostateczny
« dnia: Sob, 14 Paź 2017, 15:13:15 »
To są proceduralne skrzydła i Infernal Robotics

4
Łaziki / Odp: Quattro - projekt ostateczny
« dnia: Pon, 09 Paź 2017, 16:09:29 »
Chyba cię Chrystus opuścił...  ;)






5
Poproś o pomoc / Odp: Wchodzenie w atmosferę i retrograde
« dnia: Pią, 06 Paź 2017, 18:05:00 »
To nie jest kwestia włączania czy wyłączania, ani żaden bug w grze. To jest po prostu aerodynamika. Masz po prostu zbyt lekki dziób, a wszystko co leci najbardziej lubi lecieć ciężkim na przód. Przepompuj paliwo, odchudź ogon, daj więcej sterów na tyle, wchodź łagodnie, a obracać się nie będzie.

6
Samoloty / Odp: Space Construction - Planes and Rockets
« dnia: Śro, 04 Paź 2017, 22:38:34 »
Bardzo oryginalna linia tych maszyn z ujemnym skosem. Fajne i coś nowego! No i fruwa :)

7
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Śro, 04 Paź 2017, 11:55:02 »
No to ruszaj MarQx! Zawsze byłeś mocny w latadłach :)

Takie pytanko do osób używających proceduralnych skrzydeł z B9, chciałem się nimi pobawić, ale za chiny nie mogę znaleźć info, którym guzikiem się odpala to okno ze szczegółowymi danymi skrzydła. Duszę wszystko po kolei i nic. Pamięta ktoś jak to się robiło? Może potrzeba wcisnąć naraz jakieś kilka klawiszy?

8
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Wto, 03 Paź 2017, 11:44:45 »
W żadnym razie. Dlatego ma pokładową rafinerię, tyle, że żeby rozpocząć tankowanie, to trzeba wylądować na Laythe, a tego nie będę już próbował, bo mam już absolutnie dosyć.

9
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Wto, 03 Paź 2017, 09:41:01 »
Co dalej... ano testy zasięgu. Byłem ciekaw jak odległe cele ta maszyna jest w stanie osiągnąć. No i przyznaję, że całkiem nieźle z tym zasięgiem.


Orbita Joola została osiągnięta. Ale niestety to wszystko, co udało się osiągnąć. Pomimo posiadania w zbiornikach przeszło 2000 galonów nie jestem nijak w stanie wylądować na Laythe. A to prędkość za duża, a to znowu Tylo mnie wyrzuca z układu. Przypuszczam, że Maciuś by to rozwikłał i wylądował zużywając kilka litrów, ja nie potrafię. Nie jestem manewrowcem i nienawidzę się tym zajmować. Dlatego pewnie po 8 godzinach kombinowania tak i owak olewam temat. Może to SSTO jest w stanie wylądować, a może nie, nie mam więcej cierpliwości by się z tym grzebać.


Za to niewątpliwie można by dotrzeć na czerwoną planetę.
Bo widzicie, ja to najchętniej nie wychodziłbym z hangaru zostawiając latanie innym. Osobiście uważam je za nudne i jedyne, co mnie pcha by gdziekolwiek latać jest samo testowanie systemów. Idealnie by było, gdybym ja po prostu dostawał teczkę z raportem co jak działa :)
Może inaczej by było, gdyby powierzchnie planet były interesujące, z masą ciekawych formacji. Ale planety w KSP to są zasadniczo pomalowane kulki. Nawet sam Kerbin mnie nie porywa jakością powierzchni, a co dopiero inne planety, których Squad nigdy nie poprawił.


10
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Pon, 02 Paź 2017, 09:25:44 »
Dziękuję za klarowne wytłumaczenie zjawiska utraty mocy. No skoro tak, to trzeba po prostu przyjąć do wiadomości i latać na nowych zasadach. Zresztą, przecież i tak nie ma innego wyjścia, a poza tym, już się przyzwyczaiłem :) A przyzwyczaiłem się, bo ostatnie prezentowane SSTO nie było bynajmniej ostatnim. Moją fanaberią stało się znaczne obniżenie długości manewru transferowego. Bo prawie 10 minutowe palenie powodowało, że transfer Kerbin-Mun trzeba było dzielić na dwie raty. Sobie powiedziałem - tak być nie może! Dlatego znowu do VAB i przebudowa. Powstała wersja samolotu kosmicznego z numerem już dziesiątym.


Cztery silniki atomowe zostały zastąpione dwoma, ale znacznie większymi. Rapier rozrósł się jeszcze bardziej, dlatego zrezygnowałem z ogonowego zwężenia kadłuba, na rzecz po prostu rury. Wreszcie komfortowy manewr - niecałe 5 minut palenia silników atomowych, by zejść z orbity Kerbinu. I to była właściwie jedyna przewaga nowej konstrukcji, bo pomimo, że nowy silnik główny to prawdziwe monstrum mocy, to nabieranie prędkości w atmosferze wcale nie było takie komfortowe i ekonomiczne. Na orbicie Muna miałem prawie 1000 galonów paliwa mniej, niż całkiem udana wersja poprzedniej linii, którą lądowało się całkiem przyjemnie (pomimo konieczności strzelenia kilka razy z rapierów.) 1000 galonów mniej, a moje wydziwianie wzmocnienia silników atomowych spowodowało, że cały samolot ważył 40 ton więcej. Czyli dużo więcej, bo aktualna masa całkowita jednostki dobiła do 220 ton


Faktycznie, moc silników atomowych była wystarczająca. Zamiast rozpoczynać hamowanie na 65 km mogłem się za nie zabrać 20 km niżej. Ale nie powiem, F5 i F9 były w użyciu, bo paliwa nijak nie chciało wystarczyć. Wciąż obniżałem moment uruchomienia, bo najekonomiczniej się ląduje, gdy przy maksymalnym ciągu silników prędkość spada dokładnie tak, by osiągnąć wartość zerową metr nad gruntem. Jest to dość trudne, jeśli się lata "na oko". W końcu przy czwartym podejściu się udało. Paliwo skończyło mi się jakieś 6 metrów ponad powierzchnią przy prędkości bliskiej zera.


Przez brak paliwa nie udało mi się przetestować silników pionowego lądowania, hamowałem tylko i wyłącznie silnikami atomowymi, bo mają jak wiadomo najlepsze ISP. Miało być lepiej, wyszło gorzej, a i cały samolot przez swoją rurowość uznałem za raczej brzydki. No i potwierdziła się stara zasada konstruktorów lotniczych z pierwszej wojny światowej, która mówiła, że ładny samolot będzie ładnie latał. To SSTO jest brzydkie i lata również brzydko. Kolejne odwiedziny w VAB i budowanie wersji jedenastej.


Znowu kadłub zaczął się zwężać ku ogonowi, dlatego trzeba było dorzucić skrzydłowe rapiery. Trochę je zresztą powiększyłem względem zdjęcia. Lecimy. Manewr transferowy równe 5 minut. Nie jest źle. Na orbicie Muna miałem rekordową ilość paliwa. Hamowanie? Bardzo komfortowe! Nad gruntem przeszło tysiąc galonów zapasu. Natomiast samo lądowanie nie poszło już tak gładko. Silniki wertykalne okazały się być słabe i zbyt przesunięte do przodu. Przelanie całego paliwa na przód wiele nie pomogło. W końcu wylądowałem na ogonie, podobnie jak wersją poprzednią. Potem porobiłem kilka testów.


Dziób zdecydowanie za lekki, a konstrukcja bocznych gondoli silnikowych uniemożliwiała przesunięcie silników wertykalnych bardziej ku tyłowi, bo tam przecież tkwią nieco przerośnięte silniki atomowe. Cóż, kolejne odwiedziny w hangarze. SSTO wersja 12. Znowu garść przeróbek i proszę, wracamy nad Muna. Hamowanie.


Ponieważ nijak nie mogłem zmienić systemu lądowania pionowego, to też rozwiązałem problem dodając trzeci silnik pod samym ogonem.


I wreszcie wszystko zagrało jak należy. Wzrosła łączna moc, poprawiła się stateczność.


A cały samolot moim zdaniem prezentuje się całkiem nieźle. Jak widać wymieniłem też wloty powietrza i aktualnie ścięcie ogonowych osłon silników atomowych koresponduje ze ścięciem wlotów.


Niniejszym uznaję, że cel został osiągnięty. Komfortowy pojazd dostarczający na powierzchnie Muna 4 tonowy ładunek został opracowany i nie wymaga więcej poprawek.






11
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Sob, 30 Wrz 2017, 06:17:42 »
Dzięki Winged! Włąśnie bardzo zależało mi na ipinii specjalisty. Czyli to jednak nie bug, No dobbra. [Znowu jestem bardzo pijany] A wszystkim tym, co rozwiązali zagadkę ze Stanisława Lema piszę nez kozeery:



" Coooś miłegoooo""


Mam nadzieję, że czujecie się usatysfakcjonowani, bo wiele nbackspaców kosztowało mnie napisaniei tego wyrazy!
 Cieszę się NIEZMIERNIE że młode pokolenie, szczególnie w osobie scandinaviana sięgnęło po tak wyczepistą klasykę. Lem był fenomenalnym, bezkonkurencyjnym pisarzem S-F, i to z naciskiem na S... Dzięki wam dwóm,, czyli Scandinavianowi i Sinusowi wróciłem do KSP i dzięki wam za to:D

12
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Pią, 29 Wrz 2017, 12:43:19 »
Zostawiając na boku dywagacje, czy aktualna praca silników to bzdeta, czy nie, pobawiłem się w kolejne wersje tego SSTO. Orbita Kerbinu, to jednak nie to, czego ja wymagam od takich maszyn. Kolejne pudło prezentuje się więc tak:


Wnikliwy obserwator spostrzeże szereg zmian. W tej maszynie zacząłem wykorzystywać moda TweakScale - genialne narzędzie do modyfikowania rozmiarów części. Z sześciu silników Rapier zszedłem do czterech. Silniki skrzydłowe zostały nieco powiększone, zmieniło się ich zamontowanie, oraz przybyły tajemnicze skrzynki między nimi a kadłubem. Dzięki zawartości tajemniczych skrzynek SSTO dotarło w pobliże Muna. Gdzie też wywaliło z ładowni dość przydatną sondę o wadze... no właśnie nie pamiętam, ze 2 tony.


Orbity nie zamykałem, powrót. Powrót i potworne wręcz hamowanie atmosferyczne. Te skrzydła to dramat. Trzeba było hamować na raty, gdzie podczas każdego przejścia zwalniałem tylko odrobinę. W końcu obróciłem maszynę rapierami naprzód i dałem w palnik co tam było. Cały utleniacz poszedł, została odrobina paliwa dla trybu odrzutowego.

Po wylądowaniu na lotnisku:


No i żeby nie przedłużać niepewności, co też tam jest w tych pojemnikach, bo zagadka w sumie bardzo marna:



Wiadomix, silniki atomowe. Właściwie silniczki. Silniczątka. Właśnie dlatego nie podchodziłem do zamykania orbity wokół Muna, bo moc tych maleństw jest śmieszna. No więc co, trzeba było powiększyć.

Wersja kolejna trochę się rozrosła o jakieś 20 ton. Paliwo. Większe silniki atomowe. Ogonowe dwa Rapiery zastąpiłem jednym, większym. Oraz docelowa masa ładunku dostarczanego - równe 4 tony. Lecimy. Start nieco niemrawy, orbita zrobiona, cel - Mun. Ogólnie wciąż za mała moc atomowych, trzeba było manewr opuszczania orbity Kerbinu zrobić na dwie raty. Wydawało mi się to kłopotliwe, ale wówczas to ja jeszcze chyba nie wiedziałem, co to jest kłopot.


Orbita 200x200 km, wywalam ładunek.


Powrót. Ponieważ dodatkowe dwa manerwy (zamykanie orbity wokół Muna, oraz jej potem opuszczanie) zeżarły więcej paliwa, niż zakładałem, to też materiałów pędnych zostało jak na lekarstwo. Tym razem nie mogłem sobie przyrapierzyć w celu dohamowania, nie, trzeba było zrobić z pińcet okrążeń muskając atmosferę i obserwując jak to prawda pięknie termometry skrzydeł dochodzą do końca skali.


Misja z 7 dniowej rozciągnęła się na 13. Przez te cholerne skrzydła. Za którymś przelotem przypomniał mi się fragment pewnej książki opisującej start pewnej rakiety:

"Temperatura powłoki dziobu - o to był jedyny wskaźnik, który się nie wahał, nie cofał, nie skakał ani nie zatrzymywał, ale spokojnie lazł w górę, jakby miał przed sobą jeszcze co najmniej metr miejsca na skali, a nie same końcowe, czerwone cyfry: 2500, 2800 - zostało ledwo parę kresek, kiedy [pilot] spojrzał w tę stronę."

Kto zgadnie z czego to cytat, temu napiszę coś miłego (w końcu komuś).


Po wylądowaniu powiedziałem dość, nigdy więcej tych skrzydeł w SSTO. Zastąpiłem je innymi o uczciwej wytrzymałości. To co się jeszcze grzało, to dysze RCS, dlatego również je zastąpiłem odporniejszymi. Radiatory wypieprzyłem, bo nie działają w atmosferze, co dziwne, bo powinny działać całkiem nieźle. Kolejny start, orbita wokół Muna, wyrzucenie ładunku 4 tony.


Powrót bardzo kulturalny, przebijanie się przez atmosferę ostrzejsze i NIC się nie grzeje jakoś przesadnie. Trochę tam czubek... Aha, wymieniłem dziobowy wlot powietrza na dok, bo co to za fruwadło kosmiczne, co to doku nie ma.


Po wylądowaniu:


No i tak sobie zacząłem dumać, gdyby na orbicie Muna znajdowała się stacja orbitalna przeładunkowa, to już taka maszyna wystarczy, dostarczy towar na orbitę, zadokuje, tam dźwig przejmie ładunek, podepnie do jakiegoś skycrana i posadzi klamot na miejscu na powierzchni. Można i tak. Ale te podejścia do dokowania są takie nudne... Dodatkowo uznałem, że widoczność z kabiny jest taka, że pilot widzi tylko kadłub, który się ciągnie hen hen po horyzont. No trochę do dupy. Więc kabinę przemieściłem na dziób, oraz co mi tam, dałem ją dwuosobową, bo kto bogatemu zabroni. Wszystko to razem spowodowało, że trzeba było znowu dołożyć paliwa, a ogonowy Rapier przeistoczył się w jakieś monstrum, przez swoje rozmiary. Pod kadłubem powiększyłem to i owo dodając kolejne tajemnicze ładownie.


Lecimy, komfortowo, duża kabina, a nie to maleństwo o gabarytach takich, że miejsca jest akurat tyle, żeby się szeroko uśmiechnąć *.


Zamykanie orbity wokół Muna? Bynajmniej... To hamowanie do lądowania!

No i cyk, co się nie da, jak się da.


Bardziej niż bardzo doceniłem Rapiery. Bo te silniki atomowe do schodzenia to ciut słabe, niby zwalnia, ale jakby chciało a nie mogło, więc parokrotnie dałem w palnik z napędu głównego, no, porządne kopnięcie ze 3 G. Widok całości z góry:


Cóż, nie będę wciskał kitu, ze paliwa wystarczy na powrót, bo nie wystarczy. Dlatego załoga sobie trochę pomieszka na Munie do czasu, aż zachce mi się podesłać tam małą rafinerię. Właściwie mogłem wrzucić do ładowni, ale chciałem tam mieć standardowe, równe 4 tony ładunku, bo to jednak taki jakby nie patrzeć lot testowy.

No, tyle. Coś mi ta ewolucja SSTO przypomina, nieustannie miałem wrażenie deja vu :D

* cytat z tej samej książki co wcześniejszy fragment.





13
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Czw, 28 Wrz 2017, 01:05:57 »
No właśnie nie tak do końca Drangir, prędkość Mach 1 to 333 m/s niby. W każdym razie liczona przy gruncie, nie wiem jak jest wyżej. Ale jeśli polatasz, to zauważysz, że ta prędkość się zasadniczo waha w zależności czym się leci, a niby nie powinna. Co do spalania, to teraz też jest tak, że każdy silnik ma swoją optymalną wysokość pracy, zazwyczaj im wyżej, tym znowu spalanie wzrasta - czego nie było przed 1.0. Też tego zbytnio nie rozumiem, bo wydawało by się, że im wyżej, tym bardziej ubogą mieszankę paliwowo powietrzną się do silnika ładuje. Przynajmniej tak się robi w silnikach tłokowych, moja wiedza o napędach odrzutowych jest dość nikła.
Odkurz kerbsy i pofruwaj, to jest tym wyraźniejsze im ma się mniejszą moc do dyspozycji. Bo dlaczego przy łagodnym wchodzeniu w pewnym momencie prędkość zaczyna spadać? Dopiero po przypikowaniu się to zmienia? Ale może masz rację, przyjrzę się temu latając różnymi pudłami. Tylko tak na logikę przekroczenie prędkości dźwięku nie powoduje w silniku odrzutowym jakiejś rewolucji, tam dalej kręci się wał turbiny, powietrze wlata z przodu, z rurek nafta i tyle. A tu takie cuda.

BTW, przeczytałem sobie ostatnio Katastrofę, to była świetna robota :D

14
Samoloty / Odp: Space Construction - Planes and Rockets
« dnia: Śro, 27 Wrz 2017, 23:21:14 »
Gdy go zobaczyłem, natychmiast mi się przypomniał mój stary Kondor T+, jeden z serii wahadłowców, którą niegdyś popełniłem.


Co ciekawe, Scandinavian tego wahadłowca nie widział nigdy, więc zabawne, że doszliśmy do podobnej koncepcji inżynieryjnej. Jakkolwiek na aktualnym systemie aerodynamicznym tego typu jednostka nie będzie latać zbyt dobrze. Zbliżenie się w pewnym stopniu do realizmu wymusza jednak, by ładunki znajdowały się w kadłubie samolotów. Gdyby twoja maszyna posiadała zamknięty kadłub, to sądzę, że prędkość maksymalna była by znacznie wyższa. Niestety inżynieryjne dziwadła teraz sprawdzą się z pełną skutecznością już tylko w kosmosie.
Za to podoba mi się kierunek rozwoju nowego gracza. Bo kombinuje niestandardowo. Na czacie zasugerowałem Scandinavianowi moda tweakscale - dzięki niemu żaden nadgabaryt nie straszny. Był taki paskudny samolot używany przez NASA, co wyglądał, jak garbaty kleszczo-inwalida. Takie coś w kerbalach też da się teraz stworzyć, żaden problem. Chociaż gorzej ze zrzutami. Bo jeśli nie rampa, to proceduralne skrzydła i infernal robotics.


15
Samoloty / Odp: Sekcja lotnicza Kadaf Industries
« dnia: Wto, 26 Wrz 2017, 11:09:25 »
Fiu, fiu, ale się tu zakurzyło! Ze zmiotką roboty na kwartał. Trzeba będzie wysłać jakiegoś głupka, co to ostatnio kierownictwu podpadł...

Ale do rzeczy. Zacząłem się trochę bawić SSTO, jak już może ten i ów zauważył w innym wątku. Żadne cuda, nic przesadnie przekombinowanego, ot dla funu i przypomnienia sobie, z czym to się jadło. Zbudowałem sobie ustrojstwo towarowe, raczej proste niż wysublimowane o udźwigu orbitalnym dość słabym, bo pewnie ze 4 tony. Co przy masie samolotu 120 ton brzmi bardzo kiepsko. Ale za to znajduję te bryłę dość atrakcyjną wizualnie. Okej, rapiery w ruch! (Ogólnie nie przepadam za tymi silnikami, ale trudno o jakieś stockowe rozsądne zastępstwo dla nich)


Ogólnie wchodzenie na orbitę maszynami typu SSTO uważam za dość parszywe, ponieważ zazwyczaj natkniemy się na coś, co ja nazywam wahnięciem mocy. Co to jest za zjawisko, dlaczego, oraz jak się ma do rzeczywistości, to nie wiem. Moim zdaniem to jakiś bug przedziwny, ale najlepiej, gdyby spróbował mnie oświecić jakiś spec od inżynierki odrzutowcowej. Czy Winged tu jeszcze bywa? :) Teraz napiszę, o co mi konkretnie chodzi. Wznoszę się dość łagodnie, bez szaleństw i tak powoli rozpędzam, 200, 300 m/s i zauważam, że prędkość zwiększa się coraz wolniej. Przy 6000 metrów samolot za chiny nie chce już przyspieszać, ba prędkość wręcz spada!


I powiem wam, że mógłbym tak zużyć całe paliwo, a wciąż wlókłbym się marne 330. Co tu wtedy robić. Ano zauważyłem, że należy wyrównać lot, a nawet z lekka pozwolić maszynie zejść o tysiąc, czy dwa tysiące metrów. Grunt, żeby przekroczyć pewną barierę prędkości. W wypadku tego samolotu to jakieś 450 m/s. I nagle zdarza się cud jakiś magiczny, SSTO zaczyna intensywnie przyspieszać nawet, gdy lecimy w górę.


Znowu 6000 metrów, ale jakby kto dołożył ze cztery silniki. I ja się pytam wtf? Dlaczego tak się dzieje? Jak na mój gust, to to zjawisko nie ma żadnego sensu. Ale występuje i to przy WSZYSTKICH maszynach z silnikami odrzutowymi bez wyjątku. Na 20 kilometrach, czy coś koło tego mam już 1200 m/s. Wciąż na trybie odrzutowym. Radzę wszystkim wyłączać auto switch silników i zdać się na przełączanie manualne za pomocą grup akcji. Bo w trybie automatycznym silniki przestawiały mi się w tryb rakietowy w okolicach 10 km. No bez sensu, skoro można pociągnąć dwa razy wyżej. Dało by się wycisnąć i więcej prędkości, ale nie oszukujmy się, te skrzydła zostały wykręcone z jakiegoś pasażerskiego odrzutowca i bardzo źle znoszą wysokie temperatury. Dlatego do 20 km, 1200 na budziku, przełączam się na tryb rakietowy i ciągnę ster ile wlezie, żeby maszyna wchodziła stromo. Trzeba jak najszybciej uciec z palącej atmosfery! Nie mówię tu o locie świecą pionowo w górę, ale zdecydowanie ostrzej niż na trybie odrzutowym. Okej, orbita zrobiona, wywalam z ładowni dwutonową sondę.


Ładunek wystawiony, trochę okrążeń, żeby nie lądować w nocy.


I teraz zejście z orbity. Jak to zrobić, żeby nie zgubić skrzydeł, które są chyba zrobione z plasteliny. Najpierw próbowałem łagodnie, ale mimo zainstalowania sześciu radiatorów skrzydła się spalały. Dlatego w końcu wpadłem na to, że pal licho (paliwo) ile wlezie, żeby zwolnić jak najbardziej i zejść możliwie stromo. Dlaczego tak? Bo wówczas po pierwsze mamy mniejszą prędkość, a dwa, przebijanie się przez atmosferę trwa krócej. Dlatego hamowałem o dobre 500 m/s. Tak gdzieś do 1700 m/s. I wtedy nagle wszystko gra.


Podwozie wyciągnięte, siadamy tryumfalnie na pasie.


No i tyle, dość rutynowy lot. Ale mam listę zastrzeżeń co do latanie SSTO.
1. Co to za cholerne wahnięcie mocy, o którym pisałem wcześniej.
2. Podwozie nie ma amortyzatorów, ja się pytam dlaczego. Po dotknięciu pasa maszyna ma ochotę skakać jak piłka.
3. Dlaczego te skrzydła tak źle znoszą temperatury? Mają zgrabny profil i wydają się stworzone do co cięższych SSTO, a nie ma dla nich w stocku żadnego ładnego odpowiednika, co to by znosił gorąco lepiej.
4. Radiatory nie działają w atmo mam wrażenie. Bo czy one są, czy ich nie ma, wychodzi zdaje się na to samo.

Okej, myślę, że nowym graczom niektóre z powyższych informacji się przydadzą. Budujcie opływowo i pamiętajcie o wahnięciu mocy. Macie powyżej protipa jak z tym walczyć.
Tyle że... generalnie odradzam zaczynanie zabawy w KSP od SSTO. Są upierdiwe i można się zniechęcić. Latajcie w kosmos rakietami. Tako rzecze Kadaf.

[Post scalony: [time]Wto, 26 Wrz 2017, 11:22:26[/time]]
Aha, jeszcze jeden tip mi się przypomniał, co to dla nowych będzie mocno przydatny. Samolot z małą ilością paliwa szaleje? Nie chce trzymać kursu? Przelewajcie benzynę na dziób. Ciężki czubek = lepsze prowadzenie. Dlatego lotka do rzutów ma ciężki przód, a nie tył.

Strony: [1] 2 3 ... 105