Autor Wątek: Motorsport Manager  (Przeczytany 266 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Sob, 04 Lut 2017, 03:52:41

Offline Element4ry

  • Plutonowy
  • ***
  • Wiadomości: 276
  • Reputacja: 38
    • Zobacz profil
Przez ostatnie kilka tygodni mój ograniczony czas nie pozwala na granie na okrągło. Przypomniał mi się Motorspor Manager o którym z resztą słyszałem już dużo wcześniej i miałem go w pewnym sensie "na oku". W wolniejszej chwili przysiadłem do tego tytułu z nadzieją, że dam radę pograć od czasu do czasu pół godzinki czy tam godzinkę i... tak właśnie się stało. Zarządzanie moim zespołem, czyli "przejechanie" wyścigu i okoliczne zajęcia zajmowały mi około 40 minut.

Jednak zacznijmy od początku. W końcu to coś na kształt recenzji/relacji. Gra wita nas całkiem przejrzystym menu w którym mamy do wyboru kilka opcji: rozpoczęcie trybu kariery, szybki wyścig i jakieś wyzwania (jeszcze nie próbowałem, tak więc nie wiem jakie to wyzwania). Zacząłem od kariery - mamy do wyboru trzy serie mistrzostw w których możemy prowadzić nasz zespół: mistrzostwa świata, superpuchar azji i pacyfiku oraz zawody w europie. W tej własnie kolejności ważności i stopnia zaawansowania pojazdów. Można rzec, że mistrzostwa świata są ekwiwalentem F1, natomiast zawody europy to coś w rodzaju półprofesjonalnej F2. W tych trzech seriach uczestniczy łącznie 30 zespołów, które są po równo rozdzielone pomiędzy wszystkie trzy serie. W miarę jak kolejne sezony wyścigowe mijają, drużyny mogą awansować lub spadać do niższej klasy - zależnie od tego jak idzie im w zawodach.

Zacząłem od rozpoczęcia sezonu w europejskiej serii, przyjrzałem się drużynom - każda reprezentuje inny poziom. Od najlepszego zespołu mającego ogromne zasoby finansowe, zaplecze techniczne, świetnych kierowców i mechaników - Garuda Racing; aż po Predator Racing Group nie mającego nic, poza dziadowskim autem oraz kierowcą z potencjałem i przyzwoitym mechanikiem.
Wybrałem Predatora. Hard mode, bo co to za zabawa mieć wszystko, włącznie z wymaganiami prezesa.
Natomiast prezez Predatora cieszy się nawet jak zespół jest ostatni w tabeli - coś dla mnie. Warto nadmienić, że prezes - postać finansująca zespół - może nas wywalić z posady lidera zespołu jeśli zawiedziemy jego oczekiwania czyniąc go nieszczęśliwym. Prezesa Predatora bardzo ciężko zawieść, gdy ten nie spodziewa się żadnych zwycięstw.

Jeden szybki rzut oka później, porównujący mój zespół z innymi, przyniósł myśl: "przecież nie może być aż tak tragicznie". Łącznie mam trzech kierowców albo raczej jednego kierowcę i dwie kierownice, bo to babki. Największy poziom i potencjał reprezentuje właśnie jedna z nich - Ines Santa Ana jako jeden z dwóch głównych kierowców. Drugim głównym kierowcą jest William Evans, natomiast jako kierowca rezerwowy figuruje Katie Linares.
Rozkazuję mechanikom pracować nad poprawieniem osiągów poszczególnych części moich bolidów z nadzieją, że może dam radę nie dojechać na końcu stawki dwudziestu kierowców. Wybieram sponsorów - jakieś ruskie linie lotnicze dają mi milion funtów od ręki i 75 tysięcy za każdy wyścig w ktorym zdobędę szesnastą pozycję (lub wyższą). Milion funtów, nie w kij dmuchał. Co ja mogę zrobić z milionem funtów? Każę zaprojektować nową, lepszą część do jednego z aut! Na nowy silnik mnie nie niestety nie stać. Skrzynia biegów kosztuje akurat milion - ważna część, więc biorę. Dwa tygodnie przed wyścigiem ma być gotowa.
Przewijam czas - nowa skrzynia biegów siedzi w bolidzie Santa Any, mechanicy nadal pracują nad poprawą niezawodności i osiągów.

Przewijam czas do wyścigu nad morzem czarnym, prognozowany deszcz i chłód. Te czynniki mogą zadziałać na moją korzyść, jednak niezawodność nowej skrzyni biegów pozostawia wiele do życzenia więc liczę, że wytrzyma. Sesja treningowa wykazała, że czasy okrążeń plasują moich kierowców na dwóch ostatnich pozycjach, nawet pomimo dobrych ustawień samochodów, które udało się mechanikom właściwie dobrać. Na szczęście wyniki sesji treningowej nie wpływają na pozycję startową w europejskich zawodach. Nie ma również kwalifikacji tak jak w innych seriach wyścigów - kolejność startowa jest odwrotną klasyfikacją ogólną a to sprawia, że najgorsi kierowcy startują z początku stawki. To jednak pierwszy wyścig mojego zespołu, więc starujemy ze środka.

Wyścig ma trwać dwanaście okrążeń, regulamin nakazuje, że maksymalna ilość paliwa jaką auto może zabrać na tor to 40% całego wyścigu. Oznacza to po dwa pit-stopy na kierowcę. Rozkazuję więc założyć opony z miękkiej mieszanki i zabrać paliwo na pięć okrążeń. Prognoza mówi, że ma padać deszcz około cztery okrążenia po starcie, więc dodatkowe paliwo jest rezerwą przeznaczoną na konieczność przyciśnięcia śruby z początku - bo auta pochłaniają więcej paliwa, gdy każemy kierowcom jechać szybciej. A planuję na starcie wycisnąć z moich herosów ostatnie poty a samochody zmusić do jazdy z najwyższą możliwą prędkością. Taką też taktykę ustawiam na początek wyścigu.

W końcu niepewnie patrzę na światła startowe gasnące regularnie. Ruszyli. Pierwsze okrążenie moi kierowcy utrzymują się tam gdzie zaczęli po czym zaczynają tracić pozycję po pozycji. Na czwartym okrążeniu zjeżdża Santa Ana - rozkazuję założyć opony przejściowe, dotankować i oszczędzać auto po wyjeździe na tor. Przewidywana ostatnia pozycja po wyjeździe, tor jeszcze suchy ale już zaczyna kropić. Gdy Santa Ana wyjeżdża, Evans zdążył stracić trzy pozycje - jest piętnasty, ale i tak musi zjechać zmienić opony. Cała stawka jedzie już nieco wolniej przez opady.
Pada coraz mocniej, inni kierowcy zjeżdżają - Santa Ana zyskuje kilka pozycji dzięki czasowi nadrobionemu dzięki wcześniejszej zmianie opon. Siódme okrążenie, Santa Ana na czternastej pozycji, skrzynia biegów się sypie - rozkazuję jej oszczędzać auto. Evans przedostatni, ogólny stan auta zły, czasy tragiczne. Gość sobie całkiem nie radzi podczas deszczu.
Dziewiąte okrążenie - przeciwnicy też mają problemy. Jakiś brazylijczyk odpada z wyścigu przez problemy techniczne. Dobra nasza, Evans dziewiętnasty! Santa Ana, a okrążenie później Evans, zjeżdżają po opony z miękkiej mieszanki, przeznaczone na suchą nawierzchnię. Po wyjeździe kierowcy zajmują dziewiętnastą i siedemnastą pozycję.
W połowie jedenastego okrążenia Santa Ana zostaje wyprzedzona przez jakiegoś anglika, którego bolid zaczął efektownie kopcić jakieś pół okrążenia później - kolejny odpada z wyścigu. Przynajmniej nikt już nie będzie próbował wyprzedzać...

Kończąc ten przydługi tekst powiem, że reszta sezonu czyli kolejne dziewięć wyścigów, wykazała tendencję wzrostową a nawet udało się jeden wyścig wygrać!