Szukam pomocy w stylu "masz rację/nie masz racji", z argumentami i ciekawymi pomysłami.
Najpierw założenia, całkowicie (przynajmniej w tym... stuleciu?) fikcyjne:
- Na orbicie geostacjonarnej Ziemi znajduje się stacja kosmiczna z ludźmi (jak ISS), nazwijmy ją Stacją.
- Odkryto superwytrzymały i jednocześnie niezwykle lekki materiał, nazwijmy go SuperMat.
Na Ziemi, w punkcie dokładnie pod Stacją rozpoczęto budowę Wieży. Jako budulca korzysta się z SuperMatu. Wieża jest coraz wyższa, osiąga coraz wyższe partie atmosfery, w końcu najwyższe piętra znajdują się w kosmosie, zaledwie kilka centymetrów od Stacji. Dzięki wytrzymałości SuperMatu, Wieża opiera się wszelkim przeciwnościom i dumnie stoi bez najmniejszych nawet wstrząsów.
Zgodnie z teorią grawitacji, siła przyciągania między dwoma obiektami jest odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między centrami masy tych dwóch obiektów. Ponieważ Wieża jest wykonana z bardzo lekkiego SuperMatu, centrum masy Ziemi nie przesunęło się, więc Stacja nadal orbituje tak, jak wcześniej.
Orbitowanie to sytuacja, w której siła odśrodkowa obiektu (uzyskiwana przy zwrocie grawitacyjnym rakiety) jest silniejsza lub równa sile grawitacyjnej. Gdyby Stacja (lub ISS) stała w miejscu - ani nie orbitowała, ani nie spadała z powodu grawitacji Ziemi, na jej pokładzie istniałaby normalna grawitacja (delikatnie obniżona ze względu na odległość od Ziemi). Na Stacji (lub ISS) istnieje jednak wirtualny brak grawitacji ze względu na to, że Stacja cały czas spada (podobny efekt można zaobserwować na lecących w dół samolotach lub w dowolnym innym obiekcie, który spada). Nie spadnie jednak całkiem na Ziemię, ponieważ nadana siła odśrodkowa sprawia, że jednocześnie ze spadaniem Stacja ucieka od Ziemi. Obydwie siły wyrównują się.
Stacja "dokuje" do czubka Wieży. Co się dzieje?

Moje 2 hipotezy:
Bez zmianMieszkańcy stacji nie odczują żadnej różnicy. Według mnie najmniej "widowiskowe" wyjście i mam szczerą nadzieję, że niepoprawne
GrawitacjaTa opcja najbardziej by mnie zadowoliła - Stacja jest w tym momencie czymś w rodzaju kolejnego piętra Wieży, położonym bardzo wysoko. Przyciąganie grawitacyjne na Mount Everest i w Głębi Challengera (dno Rowu Mariańskiego) jest prawie identyczne, różnica wynika jedynie z odległości od centrum masy - różnica 20 kilometrów przy średnim promieniu Ziemi wynoszącym 6371 kilometrów, oraz promieniu SOI Ziemi równym ~925000 kilometrów jest raczej małe. Orbita geostacjonarna przebiega na wysokości około 36 tysięcy kilometrów, więc to w porównaniu do SOI Ziemi już troszkę więcej, ale i tak mało - odległość od Ziemi do orbity geostacjonarnej wynosi około 4% odległości od Ziemi do krańca SOI.
Zakładając, że jeszcze zanim Stacja została podpięta, ktoś postanowił wejść na sam szczyt Wieży. Na szczycie odczułby tylko delikatnie mniejsze przyciąganie grawitacyjne, żadnego "0 G" - ponieważ Ziemia się obraca z zadaną szybkością, każde kolejne piętro Wieży porusza się nieco szybciej od poprzedniego. Człowieczek, wchodząc na kolejne piętra, zwiększałby jednocześnie swoją prędkość orbitalną (mimo, że ze swojego układu odniesienia nie zauważyłby tego - wszak przez całą drogę nie oderwał się nogami od podłoża).
A więc? W chwili, gdy Stacja dotknie czubka Wieży, nastąpi efekt podobny do delikatnego "spadnięcia" na Ziemię - po prostu pojawi się tam grawitacja i nagle wszyscy spadną.
Niestety, mimo wszystko ciężko mi przyjąć do wiadomości, by hipoteza nagłego pojawienia się grawitacji była tą poprawną, dlatego proszę was o prezentację argumentów za/przeciw moim hipotezom, ewentualnie prezentację swoich.
Powodzenia!