-
No to skoro jest gwiazdka, to mam dla coniektórych z was preezęęęt.
KADAF BACK ONLINE!
A się zarzekałem, że nie wrócę do kerbali przed 1.1. Nie udało się, kilka dni temu instalnąłem jeden kropka zero kropka pińć i po chyba ośmiu miechach przerwy znowu dłubię hangarze i przestrzeniach kosmicznych.
Wątek ten postanowiłem założyć, by publikować w nim proste misyjki, oraz urządzenia, które z takich czy innych przyczyn nie załapią się raczej na udział w żadnej poważnej fabularnej akcji. Oraz, kilka moich staroci, które się już zdezaktualizowały.
Po uruchomieniu Kerbali postanowiłem trzasnąć króciutką misyjkę na Muna w Apollo Stajl.
No to lecimy. Starych dwóch nudziarzy i Valentina. Fabuły nie będzie, bo mi się jakoś nie zachciewa jej pisać.
(http://i.imgur.com/3ap3l6h.jpg)
Mała, zgrabna rakietka z dużym klamotem pod owiewką. Załoga nie widzi nic. Wciskają guziki na czuja. Ale zdolniachy chyba, bo orbitę zrobiła. Nośna odrzucona, moduł transferowy w ruch. Lecim w kierunku Muna i kto by pomyślał, zaraz jesteśmy na orbicie szaraka.
(http://i.imgur.com/k81fSL7.jpg)
No to w drogę, serwisówkę z kapsułą zostawiamy na orbicie. Valentina i Bill, albo może Bob odłączają się od modułu powrotnego.
(http://i.imgur.com/PhUdeK1.jpg)
Złazimy z orbity. Lubię ten silniczek. Ładny jest i w ogóle, a ciąg stonowany, ani za duży, ani za mały. Dodatkowo zwyczajnie jakiś taki ładny o.
(http://i.imgur.com/oOsN8vl.jpg)
Descent, descent, zaraz siadamy.
(http://i.imgur.com/YyzJjwi.jpg)
No i co, nie usiedliśmy? Usiedliśmy. Czas rozpakować sprzęt. Dikapler pyk, munarski Rover zjeżdża na powierzchnię. Z tyłu widać dwie kratownice. Ich funkcja to nie dopuścić do wywrotki na dach po odłączeniu. Bo łazik zsunął się na powierzchnię niemal pionowo.
(http://i.imgur.com/FqevUgL.jpg)
A po drugiej stronie lądownika, dla równowagi i żeby coś się działo, wzięliśmy kołówkie z wiertełem. Będziem borować!
(http://i.imgur.com/FDrkHZ0.jpg)
(http://i.imgur.com/kbNevaL.jpg)
Jako mechanizm zaczepu wykorzystałem stockowy Claw. Bo czemu nie.
(http://i.imgur.com/Zf7nJOj.jpg)
Jedziem z żelastwem na z góry upatrzoną pozycję, zupełnie taką samą, jak wszystkie inne w okolicy.
(http://i.imgur.com/C5Wtt12.jpg)
Borowanie! Wszystko gra i buczy. Pył lata dookoła, Kerbale gapią się jak idioci jakby nigdy drilla nie widziały.
(http://i.imgur.com/U9MuE5p.jpg)
Drill drilluje, a dzielna ekipa na niedzielnym zadaniu pojechała sobie na przejażdżkę docierając do krawędzi kratera! Ło!
(http://i.imgur.com/2L0KVcy.jpg)
Po chwili wraca do przyczepki. w której załadowało się hoho, z pół kilo magicznej substancji, z której da się zrobić monoprop, utleniacz, paliwo do silników chemicznych, atomowych, oraz zapewne frytki na dodatek. Wracamy z tym do lądownika.
(http://i.imgur.com/0dpya1M.jpg)
Dajmy się ponieść fabule: Valentina drżącymi dłońmi odkręciła zasobnik. Lśniąca pylista substancja okazała się być nadzwyczaj ciężka... blablabla. Udajemy, że możemy przenieść zawartość do lądownika.
(http://i.imgur.com/aRdNT0x.jpg)
No i tyle, pakujemy się do modułu startowego. Zielone ludziki chcą do domu.
(http://i.imgur.com/IPhQQbn.jpg)
Osprzęt zostanie tutaj. Łazik w pełnej krasie. Wiecie co? Gabarytowo nie jest dużo większy od tego, który zastosowałem w mojej opowiastce o budowie bazy, a prowadzi się autentycznie dobrze. I jakiś taki... roverowaty jak należy. Apollo Stajl obliguje!
(http://i.imgur.com/bKemwmE.jpg)
Łotpalamy moduł powrotny. Dlaczego ta cała reszta rozpadła się w błysku eksplozji nie mam zielonego pojęcia. O nic nie zahaczyłem, w nic nie przytarłem a się rozleciał. Pewnie był na plasteline sklecony.
(http://i.imgur.com/VW2jWTu.jpg)
Dobra bejb, lecim na spotkanie serwisówki.
(http://i.imgur.com/yLnG6XE.jpg)
Cyk, jesteśmy na miejscu. Załoga przełazi do kapsuły nie zapominając oczywiście o bezcennych próbkach. Niechybnie się to opłaci, bo jak wiadomo Kerbińscy Naukowcy płacą w punktach nauki! Będzie z worek albo dwa.
(http://i.imgur.com/ggb0M6H.jpg)
Moduł munarski wywalamy, żeby ładnie zaśmiecał przestrzeń kosmiczną i odpalamy motor modułu silnikowego. Na Kerbin!
(http://i.imgur.com/qduzDiK.jpg)
Orbita zamknięta, peryapsa obniżona jak należy. Dikapler pach, kapsuła odłaczona.
(http://i.imgur.com/eRbUhO1.jpg)
Lekka korekta kursowa, żebyśmy nie przestrzelili, foteczka musi być. Z tego miejsca może nie, a może z innego. Kręcę tą kamerą a monoprop ucieka. Zemściło się to na mnie za chwilę zresztą, bo przesadziłem i nie doleciałem.
(http://i.imgur.com/DTpHGQ2.jpg)
Ogień dym, płomienie huczą, pot ścieka spod pach. Widać KSC!
(http://i.imgur.com/WvfZqg9.jpg)
Ale zamiast pacnąć miękko przed samymi drzwiami kompleksu, to przez to dumanie z fotkami podczas korekty zabrakło 15 kilometrów. No nic, łagodniutko siadamy z prędkością chyba 7m/s. Czyli z łupnięciem że zęby wybija. Ciekawe dlaczego kapsuła ma wytrzymałość na przywalenia z pięć razy większą prędkością. Chyba by załogę rozpłaszczyło na amen. Taa, taa, wiem, powinienem w oceanie siadać. E tam.
(http://i.imgur.com/I4ZcjNC.jpg)
Zielone gamonie wylazły z kapsuły. Tadam! Jesteśmy w domu! Tylko dlaczego miny takie ponure?
(http://i.imgur.com/MZB3Ypq.jpg)
I tyle!. Do tej całej wyprawy wykorzystałem li tylko jednego moda - tweakscale.
-
Lubię te pojazdy!!!
Nie często, ale z klasą. Tak oto tworzy mistrz.
Nie masz kolego konkurencji, co smutne jest niestety.
A no i wesołych świąt :)
-
Stawiam, że dlatego, że nie znaleźli wszystkich zębów.
Genialne :) Jak zwykle zresztą. I te wszystkie paraambitne misje pozostałych użytkowników mogą się schować.
-
To jeszcze nie wszystko! Otóż po wylądowaniu załogi sobie pomyślałem tak. Mają chłopaki (i Valentina) 15 kilometrów do centrum. Trochę za dużo na ich krótkie zielone nóżki. Przydałby się.... autobus. No to wlazłem do SPH i buduję. W tym wątku, ponieważ jak zaznaczyłem, nie jest to wątek fabularny, toteż nie widzę przeszkód, by wrzucić kilka fotek z samej budowy pojazdów. Co być może się komuś przyda. Podwozie. Testy jezdne.
(http://i.imgur.com/YY381Wc.jpg)
(http://i.imgur.com/ssWprzX.jpg)
Wszystko chodzi jak złoto. Maszyna szeroka i stosunkowo niska. Czyli doskonale stabilna. Dobudowałem karoserię i rozterka. Przecież trzeba zrobić otwierane drzwi. Rozterka była króciutka. Kerbalstuff, ściągam Infernal Robotics. Przecież nie będę się babrał z jakimiś chorymi zawiasami na stocku. Dodatkowo uznałem za nieco idiotyczne, by załoga jechała autobusem w tych ciężkich kombinezonach. No to ciach, texture replacer i voila, można poczuć wiatr we włosach.
A skoro już ściągnąłem IR... to dlaczego by nie zabrać też kapsuły? No to wracam do SPH, zdejmuję połowę karoserii autobusu i robię maszynę z paką i pokładowym dźwigiem, czyli tak zwanym HDSem. Wszystko gotowe, czas wyruszyć w drogę.
(http://i.imgur.com/TnnnapB.jpg)
Jedziem, jedziem te 15 kilometrów. Tak samo jak w starszych wersjach, tak i teraz. Nikt w Squadzie nie uznał za stosowne poprawienia bugów terenu. Co któryś polygon trafiam na wykorzystane fabularnie w Misji Totalnej "osypiska" I klepię się po plecach z uznaniem, bo dzięki szerokiej i niskiej konstrukcji, mimo utraty przyczepności nie grozi mi wywrotka. Ale kurna, dlaczego ten bug dalej jest?! Czy nikt z graczy nie jeździ łazikami dalej niż 20 metrów?! Żenada. Nie pierwsza zresztą, z jaką się spotkałem.
(http://i.imgur.com/8EPuZ5f.jpg)
Oba pojazdy u celu. Zapraszamy na pokład!
(http://i.imgur.com/Ap0sixU.jpg)
Bus załadowany, pędzimy do domu. A na miejscu lądowania została nam kapsuła i HDS. No to do roboty. Biednego dźwigowego wszyscy olali, został sam. Pewnie dlatego taki ponury. Rozkładam stabilizatory.
(http://i.imgur.com/gtpObVV.jpg)
(http://i.imgur.com/VCcDNhj.jpg)
W końcu łapię za kapsułę i pojawia się...... CHOLERNY BUG Z TYM PIEPRZONYM CLAWEM!!!
Mechanizmy IR zaczynają szaleć, przestawia się samoczynnie kolejność zawiasów na liście, połowa nie działa, albo działa inaczej niż powinna. Próbuję tak, próbuję owak, nawet F9 jest w użyciu. Bez efektów, ciągle się wszystko pieprzy. Po odłączeniu tego zasranego clawa szaleje wszystko dalej.
(http://i.imgur.com/rzJLMAj.jpg)
Sekundę później:
(http://i.imgur.com/EG2lewN.jpg)
Wiecie, gdybym ja tego nie testował... Tylko pojechał w ciemno jak ostatni łoś, to bym mógł sobie sam pluć w brodę. Ale, do diabła, na pasie startowym ja kapsułę ładowałem już na pakę i wszystko szło jak należy.
(http://i.imgur.com/FfZy3XG.jpg)
(http://i.imgur.com/8fqCCm6.jpg)
(http://i.imgur.com/E9LIR6c.jpg)
Mogę powiedzieć tylko jedno. NIGDY w niczym nie użyję już tego badziewnego clawa. To całkowicie bezużyteczny i bugotwórczy szajs.
No i tyle.
Aha! No i świąteczne życzenia załączam!
Robsonie, pozdrowienia dla szanownej M. :)
-
Fajnie to wszystko wygląda, gratulacje.
-
@Kadaf
No cóż, tak się kończy nieznajomość instrukcji użytkowania. Na stronie Magic Smoke Industries jest jasno napisane:
Do not attach docking ports directly (or indirectly) to IR parts. It will make your life miserable. You have been warned!
A claw funkcjonuje w taki sam sposób jak doki. To że zadziałało na pasie to przypadek... więc przestań się wygłupiać i pobieraj KAS :>
Pojazdy bardzo miłe oczom, ale aż mnie boli FPS drop jak widzę tyle "zbędnych" części. Ach, czemu nam to robisz, KSP!
-
Dobrze zobaczyć prostą misję, wykonaną przez profesjonalistą. Takie rzeczy zawsze będą cieszyć.
-
Bezzałogowa malutka sonda frunie sobie w kosmosie. Frunie, frunie, ale gdzie frunie i co to za maleńka gwiazdka na nieboskłonie?
(http://i.imgur.com/SQyDEdd.jpg)
Czyżby to Kerbol? Ano owszem, bo w rzeczy samej polecieliśmy dość daleko.
(http://i.imgur.com/oo2t663.jpg)
Niebawem sonda opuści na zawsze układ planetarny i pomknie w międzygwiezdną odchłań. Oczywiście zrobienie takiej sondy to zasadniczo banał, ale nie kojarzę, by ktokolwiek tego typu aparat wystrzelił z...
Mobilnej Wyrzutni Rakietowej!
(http://i.imgur.com/oAFxunk.jpg)
Tadam! Ponieważ znajduję dobrym wcześniej wykorzystywane podwozie, to też postanowiłem wykonać właśnie taką wersję. Ci którzy mnie lepiej znają wiedzą, że lubuję się w wykonywaniu rozmaitych wersji tej samej konstrukcji, no i proszę.
(http://i.imgur.com/TkKsZaO.jpg)
Przed startem obowiązkowo rozkładamy nogi stabilizujące, bo rakieta jest dość ciężka (jak na tak malutki pojazd)
(http://i.imgur.com/3PHNWqk.jpg)
Ustawiamy nośną do pionu...
(http://i.imgur.com/7Q7Snpb.jpg)
I zapłon!
(http://i.imgur.com/W2YPYNt.jpg)
(http://i.imgur.com/XKwNGdw.jpg)
(http://i.imgur.com/BzV61h4.jpg)
(http://i.imgur.com/T7ua5nY.jpg)
(http://i.imgur.com/4GX3A2C.jpg)
No i poleciała. W użyciu dwa mody, tweakscale i IR.
Przy okazji taka drobna refleksja. To stockowy układ, żaden RSS, a żeby sonda dotarła tam gdzie dotarła na pierwszych dwóch fotkach musiałem czekać na warpie 50 lat. Ale gdyby rozważać podróże międzyplanetarne, to to przecież tak naprawdę rzut beretem od Kerbinu. Technologia Kerbali niespecjalnie różni się od naszej, więc w sposób niezmiernie wyrazisty dotarło do mnie, jak my tak naprawdę jesteśmy prymitywni technologicznie, żeby chociażby w najbardziej optymistycznych rozważaniach poruszać temat podróży międzygwiezdnych. Alfa Centauri jako cel nawet bezzałogowej maszyny? Nie doczekam tego ani ja, ani wy, ani wasze dzieci, ani ich dzieci, ani nawet dzieci tych dzieci, jestem tego pewien. W każdym razie nie na takiej technologii jaką mamy i prawdopodobnie będziemy mieć przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Żeby w ogóle myśleć o takim skoku, to musi się dokonać przełom w fizyce większy niż odkrycia Newtona, Einsteina i Tesli razem wziętych. Skoki podprzestrzenne uważam za jedyną opcję realnych podróży na takie dystanse, a póki co nikt nie wie jak się za coś takiego realnie zabrać.
-
(http://x3.cdn03.imgwykop.pl/c3201142/comment_XSQuolAY0nYijgDbuEazz23tToAARj16.gif)
-
Oczywiście zrobienie takiej sondy to zasadniczo banał, ale nie kojarzę, by ktokolwiek tego typu aparat wystrzelił z...
Mobilnej Wyrzutni Rakietowej!
(http://s21.postimg.org/jtaffxfc7/image.png)
No niestety ktoś już wystrzelił sondę z mobilnej wyrzutni rakiet. :D
Patrz Kerbol Probe +
Ale twoja platforma jest ładniejsza.
-
Sprostowanie. Z CIĘŻARÓWKI którą może se pojechać do sklepu, do domu albo gdziekolwiek indziej. To powyżej nie zajedzie nigdzie. Poza tym to nie jest pełnoprawna mobilna wyrzutnia startowa, bo cała jej mobilność to przejechać z VAB do wyrzutni.
-
To powyżej nie zajedzie nigdzie.
W relacji tego nie ma ale testy udowodniły , że może jeździć po całym terenie KSC. Poza KSC też może. Pod spodem zamontowałem zbiorniki paliwa , jeśli są wypełnione to środek ciężkości się obniża i można pokonywać niewielkie nierówności terenu. Większe też się da ale nie z tą rakietą jest za wysoka i platforma by się przewróciła.
No ale ciężarówka to to nie jest.
Do sklepu tym nie pojedziesz.
Poza tym trochę dziwnie by to wyglądało jakbyś zaparkował 60 metrową rakietę wraz z wyrzutnią obok sklepu. :)
-
Dobra, jest tak. KSPRC crashuje mi tak niewiarygodnie często podczas wczytywania, że się autentycznie odechciewa grać. A chciałem w pełnej krasie pokazać wam zdjęcia mojego małego skuterka.
(http://i.imgur.com/elS36WE.jpg)
Niestety jazda na tym maleństwie przypomina jazdę faktycznie na motocyklu, więc żeby skręcić to najpierw się lekko przechylamy a potem lekko skręcamy. Nauka prowadzenia trwa tyle, co każdej dwukołowej maszynki. Więc przewracam się póki co nonstop. A co przewrócenie to wczytanie, a co trzecie wczytanie crash. Więc poproszę o linka jakiegoś do maksymalnie aktualnej wersji ATM. Bo normalnie właśnie mi się kerbali odechciało.
-
Fajnie zrobione.
ATM:
http://forum.kerbalspaceprogram.com/index.php?/topic/53809-10release-5-0april-28-2015-active-texture-management-save-ram/
-
Dzięki Wiarus. Faktycznie ATM zwiększył płynność gry, ale niestety co do crashy, to zdarzają mi się nadal niezwykle często, chociaż nieco rzadziej, niż bez ATM. Naliczyłem 4 w ciągu godziny. Chociaż fakt, że przy takich robótkach to jest nonstop wczytywanie.
No ale do rzeczy, skuter:
(http://i.imgur.com/pE4PUqp.jpg)
(http://i.imgur.com/k9WqPDB.jpg)
A tak podziwiałem swoją maszynkę najczęściej:
(http://i.imgur.com/MlvQTs6.jpg)
W każdym razie do wożenia pizzy nie ma w całym KSC niczego lepszego. Tylko ćwiczyć trzeba! Na motur nie wsiędzie byle łamaga!
-
Małe, niepozorne. Ale cieszy. Kontynuuj pracę
Przepraszamy, ale goście nie mogą zobaczyć zawartości spoilera.
-
Mój najmłodszy (włońciamy ejciejesy - Kerman) chce ten skuter.
Nawet kazał mi to wyprodukować !!!
Ratuj Kadafie, zapodawaj krafta !!!
-
No wiesz Robson, mówisz masz, tylko gdzież mam ci go wysłać? :)
A TĄ CZASĄ...
Jednak nie zapominajmy, że Kerbale, to gra o lataniu a nie tam jakimś jeżdżeniu skuterami czy innymi ustrojstwami. No to polatajmy...
(http://i.imgur.com/02j9M6H.jpg)
I tak mi już komp przez tego KSPRC crashuje co moment, więc sobie pomyślałem, a co mi tam, kolejny modzik nic nie zmieni. No i wrzuciłem KAXa.
(http://i.imgur.com/sgjp9fK.jpg)
(http://i.imgur.com/SpvCVNk.jpg)
(http://i.imgur.com/l8dCjS5.jpg)
(http://i.imgur.com/2xKEipX.jpg)
Mam taki lekki sentyment do motolotni, bo na tym tylnym fotelu nieco godzin się nafruwałem takim ustrojstwem i szczerze mówiąc, żadne tam airbusy czy inne odrzutowe szajsy. Jeśli chcecie poznać czym jest prawdziwe latanie, to motolotnia stanowi doskonałe ku temu narzędzie. Czuje się ten żywioł i można podziwiać świat powolutku sobie pyrkając na trzystu metrach. Kadaf Poleca!
(http://i.imgur.com/GpgAt6a.jpg)
No i polecieli...
-
No to ja przebiję ... kosztami. :P
Najtańsze latanie to paralotnia z napędem PPG. Staruję ze swojej łąki "za stodołą" :D
-
Polecam użyć także trybu OpenGL. W najłatwiejszy sposób ściągasz KSP ModAdmin i masz możliwość wymuszenia trybu OpenGL, zmiany rozdzielczości oraz trybu wyświetlania [pełny ekran/tryb okienkowy].
-
No wiesz Robson, mówisz masz, tylko gdzież mam ci go wysłać? :)
Na moim profilu jest email.
A jeśli chodzi o latanie, to nigdy w życiu nie wzniosę się na ziemię.
Nie to żebym się bał, ale...
-
Z nowym rokiem nowym krokiem.
No, to jedziemy (lecimy) dalej. Publikuję wam kolejną moją maszynkę. Jest to konstrukcja jak najbardziej prawdziwa. Zastosowałem w niej zawieszenie od wcześniej prezentowanej motolotni, bo praktycznie w rzeczywistości niczym się sama konstrukcja podwozia nie różni. Różnicę stanowi zasada utrzymywania się w powietrzu. Do rzeczy:
(http://i.imgur.com/NwXKTiZ.jpg)
(http://i.imgur.com/20fDVHN.jpg)
(http://i.imgur.com/IX5Czkb.jpg)
(http://i.imgur.com/ShbnxZs.jpg)
Lecąc kiedyś taką maszynką szczerzyłem się pewnie tak samo idiotycznie jak szanowna Pani Pilot.
(http://i.imgur.com/9AYyeMw.jpg)
No dobra....
Ale ŁOT DE HEL IS DIS?!
Każdy z was, kto powie, że o, helikopter może się sam uznać za osobnika nie mającego specjalnego pojęcia o konstrukcjach śmigłowych. Bo to nie jest żaden helikopter ani śmigłowiec! Więc co to jest w takim razie? Zobaczymy czy ktoś będzie wiedział. Haker i Moritz dostali hotspota na czacie, więc niech milczą, bo im powiedziałem :)
Z drugiej strony jeśli nawet nie wiesz czytelniku cóż to jest, nie martw się, dziewięć na dziesięć osób też tego wiedzieć nie będzie.
-
Wiatrakowiec? :D
-
Wiatrakowiec, autożyro.
-
Brawo, dokładnie tak! Jest to wiatrakowiec. Dla nie znających - wiatrakowiec, zwany też autogyro to wynalazek międzywojenny. Ciekawostką jest fakt, że wirnik główny nie jest w ogóle napędzany. Śmigło pchające stanowi jedyne źródło napędu, a wirnik główny rozpędza się w miarę nabierania prędkości tylko na zasadzie oporu powietrza i gdy kręci się już odpowiednio szybko to zaczyna wytwarzać siłę nośną. Cały lot odbywa się na zasadzie autorotacji. Oczywiście wiele nowoczesnych wiatrakowców posiada system prerotacji, kiedy to wirnik główny rozpędzany jest przed startem za pomocą przekładni z silnika śmigła pchającego, silnika elektrycznego, a nawet, eksperymentalnie z systemem rakietowo gazowym.
Zaletą wiatrakowców jest ich cena, znacznie niższa od cen śmigłowców. A jak ktoś gdzieś ładnie powiedział, autożyro potrafi wykonać 80% zadań śmigłowca za 20% jego ceny. To czego wiatrakowiec nie potrafi, to lecieć do tyłu ani zatrzymać się w zawisie. No, chyba że ma przeciwny wiatr. Za to wymaga niezmiernie krótkiego pasa startowego (te z porządną prerotacją potrafią wystartować z miejsca), a lądowanie może być wykonane w punkt. Wadą wiatrakowca jest fakt, że nie może lecieć zbyt szybko. Wydaje mi się, że nigdy nie przekroczono takim urządzeniem 200 km/h. Zaletą jest doskonała odporność na silne wiatry. Wiatrakowcem można latać nawet w huraganie, bo zupełnie mu niestraszne turbulencje.
Ale ogólnie uważam wiatrakowiec jest konstrukcją rewelacyjną i nie mogę zrozumieć ich niewielkiej popularności.
Dorzucam filmik z lat 30tych opisujący zasadę działania. Wówczas produkowano wiatrakowce ze śmigłem ciągnącym, czego obecnie się już nie stosuje:
https://www.youtube.com/embed/mQieKnglzj4
Oraz współczesny wiatrakowiec z kategorii ultralight:
"https://www.youtube.com/embed/9kxu543VwlA" frameborder
-
A mógłbyś rozwinąć temat niewrażliwości wiatrakowców na turbulencje? Z czego to wynika?
-
Niewrażliwość na turbulencje wynika z dwóch głównych powodów. Płaty wirnika głównego są w wiatrakowcu zamontowane elastycznie, czego efektem jest to, że w razie trafienia na nagłą różnicę w prędkościach ruchu powietrza płat wirnika się odkształci. Drugą sprawą jest to, że płaty wirnika są stosunkowo wąskie, co powoduje "cięcie turbulencji na plasterki". I ostatni powód, dla którego wiatrakowiec sobie dobrze radzi w trudnych warunkach atmosferycznych, to fakt, że wirnik nie jest napędzany. Chodzi że tak powiem "na luzie", nie przeszkadzają pewne skoki prędkości w te czy we wte, co w przypadku śmigłowca może mieć już poważne skutki. Ale kluczowym czynnikiem jest ten wymieniony na początku - elastyczne mocowanie płata. Co masz zresztą zaprezentowane na modelu wiatrakowca w tym filmiku z lat 30tych.
-
No no no. Kadaf ubiegłeś mnie... Zaklepuje projekt z lat 30! Jesteś mym mistrzem
-
Problemem wiatrakowców, rzutujących na ich popularność, jest to, że de facto są zwykłym samolotem. Inna jest tylko konstrukcja skrzydła. I nie są w stanie zastąpić śmigłowców w ich najważniejszych rolach. A w tych, które są w stanie wykonać, klasyczne samoloty są lepsze. I mniejsze. Wiatrakowiec zajmuje sporo miejsca.
I tak jak samolot, potrzebują pasa startowego. I niestety, jak na samolot, mają zbyt mały udźwig użyteczny. Ciekawa konstrukcja do latania rekreacyjnego, ale nie do wykorzystania komercyjnego.
Do tego mała prędkość maksymalna i mały zasięg, oraz dość delikatna konstrukcja.
Fajna alternatywa dla motolotni czy ULM, ale nie dla większości zastosowań w lotnictwie.
Do tego cena. Za te same pieniądze, możemy kupić coś, co leci dalej i szybciej i wyżej i wygodniej.
Prostota idei, nie przekłada się na cenę.
Stąd i niska popularność.
-
Mylisz się Madrian we wszystkim co napisałeś. Po pierwsze. Dwuosobowy wiatrakowiec nie jest większy od dwuosobowego samolotu. Wszystkie wiatrakowce mają składane łopaty śmigieł. Po drugie, wiatrakowiec to nie jest samolot. Bo samolot można przeciągnąć, wiatrakowca nie, samolot potrzebuje pasa startowego, wiatrakowiec nie itd. Mała prędkość maksymalna. No cóż, są koncepty wiatrakowców ponaddźwiękowych, o czym dopiero co przeczytałem. Więc też nie. Delikatność konstrukcji? Poproszę o jakiś dowód, bo nigdzie nie dostrzegam tej delikatności. Mały udźwig? 40 osób to nie jest mały udźwig. Poniżej dwa przykłady zastosowania jak najbardziej komercyjnego:
"https://www.youtube.com/embed/XCEYfW8DyxQ"
Powyższy wiatrakowiec ma już udźwig standardowego śmigłowca. Zastosowanie komercyjne - proszę bardzo - trudno o lepszą latającą maszynę rolniczą służącą do oprysków pól. Nie potrzebuje pasa startowego, startuje z miejsca, ląduje w punkcie. Dodam, że podczas opylania pól nie lata się 700 na godzinę. Jako jednostka inspekcyjna bądź patrolowa również wiatrakowiec ma przewagę nad samolotem, oraz droższym i bardziej zawodnym śmigłowcem.
Drugi przykład:
"https://www.youtube.com/embed/u4Z1UnRZDyo"
Nie jestem przekonany, czy można tu mówić o małym udźwigu.
Jeszcze słów kilka na temat prędkości. Kraj wielkości Polski do lotów regionalnych nadal najczęściej wykorzystuje samoloty turbośmigłowe, lecące nie wiem, nie sprawdzałem, ale sądzę że ze 400 na godzinę maks. Używamy ich nie dlatego, że jesteśmy za murzynami, tylko dlatego, że wykorzystywanie odrzutowca na dystansie 150 kilometrów całkowicie mija się z celem. Wiatrakowiec 150 kilometrów przebędzie w czasie poniżej godziny. Odrzutowiec w 20 minut. Ale odprawa na lotnisku tak czy owak trwa godzin KILKA.
I tyle, kto chce, to sobie poszuka w necie konceptów wiatrakowców, trochę tego jest.
-
Zaciekawiłeś mnie bardzo tymi wiatrakowcami Kadaf. Powiedz mi, da się w Kerbalach zbudować działający wiatrakowiec bez napędu w głównym wirniku?
Namazane z P8 Lite przez Tapatalk
-
Pizmak, przyznaję, że nie próbowałem zbudować takiego wiatrakowca. Jestem sceptyczny, czy to możliwe (problem z odwzorowaniem elastycznego mocowania płatowca, brak jedynie słusznego kierunku profilu skrzydła - w kerbalach wszystko jedno jak zamocujemy skrzydło, będzie generowało siłę nośną), ale nie wykluczam. Może i jest to możliwe. Jeśli by jakimś cudem zadziałało, to trzeba by niezmiernie gorąco pochwalić Squad za doskonale odwzorowaną aerodynamikę.
-
Pewnie masz rację. W każdym razie dzięki za przywołanie tego tematu, będę miał o czym czytać :)
Namazane z P8 Lite przez Tapatalk
-
Powiem ci Pizmak, że mega się cieszę z twojego podejścia. Nic nie raduje bardziej, jak rozbudzić nowe zainteresowanie czymś innym niż odwzorowywanie misji kosmicznych. Bo nie czarujmy się, nikt z tego forum w kosmos raczej nie poleci, ale za to nic nie stoi na przeszkodzie, by ktoś z Was, z tego nieco młodszego pokolenia, w przyszłości stał się na przykład właścicielem fabryki najlepszych na świecie wiatrakowców. Albo inżynierem, który wpadnie na jakiś rewelacyjny pomysł, albo w końcu kasiastym typem, któremu zachce się zorganizować jakieś wiatrakowcowe transportowe przedsięwzięcie :)
Brawo :)
-
Miło to słyszeć, bo szczerze mówiąc forum dużo mi dało. Zawsze byłem zainteresowany kosmosem, ale dopiero tutaj nauczyłem się o co chodzi w misjach kosmicznych, zacząłem o nich czytać, uczyć się. Pewnie, w kosmos nie polecę, ale po wchłonięciu całej tej wiedzy, poznaniu takich ludzi jak Elon Musk, moim marzeniem stała się praca w przemyśle kosmicznym. Zdałem sobie sprawę, że to nie jest niemożliwe. A wiatrakowce... Kiedyś coś słyszałem, ale nic konkretnego. Samolotu mieć pewnie nie będę że względu na koszty, ale wiatrakowiec jest całkiem osiągalny. Dzięki, mogłoby się wydawać, głupiej grze mogę sobie postawić nowy cel. Bo do niedawna nie miałem wielkich nadziei na latanie. Dzięki!
Namazane z P8 Lite przez Tapatalk
-
No, ale ten cały mój wątek miał być o rozmaitościach, a nie o wiatrakowcach. Zainstalowałem ten kombajn KSPRC nie po to, by siedzieć na Kerbinie. Zainstalowałem go, by pozwiedzać. Tak więc dość prosta nośna wyrusza z macierzystej planety wioząc pod owiewką tajemniczy ładunek.
(http://i.imgur.com/rJAZbSe.jpg)
I cóż tam się znajduje pod tymi osłonami? Ano znajduje się takie oto żelastwo. Bezzałogowe pudło wyposażone w sondy skanujące, moduł transferowy, oraz lądownik z rafinerią, dwoma zestawami wierteł i baniakami na surowiec.
(http://i.imgur.com/Zhukv5H.jpg)
Odpalam motor i wio na Dunę. Lekki aerobraking żeby zamknąć orbitę. W dole faktycznie nareszcie czerwona planeta nie jest paskudna! KSPRC to faktycznie mocarny modpack.
(http://i.imgur.com/v7uCLEt.jpg)
Orbita zrobiona. Ale gdzie lądować w celu załadowania zbiorników? Zaraz sprawdzimy. IR pstryk, rozwijamy ramiona ze skanerami.
(http://i.imgur.com/EjBb446.jpg)
Nie ma najmniejszego sensu zmieniać inklinacji całego zestawu na polarną. Niewielka sonda pofrunie sama popychana dwoma malutkimi silniczkami.
(http://i.imgur.com/j6rr4ig.jpg)
Orbita polarna wyrobiona, antena otwarta, skan idzie.
(http://i.imgur.com/B7uS1h6.jpg)
Po zeskanowaniu maszynka wraca do jednostki macierzystej. Czas przeprowadzić lądowanie. Lądownik koparka oddokowany!
(http://i.imgur.com/G8qT0r2.jpg)
W zbiornikach paliwa mniej więcej 1/8 stanu. Resztę pozostawiłem w module transferowym kombinując sobie tak: Po grzyba będę zabierał pełne zbiorniki, skoro jedyne do czego potrzebuje paliwa, to by cyknąć delikatnie silniki do deorbitacji, potem żeby zwolnić nieco by odpalić spadochrony nie urywając ich i na końcu delikatnie przyziemić, żeby komputerowi oporniki nie powylatywały.
(http://i.imgur.com/NbkTZjJ.jpg)
(http://i.imgur.com/gXeacyZ.jpg)
Moje kombinacje okazały się słuszne, paliwa niemal na styk. Lądowanie poszło bez problemów. Tylko zanim przyziemiłem patrzę, patrzę, a opadam na jakiś ogromny głaz. Jedyny w promieniu wielu kilometrów. Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem KSPRC nie wprowadziło fizycznych scattersów. Jakoś udało się posadzić tuż obok.
(http://i.imgur.com/KQ3h1Jt.jpg)
Drille w ruch, kopiemy. Trwa to całe wieki. Wypełniam zbiorniki paliwa po sam korek, oraz pojemniki na surowiec do przetworzenia go później na orbicie. Żeby wspomóc start lądownik posiada zestaw silników, które dobrze sobie radzą w atmosferze. Bo wiadomo, jak się skądś startuje, to trzeba mieć kopnięcie. W przeciwnym wypadku wypalamy paliwo zupełnie bez sensu ledwo co się wznosząc. Silniki w ruch.
(http://i.imgur.com/Ibm8ApO.jpg)
I całe szczęście, że przed startem wdusiłem F5. Wyrabianie orbity wcale nie poszło jak po maśle, ba, w ogóle się nie udało! Już podczas produkcji paliwa pewna kwestia mnie zastanowiła. Pamiętam, że gdy wyszła wersja 1.0.1, to z jednostki ore można było wyprodukować dwie jednostki paliwa. Wydawało mi się to dość kretyńskie, bo niby jak wycisnąć dwie szklanki czystego paliwa z jednej szklanki piachu. A tymczasem ku mojemu zaskoczeniu jednak to zmieniono. Teraz by wytworzyć jedną jednostkę paliwa potrzebujemy pięciu jednostek surowca. Ucieszyło mnie to, że już nie jest tak idiotycznie. Tyle, że może nie koniecznie w sytuacji, kiedy nie jestem w stanie wyrobić orbity nawet produkując naprędce ile tylko się da paliwa. Trzeba było kombinować znowu, chociaż możliwości miałem dość niewielkie. F9 i dumam. Jedyne co wydumałem, to by pozbyć się połowy ciężkiego surowca z baniaków. Marzenie by dostarczyć jakiekolwiek paliwo na orbitę okazało się fikcją. Przy drugim starcie zużyłem całe paliwo nawet pomimo ciągłej produkcji. Do modułu transferowego doczłapałem się na RCSach.
Tak więc pierwsza akcja w wykonaniu kopaczki okazała się być całkowitą porażką. I co teraz? Cóż... mój wzrok padł na satelitę Duny, Ike.
(http://i.imgur.com/RvxAL7x.jpg)
Czy Ike wypełni zbiorniki modułu transforowego? Ano zobaczycie niebawem :)
-
No i musiałem czekać dwa dni, żeby nie scaliło postów...
Ale do rzeczy, poleciałem na Ike. Na szczęście przezornie zachomikowałem nieco utleniacza w zbiornikach modułu transferowego. Wziąłem go trochę na zapas z Kerbinu, oraz zostało mi nieco po przelaniu paliwa z lądownika do drugiego klamota przed lądowaniem na Dunie. Gdybym wysłał moduł transferowy bez zbiorników na utleniacz, to misja już by się zakończyła.
(http://i.imgur.com/pqDAamL.jpg)
No to skaner w ruch i sprawdzamy gdzie by tu. Trzeba przyznać, że powierzchnia Ike z orbity wygląda całkiem interesująco.
(http://i.imgur.com/jwWLDy4.jpg)
Jak wszędzie, zaczarowanego surowca z którego można zrobić wszystko jest wszędzie od cholery. Naprawdę trzeba by mieć pecha, żeby wylądować gdzieś, gdzie nie ma czego kopać. Nic to, skaner wraca, moduł lądowania odłączony.
(http://i.imgur.com/Q7Zxuyg.jpg)
Zwróćcie uwagę na jakość wykonania powierzchni. Z 30 metrów wygląda autentycznie świetnie.
(http://i.imgur.com/jZMFU7L.jpg)
Na pierwszym planie kamlot z Ike. Rozwijam baterie słoneczne i zaczynam kopać.
(http://i.imgur.com/EcdFZyF.jpg)
Znowu kopanie trwa całe eony. To bym na miejscu twórców zmienił. Bo trudność pozyskania surowca nie powinna wynikać z tego, że po prostu dajemy warpa na maxa. Bo to nie jest żadna trudność, to jest upierdliwość. I nie ma w tym logiki. Sądzę, że tego typu wiertło jest w stanie pozyskiwać z pół tony piachu na godzinę. Ponieważ wiertła są dwa, to powiedzmy tona. Ale ponieważ zawartość interesującego nas surowca sięga 5%, to niech będzie, 50 kilo na godzinę. Reszta gdzieś znika. Powinna być animacja na której z jakiejś dziury w nasadzie drilla wylatuje strumień piachu. Ładnie by to wyglądało i było by przy okazji prawidłowe technologicznie. Niestety w Squadzie myślicieli jak na lekarstwo. No dobra, 50 kilo na godzinę, pojemniki na... nie pamiętam a nie chce mi się sprawdzać, z 8 ton? Niech będzie i 10. Policzmy to sobie trochę. 50 na godzinę, pół tony na 10 godzin, blablabla, 200 godzin na załadowanie 10 ton. A tymczasem ile trwa ładowanie surowca? DWIEŚCIE dni z hakiem.
(http://i.imgur.com/IoWqFmp.jpg)
Latam w te i we wte. Na jednym kursie tankuję moduł transferowy o jakieś 200 jednostek paliwa do silników atomowych. Przy okazji wielu lądowań kopaczka ukazuje w pełnej krasie cały szereg wad. Za mało prądu, żeby jednocześnie puszczać pokładową rafinerię i wiertła, ale to jest nic. Dużo większą wadą jest wąskie rozstawienie podwozia. Ike jest dość górzysty, a maksymalny bezpieczny przechył lądownika, to było jakieś 15 stopni. Budując to chciałem stworzyć ładną zwartą bryłę, która zgrabnie wejdzie pod owiewkę. Błąd! To maszyna która ma lądować w dziurawym terenie dziesiątki razy, co z tego że dawno temu eligancko wystartowała z Kerbinu, jak teraz za to płacę przy każdej deorbitacji. A drugi problem, to brak łazika. Gdyby łazik był, to bym sobie nim wyszukał płaski teren i potem tylko lądował w punkt. A jestem skazany na macanie, bo z kilkudziesięciu metrów to nie widać czy to pochyłe zbocze, czy płaski teren.
Nic to, łazika niet, podwozie do dupy, zwożę dalej paliwo. Po przeszło 10 lotach mam w module transferowym jakieś 2500 jednostek. Gdzie lecimy dalej? Ano jako kolejny punkt przystankowy umyśliłem sobie Dres. Jednak przed transferem wskoczyłem rach ciach do VABu i zbudowałem maszynkę, która dostarczy nieco paliwa, oraz łazik. A nawet dwa. Miejsce spotkania - orbita Dresa.
(http://i.imgur.com/We9fEuo.jpg)
Ogólnie lot przebiega bardzo sympatycznie i oszczędnie. W tankowcu zostało jeszcze tyle paliwa, że dopiero zamykając orbitę wokół celu odrzucałem pierwsze puste zbiorniki.
Nadszedł czas na zrobienie transferu tym pudłem wiszącym nad Ike. Odpalam KSP calculator, biorę kątomierz i ustawiam manewr. I zonk. NIC nie idzie tak jak powinno. Ma być 62 stopnie a ja za chiny nie mogę złapać Dresa. Dlatego, że lata on z podłą inklinacją, a ja mam jakieś takie kretyńskie ustawienie względem niego. Kombinuję tak i owak, 70 stopni, 50, 30. W końcu jakimś cudem udaje mi się za pomocą drugiego manewru zmiany inklinacji jakoś przeciąć orbitę celu. Pierwszy manewr dość tani, jakieś 700 m/s do przyspieszenia. Jaki będzie koszt drugiego jeszcze nie wiem, bo pokazuje mi tylko pierwszy. Ale najpierw przeskakuję z Ike na orbitę Duny, żeby wykorzystać efekt Obertha i mieć już niezły rozpęd. No to ciach, lecę.
(http://i.imgur.com/piXeXzq.jpg)
Robi się mało zabawnie. Drugi manewr okazuje się być bardzo kosztowny. Prawie 1000 m/s. A ja już w zbiornikach mam poniżej 2000 galonów. Nie ma rady, trzeba deptać. Inklinacja ustawiona. Zostało jakieś 1200 paliwa. po drodze jeszcze ze dwie korekty, żeby przejść ładnie i nisko nad Dresem. Im niżej lecicie, tym więcej zyskujecie oszczędności. W końcu wchodzę na kurs przecięcia z Dresem i ustawiam manewr zamknięcia orbity. Gdy zobaczyłem wynik obliczeń to padłem. Muszę wyhamować o DWA TYSIĄCE metrów na sekundę. Dobrze, że jest F5 i F9. Przy pierwszej próbie poszło calutkie paliwo, całe paliwo do RCSów a i tak zabrakło 150 m/s. Wczytuję przedostatnią korektę. Obniżam peryapsę do 10 kilometrów. Próba druga. Wciąż za mało, zabrakło 30 m/s. Tyle co nic, ale skąd je wytrzasnąć? Znowu wczytuję. Obniżam do 4 kilometrów. I tak dumam, przecież Dres jest górzysty. Ani chybi przeryję brzuchem. Ale spróbować trzeba. Znowu palę wszystko co jest, dwa atomowe na pełnej mocy, RCSy syczą, Dres się zbliża. Będąc w najniższym punkcie orbity widzę po jednej stronie góry, których szczyty są wyżej, niż mój kurs. Silniki atomowe milkną, RCSy syczą. Gdy zostają mi 3 jednostki monopropelantu orbitę jakimś cudem udaje się zamknąć. To był najpaskudniejszy transfer jaki kiedykolwiek mi się zdarzył. Po tygodniach docieram do apoapsy, cykam resztką RCSów, żeby podnieść pery. Podnosi się do 20 km i paliwa jest definitywny koniec.
Na szczęście w transportowcu łazików paliwa sporo. Zrównuję orbity i podlatuję. Żeby zapakować moduł z łazikami i przelać paliwo muszę rozłączyć statek i poczekać, aż moduł lądowniczy oddryfuje.
(http://i.imgur.com/UWWqOo9.jpg)
W końcu dokuję i przelewam paliwo do suchych jak pieprz zbiorników.
(http://i.imgur.com/Ds7wG3v.jpg)
To był iście piekielny lot...
-
Jesteś nielicznym z forumowiczów, którzy tak prostymi misjami potrafią tak zaciekawić czytelnika nt. tego co wydarzy się dalej
-
Zgadzam się z podporucznikiem.
Chociaż mnie, jak zwykle zadziwiają te konstrukcje.
Ileż musi siedzieć w Twej głowie Kadafie?
Tyle pomysłów już zrealizowanych, a tu ciągle nowe!!!
-
tak prostymi misjami
Dla kogo prostymi, dla tego prostymi, dla mnie szczytem póki co było odwiedzenie Eve, Duny i zmontowanie stacji bojowej na orbicie księżyca.
-
Dzięki za komentarze :) Aż z radością wskoczyłem do VABu, ale o tym później.
po odrzuceniu niemal już pustego pojazdu transportującego łaziki zadokowałem na miejsce lądownik. Precyzyjnie między ramionami żelastwa trzymającego pojazdy. Wyrobiłem porządną orbitę wokół Dresa i odłączyłem skaner.
(http://i.imgur.com/tIjmJP8.jpg)
Orbita polarna cyk, skan wykonany. Faktycznie planeta wygląda inaczej niż Ike. Mniej poszarpana i nieco jaśniejsza.
(http://i.imgur.com/aZKKCUm.jpg)
Co tam dalej... aha, no lądownik odczepiony, siadamy.
(http://i.imgur.com/uyxLhLS.jpg)
Znowu trzeba było poskakać zanim trafiłem na równy kawałek terenu. Dres charakteryzuje się długimi dość łagodnymi zboczami. Dość, ale nie na tyle, żeby tak idiotyczny lądownik mógł usiąść gdziekolwiek. W końcu coś znalazłem. Czas oddokować łazik.
(http://i.imgur.com/FkpEaFM.jpg)
No i w drogę. Dwadzieścia kilometrów na północ znajduje się wielki krater. Postanowiłem go sobie obejrzeć.
(http://i.imgur.com/LDMxkJ3.jpg)
Ogólnie rzecz biorąc z tej niewielkiej maszynki jestem niezmiernie zadowolony. Nieczęsto widuje się pojazdy na tych najmniejszych stockowych kółkach. Większość z nas omija je szerokim łukiem, a to dlatego, że takie maszynki kiepsko jeżdżą po Kerbinie. Zawieszenie zbyt miękkie, wszystko się kiwa. Ale nie na ciałach o niskiej grawitacji. Tu, na Dres siła przyciągania jest ośmiokrotnie mniejsza niż na macierzystej planecie. Co powoduje, że zawieszenie jest relatywnie osiem razy twardsze i sprawuje się po prostu doskonale!
(http://i.imgur.com/8Lly7dY.jpg)
Maszynka ma też bardzo nisko osadzony środek ciężkości, bo naprawdę absolutnie nie musicie budować łazika NAD kołami. Możecie go przecież zbudować POMIĘDZY, tak jak to właśnie zrobiłem. Jest to też zasadniczo czteroślad, ponieważ środkowa oś została wysunięta na zewnątrz. Efekt? Większa stabilność na zakrętach. Każdy pojazd ze skrętnymi dwiema osiami można przewrócić, ale jego jest autentycznie trudno. Mimo, że jeżdżę zawsze z wyłączonym SASem. No bo tak. SAS faktycznie stabilizuje pojazdy. Tyle, że uważam iż łazik wymagający do jazdy SASu jest po prostu spartaczony inżynieryjnie.
Ta maszynka SAS ma (czy też dla precyzji reaction wheel), ale nie służy on do jazdy. Służy do ponownego zadokowania, bo pojazd ten ma dwa malutkie silniczki, dzięki którym jest w stanie wznieść się ponad grunt.
(http://i.imgur.com/iRM4BQY.jpg)
Dotarłem do krawędzi krateru. Sobie zacząłem dumać, wracać, nie wracać, bo dość stromo. Z drugiej strony podczas jazdy okazało się, że podjazdy rzędu 30 stopni nie stanowią dla łazika specjalnej przeszkody. No więc zjechałem na dół ze świadomością, że zawsze mogę wskoczyć poza krater na silniczkach. A z drugiej strony wnętrze krateru jest przyjemnie płaskie - z myślą o kolejnych lądowaniach. Dobrze że zjechałem, bo odkryłem pewną rzecz, mianowicie pokładowy miernik zawartości surowca wykazał prawie dwukrotnie większe stężenie owej magicznej substancji, dobijając do niemal 11%. Z tak wysokim jeszcze się nie spotkałem. Po przejechaniu 24 kilometrów od lądowania zostawiłem łazik, a modułem kopiącym po załadowaniu wystartowałem na orbitę. Oj, dużo tych lądowań trzeba będzie jeszcze zrobić. I w tym momencie stwierdziłem, że nie. lądownik jest do dupy ze względu na wady wspomniane wcześniej. Wróciłem do VAB i zbudowałem całkiem nowiutki zestaw zawierający lądownik, zintegrowany łazik, skanery i moduł transferowy.
(http://i.imgur.com/X3NNRs3.jpg)
Po osiągnięciu orbity poleciałem na Minmusa porobić testy. Ta konstrukcja okazała się być rewelacyjna. Ale po kolei. Przy tamtym spieprzonym lądowniku wyszła jeszcze jedna wada. Mianowicie po zadokowaniu do modułu transferowego zestaw z lekka się kiwa. A bo na jednym doku. Czyli smętnie że się kiwa, ja tu nie chcę żadnego kiwania! Tak więc kiwaniu powiedziałem precz. Zastosowałem pewien unikalny system. Na fotce odrzucam żelastwo stabilizujące ładunek podczas wynoszenia na orbitę.
(http://i.imgur.com/c1wzHnY.jpg)
I uruchamiam mechanizm ramion stabilizujących.
(http://i.imgur.com/Us16gyD.jpg)
Bajer polega na tym, że lądownik ma po bokach doki dopasowane do doków na ramionach. Po połączeniu otrzymałem absolutnie stabilne połączenie na trzy doki. Żeby się nie pocić z trafieniem, pod dokiem głównym znajduje się obrotnica z IR. Więc wszystko jedno jak zadokuję, zawsze mogę obrócić tak, żeby można było idealnie złapać ramionami. Po osiągnięciu orbity Minmusa test sond skanujących.
(http://i.imgur.com/wxeLMHs.jpg)
Jak widzicie, również sondy wyglądają nieco inaczej. Skaner zamontowałem nie od przodu, ale z boku.
(http://i.imgur.com/hv8UN0e.jpg)
Obawiałem się, że boczne ustawienie skanera będzie powodowało zejścia z kursu. Ale jednak nie, reaction wheel trzyma kierunek lotu jak w imadle. Czas na test lądownika. Oddokowuję i deorbitacja. Zwróćcie uwagę na podwozie. Nie tylko nogi są większe, ale również wysuwają się na siłownikach, co daje nam w efekcie doskonałą stabilność po wylądowaniu.
(http://i.imgur.com/UuIp9w5.jpg)
Ze względu na zainstalowany na czubku łazik ten lądownik ma dok na dole a nie na górze jak poprzedni. Wymusiło to rezygnacje z jednego silnika głównego, na rzecz kilku obwodowych. Po chwili siadam na powierzchni. Czas na test odłączania łazika. A ramię dźwigu jest dość interesujące. Najpierw pierwszy zawias odchyla od pionu pojazd.
(http://i.imgur.com/BaWY4g2.jpg)
A potem drugim guzikiem uruchamiam kolejne dwa sprzężone ze sobą zawiasy. Efekt - łazik został w prosty sposób odsunięty od lądownika. Dodatkowo wysunąłem panele słoneczne gigantor i chłodzenie.
(http://i.imgur.com/7hgjzgp.jpg)
Łazik po oddokowaniu delikatnie osiadł na powierzchni. Czas na przejażdżkę.
(http://i.imgur.com/xyinlP9.jpg)
Ogólnie po Minmusie nie jeździ się bajecznie. Ale maszynka i tak daje radę. Nie trzeba się bać nagłego hamowania albo przyspieszania. Oczywiście na zakrętach trzeba ostrożnie i powoli. Po przejechaniu pewnie z 3 kilometrów wróciłem pod lądownik, zająłem pozycję, silniczki w ruch.
(http://i.imgur.com/CVrkTvH.jpg)
Zgodnie z założeniami łazik został zadokowany bez najmniejszego problemu. Kopiemy. Tu też znaczny skok wydajności, bo wiertła są cztery, a nie dwa jak w tamtym badziewiu, a gigantory zapewniają odpowiednią ilość prądu, by bez problemu szły drille razem z pokładową rafinerią. W końcu po załadowaniu i złożeniu tego co powinno zostać złożone start.
(http://i.imgur.com/MDSzJdB.jpg)
Lądownik wszystkie testy przeszedł doskonale, dlatego wróciłem do VABu i go... poprawiłem. Z poprawek najbardziej rzucających się w oczy było usunięcie jednego z reflektorów na ramieniu dźwigu, bo dwa prześwietlają zbyt mocno grunt. Minimalnie przedłużyłem też samo ramię, oraz dodałem zupełnie niewidoczną baterię pomiędzy dokiem a obrotnicą modułu transferowego. (przypomniały mi się jaja z clawem i ostrzeżenie, żeby zawsze dawać jakąś część między dokami a elementami z IR)
Tak więc po poprawkach ponownie wyruszyłem w kosmos nowiutkim zestawem. Ponieważ byłem z niego tak bardzo zadowolony, toteż wróciłem do VAB i.... zbudowałem całkowicie nowy lądownik, moduł transferowy i w ogóle cały zestaw. Po czym wysłałem go na orbitę.
(http://i.imgur.com/wO8ASEg.jpg)
Teraz wokół Kerbinu krążą dwa, hm, zwiedzacze. I tak sobie myślę, że oba wykonają dokładnie tę samą trasę. Zrobię sobie porównanie, który lepszy, o :)
-
Jakie to wszystko jest bardzo ładne.
Aprobuję mocno.
-
Jakie to wszystko jest bardzo ładne.
Samo klikanie, że to lubię i wbijanie respów jest za słabe, ale jak tu napisać komentarz bez przesadzonego kadzenia?
Może spróbuję - Piknie żeście to Kadaficku wyrychtowali !!!