Wątek ten powstał z myślą o tych wszystkich nieopowiedzianych historiach, które nieraz przewijają nam się przez głowy podczas tworzenia rakiet lub pojazdów, albo tyczą się dwóch-trzech screenów o których chciałoby się coś napisać i je przy okazji pokazać.
Ogólnie, zasada której chciałbym abyście się trzymali jest dość prosta. Mianowicie, nie postować tu całych rozbudowanych relacji czy długich opowieści z milionem screenshotów. To miejsce ma służyć do publikowania rzeczy zbyt krótkich, aby zrobić z nich relację w osobnym wątku. Tak więc umówmy się, że górna granica ilości obrazków to powiedzmy cztery. Plus oczywiście tekst, który lepiej, żeby miał ręce i nogi, oraz nie kończył się po dwóch zdaniach. Jako przykład zaprezentuję historyjkę, która mnie popchnęła do uruchomienia tego wątku. Miłego czytania!

Młodzieniec siedział za biurkiem i od niechcenia patrzył na sznur pojazdów ciągnący się ulicą poniżej. Była to jedna z wielu wąskich uliczek biegnących między biurowcami, aby ułatwić dojazd zmotoryzowanym pracownikom Centrum Kosmicznego. Jego uwagę przykuło pojawienie się czterech "Karaluchów" na raz. Pamiętał je z dziecięcych lat, gdy były marzeniem każdego. Teraz - w większości zardzewiałe graty, często porzucane przez właścicieli czy to przez chęć pozbycia się samochodu na rzecz nowego, lub może opuszczone ponieważ ci umarli już ze starości. Młody pracownik entuzjastycznie pomyślał "aż cztery na raz!", po czym zaczął wymyślać historię na temat ich kierowców, patrząc na mozolnie poruszające się auta.
Zaczął od czarnego, pędzącego w kierunku przeciwnym niż stał korek. Miał wolną drogę, wszak wszyscy jechali akurat do pracy. Czarny pordzewiały karaluch żyłowany do granic jego możliwości wypruł przez główną bramę i zniknął z pola widzenia. Może żona rodzi? Zapomniał przepustki? Albo po prostu to pracownik kończący nocną zmianę przy budowie jakiegoś ważnego elementu nowego tankowca E4. Spieszyło mu się.
Potem młody kerbal zerknął na pojazd w kolorze zielono-nijakiej-kości słoniowej. Przyjrzał się bliżej. Cały samochód w kupie trzymała chyba tylko siła woli właściciela. Mógłby przysiąc, że zauważył rdzę stale sypiącą się spod auta. Zauważył również łokieć kierowcy, najwyraźniej gestykulującego w aucie. Pewnie ma daleko i nie chce się spóźnić i wścieka się na zawalidrogę. Lub może rozmawia z kimś przez telefon, tłumacząc coś ważnego i wspomaga swój własny umysł wizualizując sobie opisywany przedmiot. To pewnie pracownik Biura Części Znalezionych, tłumaczy jak coś wygląda osobie, która coś zgubiła i dzwoni, żeby to coś odnaleźć. To by wyjaśniało, czemu tak tragicznie wyglądający samochód nadal jeździ. Kierowca jest nie do końca uczciwym pracownikiem i naprawia chałupniczo swojego karalucha częściami podprowadzonymi z pracy.
Dalej stał nowiutki Rolls Khantom, pewnie jakiegoś dyrektora, zapewne szofer prowadził. Za nim natomiast piękny czerwony, godnie reprezentujący klasykę marki KRAP, model B sześćset dwadzieścia jeden, potocznie od lat zwane "karaluchami". To pewnie jedzie jakiś pasjonat, może jakiś starszy inżynier rakietowy spieszący do biura, aby przełożyć na papier kolejną genialną myśl. Lub może to ktoś taki jak ja? Młody praktykant. Zarabiający śmieszne pieniądze i wkładający je w swoje ukochane auto, które może znalazł gdzieś gnijące na szarym końcu pasa startowego i samemu odremontował. Kto wie, może i tak było.
Zanim wlókł się egzemplarz biało-niebieski przypominający radiowóz. Najpewniej został kupiony na jednej z wielu aukcji, gdzie wszelkie służby wyprzedają stary sprzęt. Są nawet śladu po kogucie. Cóż za idiotyczny pomysł, ścigać przestępców czymś takim. Na takich aukcjach często "wygrywają" oczywiście policjanci, dostając to co chcą za bezcen. Ale może temu kierowcy się poszczęściło i faktycznie wygrał aukcję? Musiał być szczęśliwy tego dnia. Kupił samochód o trzy razy większym przebiegu niż normalnie za pół ceny wartości rynkowej. Interes życia. Przynajmniej nie jest zardzewiały i nie pluje białym dymem. Chociaż może to też być jakiś gliniarz, albo ochroniarz Centrum mający znajomości. Spieszy na posterunek, aby dbać o bezpie... - DORSTEDT! Przestań gapić się w to okno i pójdź po kawę. Po drodze zanieś te papiery do działu logistycznego MunarOne.
- Tak jest szefowo! Jak zwykle czarna bez cukru?