-
Cel tematu jest prosty jak dzida predatora - dzielenie się najlepszymi filmami z gatunku Sci-Fi, czyli statki kosmiczne, obce planety i formy życia, misje kosmiczne, podróże w czasie i wiele innych.
Żeby temat jako tako wyglądał, dajemy tytuł utworu w oryginale i jego ew. tłumaczenie, data premiery oraz link do opisu na FW. Okładka też będzie miłym dodatkiem. Dopuszczam krótką notkę (Wasza opinia, zdanie etc.) Można dodać na początku tagi (KOSMOS, PRZYSZŁOŚĆ, PODRÓŻE W CZASIE etc.)
WZÓR
[si*ze=18pt]- TYTUŁ FILMU/[i*]ORYGINALNY TYTUŁ[/i] (DATA)[/size] [url*=LINK DO FILMWEBU]INFO[/url]
[img*]http://PLAKAT/OKŁADKA[/img]
Oczywiście bez "gwiazdeczek".
To ja może zacznę (pewnie wszystkich moich ulubionych tutaj nie wymienię, ale jak mi się przypomni, to wrzucę)
SPACE
Kwadrologia Obcego:
- Obcy - 8. pasażer Nostromo/Alien (1979) INFO (http://www.filmweb.pl/Obcy)
(http://1.fwcdn.pl/po/09/80/980/7518072.3.jpg?l=1358825605000)
- Obcy - decydujące starcie/Aliens ( 1986) INFO (http://www.filmweb.pl/Obcy.Decydujace.Starcie)
(http://1.fwcdn.pl/po/09/94/994/7518073.3.jpg?l=1358825607000)
- Obcy 3/Alien³ (1992) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Obcy+3-1992-8243)
(http://1.fwcdn.pl/po/82/43/8243/7517909.3.jpg?l=1358780391000)
- Obcy: Przebudzenie/Alien: Resurrection (1997) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Obcy%3A+Przebudzenie-1997-134)
(http://1.fwcdn.pl/po/01/34/134/7517908.3.jpg?l=1358780202000)
Klasyka gatunku, raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Można też dorzucić do universum obcego
- Obcy kontrra Predator/AVP: Alien vs. Predator (2004) INFO (http://www.filmweb.pl/Obcy.Kontra.Predator)
(http://1.fwcdn.pl/po/75/55/107555/7528756.3.jpg?l=1362405261000)
- Obcy kontra Predator 2/AVPR: Aliens vs Predator - Requiem (2007) INFO (http://www.filmweb.pl/2.Obcy.Kontra.Predator)
(http://1.fwcdn.pl/po/06/36/300636/7176411.3.jpg?l=1354593080000)
chociaż moim zdaniem nie są to górnolotne pozycje. Natomiast
- Prometeusz/Prometheus (2012) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Prometeusz-2012-523230)
(http://1.fwcdn.pl/po/32/30/523230/7427431.3.jpg?l=1346900083000)
jest już dziełem ambitnym i umożliwiającym dyskusję i snucie domysłów w świecie alienów (wszyscy, co lubią mieć podane "na tacy" się mogą rozczarować).
No ale skoro mamy aliena, to mamy i jego kompana:
- Predator/Predator (1987) INFO (http://www.filmweb.pl/Predator)
(http://1.fwcdn.pl/po/88/66/8866/7517886.3.jpg?l=1358776615000)
- Predators/Predators (2010) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Predators-2010-509652)
(http://1.fwcdn.pl/po/96/52/509652/7327697.3.jpg?l=1347506927000)
czyli kolejny kultowy klasyk i jeden z moich ulubionych filmów z dzieciństwa oraz jego całkiem udany offspin. Jest też "dwójeczka", ale ją sobie darujemy :D
Inne warte obejrzenia filmy:
- Ukryty wymiar/Event Horizon (1997) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Ukryty+wymiar-1997-559)
(http://1.fwcdn.pl/po/05/59/559/7364384.3.jpg?l=1300418881000)
Moim zdaniem troszkę zmarnowany potencjał, ale niezły klimat. No i kolejny popis naszych tłumaczy.
- Moon/Moon (2009) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Moon-2009-473111)
(http://1.fwcdn.pl/po/31/11/473111/7234057.3.jpg?l=1232482607000)
Fajny motyw z jednoosobową bazą na Księżycu, niezłe efekty i design, był potencjał, ale brakuje "strzału w papę". Ale obejrzeć warto.
- Niepamięć/Oblivion (2013) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Niepami%C4%99%C4%87-2013-535756)
(http://1.fwcdn.pl/po/57/56/535756/7539332.3.jpg?l=1366341980000)
Mnie zachwycił. Wiele odniesień do innych, kultowych filmów oraz mistrzowskie efekty i niezła historia.
PRZYSZŁOŚĆ
- Pamięć absolutna/Total Recall (1990) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Pami%C4%99%C4%87+absolutna-1990-1459)
(http://1.fwcdn.pl/po/14/59/1459/7306863.3.jpg?l=1363354457000)
Kolejny nieśmiertelny klasyk dzieciństwa. Wszyscy pamiętamy babeczkę z trzema cyckami :D
- Raport mniejszości/Minority Report (2002) INFO (http://www.filmweb.pl/Raport.Mniejszosci)
(http://1.fwcdn.pl/po/77/38/7738/7381613.3.jpg?l=1350272325000)
Szczegółowy jeśli idzie o "świat przedstawiony".
- Zapłata/Paycheck (2003) INFO (http://www.filmweb.pl/Zaplata)
(http://1.fwcdn.pl/po/48/70/94870/6950390.3.jpg?l=1353900876000)
Pamiętam, że oglądałem go z dubbingiem, co rzadko się spotyka w filmach, które nie są dla najmłodszych.
- Wyspa/The Island (2005) INFO (http://www.filmweb.pl/Wyspa)
(http://1.fwcdn.pl/po/72/72/127272/7107831.3.jpg?l=1348542128000)
Jeśli Scarlett nie jest wystarczającym powodem do obejrzenia tego filmu, to może zachęci Cię jego moralna strona.
- Łowca androidów/Blade Runner (1982) INFO (http://www.filmweb.pl/Lowca.Androidow)
(http://1.fwcdn.pl/po/07/34/734/7121420.3.jpg?l=1347713925000)
Kultowy film sci-fi z zapadającą w pamięć muzyką Vangelisa.
- Wyścig z czasem/In time (2011) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Wy%C5%9Bcig+z+czasem-2011-587175)
(http://1.fwcdn.pl/po/71/75/587175/7390945.3.jpg?l=1346987788000)
Kolejny film, którym byłem miło zaskoczony. Nie zrażajcie się Justinem, daje radę.
PODRÓŻE W CZASIE
- Wynalazek/Primer (2004) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Wynalazek-2004-108799)
(http://1.fwcdn.pl/po/87/99/108799/7050816.3.jpg?l=1194837763000)
Niszowy film traktujący o cofaniu się w czasie. O stopniu jego zagmatwania niech świadczy fakt, że na necie są rozpiski linii czasowych (9!) i schematy jak działa "wynalazek". Film, którego się nie łapie za pierwszym razem.
- Looper - Pętla czasu/Looper (2012) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Looper+-+P%C4%99tla+czasu-2012-569908)
(http://1.fwcdn.pl/po/99/08/569908/7492065.3.jpg?l=1349257374000)
Bruce tym razem podróżuje w czasie i nawet mu to wychodzi. Nieskomplikowany.
- 12 małp/Twelve Monkeys (1995) INFO (http://www.filmweb.pl/12.Malp)
(http://1.fwcdn.pl/po/12/10/1210/7380639.3.jpg?l=1348286298000)
Bruce po prostu lubi ten sport.
- Powrót do przeszłości/Back to the Future (1985) INFO (http://www.filmweb.pl/film/Powr%C3%B3t+do+przysz%C5%82o%C5%9Bci-1985-8823)
(http://1.fwcdn.pl/po/88/23/8823/7334729.3.jpg?l=1281666875000)
Tego klasyka chyba nie trzeba przedstawiać. O dziwo kolejne części są równie dobre jak pierwsza.
- Memento/Memento (2000) INFO (http://www.filmweb.pl/Memento)
(http://1.fwcdn.pl/po/76/56/7656/7468078.3.jpg?l=1340078224000)
Może nie do końca sci-fi i nie do końca podróże w czasie, ale film zasługuje na to, żeby tu być, ponieważ sceny są ukazywane widzowi... od końca! Widzimy koniec filmu a zaskoczeniem jest dla nas jego... początek! Z gatunku "muszę obejrzeć jeszcze raz, bo nie do końca kapuję".
- Terminator 2: Dzień sądu/Terminator 2: Judgment Day (1991)
(http://1.fwcdn.pl/po/09/92/992/7517879.3.jpg?l=1358775427000)
Najlepszy z najlepszych, więc reszty "Elektronicznych Morderców" nie będę wklejał.
To tylko wierzchołek góry lodowej i temat będę kontynuował (mam nadzieję, że z waszą pomocą), ale teraz się już rozpływam od upału :D Mam nadzieję, że dzięki temu wielu z nas obejrzy coś, czego wcześniej nie znało a co jest warte obejrzenia. Oczywiście wielu, wielu klasyków tutaj nie dałem, ale na pewno przyjdzie na nie pora. Jeśli znajdziesz/znalazłeś coś dla siebie, niezmiernie mi miło.
Tylko dbajcie o estetykę, to będziemy mieć forumową encyklopedię ;)
-
Blisko połowa to typowe block bustery - obejrzeć i zapomnieć.
Klasyków podałeś tylko parę.
Z "Obcego" - 4 część mogłaby nie istnieć.
Predator vs Alien - wszystkie to próby nieudolnego wyciśnięcia grosiwa z fanów gier.
Tylko 1 i 2 Predator liczy się jako wartościowy film.
Predators - kompletne przeinaczenie Predatora.
Prometeusz - Od biedy ujdzie, ale też skopany w imię większej widowiskowości.
Łowca androidów - Niezły film. Ale książka o niebo lepsza.
Niepamięć - Fabuła do kitu. Patetyczność i show. Może Amerykanie to lubią.
Event horizon - Niezły. Jak na amerykański SF. Do kompletu dodałbym jeszcze "Kulę" i "Cube" - ale tylko pierwszą część.
Pamięć Absolutna - Masz farta, że to pierwszy film, a nie ten ostatni remake.
Wyścig z czasem - Do obejrzenia, nawet ciekawy. Ale kultowy nie będzie.
Zapłata - Musiałem obejrzeć trailer, żeby sobie przypomnieć. To już coś mówi o filmie.
Wyspę ostatnio puścili w TV. Typówka klasy B. Wolałem "Impostora".
Primer - nie widziałem.
Loopers - No cóż. Bruce już blisko emerytury, musi sobie dorobić czasem.
12 Małp - Tu był znacznie lepszy.
Powrót do przyszłości - Kino familijne w klimacie SF. Do obejrzenia w niedzielny poranek z całą rodziną.
Terminator - Tylko 1 część była dobra. Dwójka to próba poprawienia dobrego, trójka i dalsze - obcinanie kuponów.
A gdzie:
- Metropolis?
- Johny Mnemonic?
- Kula? (wiem, wspomniałem)
- Cube? (wiem, wspomniałem - i dwie następne cześci)
- 2001: Space Odyssey?
- Pełnometrazówki Star Trek?
- Coś?
- Ghost in the Shell?
- Equilibrum?
- Fahrenhaid 451
- Głębia?
- Incepcja?
- Mój własny wróg?
- Droga?
- Księga Ocalenia?
- Mad Max?
- Mroczne Miasto?
- Piąty Element (tak... wiem, Bruce w akcji...)
- Saturn 3?
- Tron (pierwszy z 1982)
No i na koniec coś co warto zobaczyć dla samego kiczu: :D
- Blob zabójca (stary i remake)
- Plan 9 z kosmosu ( i inne filmy Edwarda D. Wooda Juniora - Najgorszego reżysera w historii kina). :)
-
No Mad max to nie sci-fi tyko raczej post-apo
Polecam za to Star Wars oraz Ja, robot, zwłaszcza to drugie
-
Filmy Postapokaliptyczne są jak najbardziej SF - pokazują, co się dzieje jak będzie za dużo SF. :)
Jak ktoś lubi rzeźnię technologiczną to jeszcze:
- Virus
- Death Machine
-
To w takim razie bardzo polecam Wodny świat
-
Madrian, każdy lubi co innego, filmy zaproponowane przez Ciebie miały się pojawić, znam je wszystkie, ale ten temat mieliśmy tworzyć wspólnie, co zresztą było moim zamysłem, ja tylko zacząłem i podałem kilka przykładów. Ale jak widzę lepiej wytykać niż samemu poświęcić trochę czasu i wrzucić kilka pozycji :P
No i gusta są różne, to co tobie się podoba, innemu nie musi, unikajmy tutaj stawiania się w roli wyroczni.
-
@Madrian - Wysypać wór tytułów każdy potrafi, zamiast tego mogłeś polecić 3-8 filmów ładnie przedstawionych, tak jak zrobił to Wawrzyn. A całej dobrej filmoteki przecież nie przytoczy, to robota na kilka godzin. A że są tam filmy uznane za słabe? Co z tego, tobie nikt nie zabrania dodawać tytułów, analogicznie jak to jest z modami do KSP w odpowiednim dziale. Ale przyłóż się trochę, znajdź chociaż plakat i napisz te dwa zdania.
-
Nowy film o podróży na księżyc Jowisza, Europę. Dość realistyczny.
Europa Report (2013)
http://www.filmweb.pl/film/Europa+Report-2013-633417 (http://www.filmweb.pl/film/Europa+Report-2013-633417)
(http://film.org.pl/wp-content/uploads/2013/05/europa-report-small-1367908420.jpg)
i jest na kinomaniaku w dobrej kopi... :)
-
Najfajniejsze w tym filmie jest to, że nie mając pierdylionowego budżetu, jak np. Elizjum, czy Grawitacja, postawił na realizm i formę dokumentu, czy też właśnie "raportu". A więc mamy tutaj start faktycznej jednostki, prawdziwe ujęcia Ziemi czy Jowisza z kosmosu, oglądając newsa z tv przyłapałem się, że czytam informacje z paska na dole, brak jakichś znanych aktorów (może poza gościem z Dystryktu 9 i faceta, co grał Blomkvista z oryginalnej serii Millenium) i surowość wykonania moim zdaniem wyszedł temu filmowi tylko na dobre. No i fajnie się patrzy na panią oceanolog, urodziwa. Ale nic dziwnego, w końcu to polska aktorka/modelka :D
-
Grawitacja 2013] http://www.filmweb.pl/film/Grawitacja-2013-564230# (http://www.filmweb.pl/film/Grawitacja-2013-564230#)
(http://1.fwcdn.pl/po/42/30/564230/7570055.3.jpg?l=1380068498000)
Bardzo polecam. Dla fanów kerbalów film idealny
-
....
O jak bardzo się zgadzam w większości przypadków. Zwłaszcza jeśli o Obcego, Predatora i Terminatora chodzi. Nie zgodzę się tylko jeśli chodzi o "Niepamięć" - według mnie zwrot fabularny całkiem niezły. Nie zapisze się wśród klasyki SF, ale obejrzałem z wielką przyjemnością.
Że wśród rzekomej filmoteki SF nie ma żadnej części "Odysei" to wstyd i hańba. Owszem, oryginalna jest tak nudna, że ciężko to obejrzeć, ale jako film SF nie ma sobie równych. Można ją traktować niemal jako dokument.
-
@up
A kto powiedział że lista jest zamknięta i kompletna? Sci-fi to tak szeroki gatunek, że niełatwo spamiętać nawet te najpopularniejsze tytuły, zwłaszcza w tak szerokim spisie. Masz prawo zrobić własny wpis z krótkim opisem i plakatem, za co pewnie dostałbyś kilka polubień. No, ale postawa roszczeniowa i krytykanctwo to w internecie nic nowego.
Owszem, oryginalna jest tak nudna, że ciężko to obejrzeć, ale jako film SF nie ma sobie równych. Można ją traktować niemal jako dokument.
Jeśli film jest nudny, to jest do bani. Opierasz swoją pozytywną opinię na cudzym zdaniu, skoro film tobie się nie podoba? Bardzo dobrze świadczy to o twoim guście. Z twojego postu wynika też, że filmy Science-fiction polegają na byciu nudnymi.
-
Nie zrozumiałeś. Jako film, biorąc pod uwagę współczesne standardy jest okrutnie rozwleczony. Trwające po kilka minut sceny w których leci sobie statek kosmiczny wywołują ziewanie. Ale przecież tak właśnie wyglądają misje kosmiczne - godziny, dni, tygodnie, kiedy to nic się nie dzieje. Zaczynasz kumać, czy wytłumaczyć, jak krowie na rowie?
-
Nie rozumiem, wytłumacz mi to, proszę.
-
Spokojne sceny (nudne) w "Odysei kosmicznej" są elementem budowy klimatu filmu. Budują poczucie izolacji i osamotnienia u widza. Stawiają bohaterów wobec ogromu wszechświata, który jest tak wielki, że nie można go wypełnić niczym, szczególnie - działalnością człowieka. Największe osiągnięcie ludzkości - statek kosmiczny, zdolny do podróżny na inną planetę - jest nic nieznaczącą drobiną.
Na tym tle, buduje się reszta fabuły.
Przeciwieństwo widzimy w innych filmach, gdzie kosmos jest przedstawiany niczym większa wersja miasta - pełno w nim ludzi (tudzież innych ras), statków kosmicznych, a wszystko to po to, by pokazywać efektowne wybuchy.
Albo idziemy oglądać efektowne wybuchy i wtedy tło i fabuła nie ma znaczenia, albo idziemy na wizję przyszłości, stawiającą pytania o dalszą egzystencję człowieka i jego cywilizacji. Tutaj - obie "Odyseje" są wspaniałą perłą kinematografii. Film, który obejrzysz raz i pamiętasz na całe życie.
A produkcje takie jak np. Avatar, teraz "Elizjum" czy podobne -0 obejrzy się raz, a za dwa -trzy lata będą tylko "a faktycznie, było kiedyś coś takiego...".
Stąd, niektóre z wyżej zaproponowanych filmów, to są de facto "mordobicia" w klimatach SF - równie dobrze można by je wcisnąć w każdy możliwy scenariusz i sytuacje geopolityczną i czasową.
To nie jest zatem kino kategorii SF.
Czasem, efektowna akcja, zmierzająca do wielkiego finału - jest uzasadniona. Np Equilibrium, gdzie film opowiada o walce z nieludzkim system zaprzeczającym istocie człowieka. Tam długie i rozwlekłe monologi nie miały by sensu.
Choć np. w "V jak Vendetta", też świetnie uniknięto efekciarstwa, zmieniając głównego bohatera na postać drugoplanową - przyczynę i skutek, którego działania rozwijają się w tle. A my widzimy jako bohaterów, zwykłych ludzi, po różnych stronach barykady, połączonych osobą samego V. Tam są dwie sceny walki. Pierwsza wprowadza głównego oponenta na scenę, druga go z niej zdejmuje. I przez to są niezwykłe
Artyzm.
A takie np. "Gwiezdne wojny - Nowa nadzieja" - Gdyby nie otoczka, czyli komplementarny wszechświat, sam film jest denny do bólu. Wybraniec, ocalone dziecko, idzie przez galaktykę, ratuje księżniczkę z pomocą pirata i jego kumpla, a potem razem piorą po pyskach złego, czarnego rycerza. To co zbudowano na podstawie tego "dziełka" - przerosło je wielokrotnie. Fajerwerk, goni fajerwerk i wielkie BUUUM na końcu.
Nuda...
Albo takie "Metropolis"... Nikt tam nikogo nie bije. Nic nie wybucha, choć na koniec woda topi resztki. Sceny są nudne i niezrozumiałe. Film niemy. Ścieżka "dialogowa" to kilkanaście plansz z napisami.
A w krótkie, kilkadziesiąt minut, mamy tam prawdziwy pokaz prawdziwego SF.
Widzimy jak chciwość i nienawiść pogrąża cywilizację, a ratuje ją poświęcenie i miłość.
I to jest dobre kino SF, a nie to, gdzie więcej stacji bojowych wybuchło i im dziwniejszego obcego pokazali.
-
@Madrian, zupelnie sie zgadzam. Zarowno jak chodzi o "Odyseje" jak i o gwiezdne wojny. GW, jest klasykiem sc-fi, ale nie do końca wiem dlaczego. Przyjemnie sie to oglada, no i tyle... zadnych głębszych przemyśleń po filmie sie nie da wysnuć. A jak jz kogoś nudzą Odyseje, to zapraszam na Sunshine! Widz tez czuje tą samotność i pustke a zarazem cudowne efekty specjalne i muzyka. Sunshine, zdecydowanie jeden z najlepszych sc-fi ostatnich lat...
-
Jestem właśnie po obejrzeniu Grawitacji - ciężko mi cokolwiek powiedzieć, miałem spore wątpliwości przed seansem, a po nim nadal telepię się z wrażenia... Majstersztyk, dawno nie widziałem tak dobrego filmu katastroficznego.
-
Grawitacja raczej nie jest filmem Sci-fi :) Ale popieram, podejście twórców do szczegółów, efekty komputerowe których zadaniem jest stworzyć scenerię a nie zaskoczyć superefektownymi eksplozjami ze świetnie oddanymi warunkami niskiej grawitacji i bardzo głęboką warstwą metaforyczną czyni film niezwykły.
-
GW, jest klasykiem sc-fi, ale nie do końca wiem dlaczego.
Zauważyłeś że większość filmów w większym lub mniejszym stopniu wzorowanie są na GW?
-
Pozwolę sobie na lekki odkop, a to dlatego, że właśnie wróciłem z kina, gdzie sobie z przyjemnością obejrzałem film pt "Marsjanin".
(http://www.film.ru/sites/default/files/movies/posters/martian_ver2_xlg.jpg)
W przeciwieństwie do największego chłamu ostatnich lat, czyli "Prometeusza", "Marsjanin" okazał się być filmem całkiem, naprawdę całkiem niezłym! Są pewne dziury logiczne i naciągania, ale zdecydowanie mniejsze, niż na przykład w również nienajgorszej "Grawitacji". Ujęcia niezłe, idea niezła, realizacja nie pozostawia wiele do życzenia, gra aktorów też niczego sobie. Twórcy bardzo starali się oszczędzić nam steku bzdur i myślę, że im się udało. Jest może kilka pomysłów dość, no, słabych, ale sporo całkiem niezłych, więc generalnie zdecydowanie polecam!
PS. Szczególnie, że jeszcze grają go w 3D :)
-
A pacz, właśnie rozważałem zabranie na ten film swej połowicy, żeby mieć święty spokój. A tu proszę - okazuje się, że warto :) Tym bardziej pójdę!
-
W wakacje wciągnąłem w ciągu jednego dnia książkę "Marsjanin". Jeśli film jest choć w połowie tak dobry jak ona to muszę znaleźć trochę wolnego czasu i wybrać się do kina.
-
Jest wysoce prawdopodobne, że Twoja połowica zniesie Marsjanina całkiem nieźle Element. Bo film to Robinson Cruzoe, albo Cast Away, tylko w nieco odmiennej scenerii. A to co się szczególnie spodoba graczom w KSP, to fakt, że nareszcie ktoś sobie przypomniał co to takiego m/s przy próbach dokowania, bądź przejęcia ładunku, oraz, co nie mniej nowatorskie, można pokazać trajektorię lotu, trochę matematyki i okazuje się, że 3/4 widzów jednak z seansu nie ucieka.
-
Skoro podobał Ci się film Kadaf, to muszę Ci polecić wyżej wspomnianą książkę
-
Ja polecam :
Wojna światów tę z (1953) oraz tą nową z 2005 .
Marsjanie atakują (1996) ( Klasyk komedii SF)
Misja na marsa (2000) .
Last days on mars ( 2013) ( Horror SF. Też całkiem niezły. ).
-
Marsjanina polecam wszystkim (książkę + film)
Dziwię się jednak że nie ma tu nic o Interstellar, wg mnie film wybitny mimo to że to bardzo "trudny" film i wymagający dużo skupienia, mogę z czystym sumienie powiedzieć że to jeden z trzech filmów które każdy powinien zobaczyć w życiu
https://www.youtube.com/watch?v=0vxOhd4qlnA
-
No ja akurat interstellara nie polecam wcale. Film w żadnym punkcie nie nawiązuje nawet luźno do science. Tyle samo w nim elementów naukowych, co w królewnie śnieżce. A fabuła też jest marna i, no sorry, trudną bym jej nie nazwał, po prostu nie trzyma się kupy, co w marnym świetle może uchodzić za ambitną, bo pozostawia jakieś tam może pytania, tyle że nie bardzo wiadomo o co ani jakie.
-
Na Marsjaninie byłem w kinie. Film był genialny, oczywiście jest w nim kilka błędów, ale można bez problemu przymknąć na nie oko i cieszyć się filmem. Kto nie był niech się śpieszy bo już go wycofują ;)
Natomiast Interstellar.... nie. Obejrzałem jakieś 40 minut i wyłączyłem, bo zaczynałem przysypiać. Marsjanin trzymał ciągle w napięciu, Interstellar w ogóle...
-
Film w żadnym punkcie nie nawiązuje nawet luźno do science. Tyle samo w nim elementów naukowych, co w królewnie śnieżce.
Niekoniecznie, przecież twórcy poprosili o wsparcie merytoryczne Kipa Thorne'a i wykreowali czarną dziurę jak najbardziej zgodną z przewidywaniami fizyków teorytyków. Istnienie tuneli czasoprzestrzennych dopuszcza teoria względności (nie pamiętam czy ogólna, czy szczególna), a zbadanie wnętrza Gargantui raczej byłoby trudne do wykonania, więc nie wiadomo, czy końcówka nie jest prawdziwa.
I jeszcze jedno: oceniać Interstellara nie obejrzawszy go do końca to błąd. Uwierz mi angorek,ale oglądałem go kilka razy i w drugiej połowie się rozkręca, końcówka elegancko wyjaśnia większość wątków, a że jest wiele niedopowiedzeń-taki urok tego filmu.
Mnie się on podobał. Ale to moje subiektywne zdanie ;).
-
No każda możliwa teoria wejścia w czarną dziurę przewiduje rozmazanie pilota na miazgę grubości neutronu. Planeta krążąca wokół czarnej dziury, żeby utrzymała tor kołowy powinna zapierrrrrrdalać ze znaczącym procentem prędkości światła i prawie na pewno była by zawsze zwrócona jedną stroną w kierunku powyższej. Czyli nie mogła by mieć oceanów na całej powierzchni. A ta cała sprawa z dylatacją czasu? Ja rozumiem, że różnica mogła by wynieść kilka minut. Ale ile tam im się zrobiło z 5 minut eksploracji? 2 lata? I to jest niby różnica między powierzchnią a orbitą tej planety! No stek bzdur! Już abstrahując od tego, że jacyś tajniacy zbudowali ultranowoczesną rakietę, ale załogę skompletowali moment przed startem. Żadnych szkoleń, nic, jakiś koleś zapukał do bramy i voila, bądź pan naszym pilotem. Bo jakoś żeśmy nie pomyśleli, że będzie potrzebny i jest wolny wakat. Takich kretynizmów w Interstellarze jest od groma.
Obejrzałem film w całości i uważam, że w całości jest to gniot porównywalny z Prometeuszem.
-
Interstellar tak naprawdę zaczyna się 30 min przed napisami końcowymi, ale żeby to wszystko ogarnąć trzeba oglądać od początku. Nie zgodzę się jednak że jest mało naukowy, pokazuje z jakimi problemami będą musieli się zmierzyć członkowie przyszłych misjii międzygwiezdnych, oczywiście masz rację z czarną dziurą, jednak te uproszczenia były konieczne, jeżeli mamy być tak bardzo dokładni to Marsjanina można wsadzić między bajki. Interstellar jest bardzo specyficzny, można albo się nudzić albo go pokochać, jednak uważam że warto go obejrzeć, dla zakończenia ...
-
Mimo że nie cenię Interstellara tak bardzo (przez główne rozwiązanie fabularne), tak jego elementy naukowe są bardziej sensowne, nim mi się to wydawało przy seansie.
Wynika to m.in. z tego, że scenariusz wplata elementy fantastyczne tam gdzie teraz są białe plamy w podręcznikach od fizyki, pozwalające wybrać jedną z możliwych (choćby wyłącznie potencjalnie) możliwości.
Bardzo polecam poniższy film z udziałem pana Tysona:
https://www.youtube.com/watch?v=mnArCFSrkg8
Proszę zachować temat bez spoilerów, bo sobie pofolgowaliście, możecie zainteresowanym popsuć zabawę.
Przepraszamy, ale goście nie mogą zobaczyć zawartości spoilera.
-
No każda możliwa teoria wejścia w czarną dziurę przewiduje rozmazanie pilota na miazgę grubości neutronu.
Takie rozmazanie następuje w osobliwości-położonej w punkcie, do którego ,,zapada się'' czarna dziura. A jeśli takowa obraca się (jak Gargantua), osobliwość nie tworzy punktu, lecz pierścień. Lecąc z odpowiedniej strony, można przeżyć. Samą spagetyfikację (poprawcie mnie, jeśli coś...), czyli rozciąganie pod wpływem siły przyciągania czarnej dziury można obejść: supermasywne czarne dziury-choć zabrzmi to dziwnie-mniej zaginają czasoprzestrzeń, więc nie rozciągają tak mocno.
Przynajmniej takie wnioski wyciągnąłem z opowieści dr. Michio Kaku.
Co do dylatacji czasu-zauważ, że zalało im silniki, więc sporo czasu czekali aż wyschną; zaś 1 godzina na planecie-7 lat na Ziemi. Do tego czas deorbitacji i orbitacji, i trochę tych lat się nazbierało.
I to jest niby różnica między powierzchnią a orbitą tej planety! No stek bzdur!
To jest różnica czasu między powierzchnią planety a statkiem, który krążył po orbicie Gargantui, pozostając w pobliżu planety.
I jeszcze jedno: kto powiedział, że te planety mają orbitę kołową?
Już abstrahując od tego, że jacyś tajniacy zbudowali ultranowoczesną rakietę, ale załogę skompletowali moment przed startem.
Załoga była skompletowana wcześniej, brakowało tylko pilota. Cooper latał wcześniej dla NASA, a inni kandydaci nawet nie opuścili symulatora. Więc że trafiła im się okazja wykorzystać kogoś z doświadczeniem, to skorzystali; a darowanemu pilotowi nie zagląda się w zęby, czy jakoś tak.
-
Zgadzam się.
I jest też powiedziane , że endurance nie wchodzi na orbitę tej planety tylko na orbitę gargantuli. A potem dopiero ranger się odłącza i ląduje wprost z orbity czarnej dziury. Wtedy różnica czasu mogła być dość znaczna.
A co do samego filmu to właściwie dzieli się on na dwie części. Pierwszą która jest nudna ( ta na ziemi) i druga która w miarę dobra.
Ta dobra zaczyna się po starcie z ziemi.
Film był ogólnie dobrze zrobiony ( Chociaż po obejrzeniu Armagedonu , większość filmów SF wydaje się dobra. :) )
Ale zmieniłbym niektóre elementy które psują obraz całości :
* Uwaga spoilery z filmu *
Przepraszamy, ale goście nie mogą zobaczyć zawartości spoilera.
-
Zaraz posypią się warny za offtop, więc odzywam się na temat interstellara ostatni raz. No stek bzdur piszesz Mithrill. Wiesz jakie przyciąganie generuje czarna dziura? Skoro potrafi wessać światło, to wprost gigantyczne. Wiesz ile paliwa trzeba by było, by wykonywać manewry w pobliżu takiej? Ten ich marny statek powinien być wielkości kontynentu Australia wypełnionego bo brzegi paliwem, żeby w ogóle myśleć o jakimkolwiek manewrze w pobliżu czarnej dziury. A co to znaczy to stwierdzenie, że lecąc odpowiednio można przeżyć? Bo zamiast milion G jest jedynie sto tysięcy?:) No fakt, przecież ludzie przyszłości będą wstanie ciągnąć na łańcuchu lotniskowiec po polu, więc co im tam sto tysięcy G :) Pesteczka. Z tą dylatacją czasu, powtarzam, no jedna z większych głupot kinowych wszechczasów. Kilka minut, ok. Kiedyś znalazłem tabelę dylatacji czasu, gdzie określano wpływ prędkości poruszania z różnymi prędkościami dwóch ciał. Dopiero przy prędkościach przyświetlnych dylatacja czasu rośnie w sposób znaczący. A w ośrodku gdzie dwa obiekty orbitują wokół jednego ciała dylatacja powinna być liczona w sekundach.
I ostatnie, wyszkolenie. Jest sobie taki dość poważny symulator lotu, Rise of Flight. Kiedyś byłem tam postrachem serwerów. Ale jak poszła w diabły moja karta graficzna, to latać przestałem. Potem, jak zmieniłem kompa, to jakoś tak nie wróciłem do fruwania. Wróciłem dość niedawno, po dwóch latach przerwy. I mimo mojej niegdysiejszej praktyki to ja byłem ten cienias, któremu każdy częsty gracz był w stanie nakopać. Wniosek? Wystarczy rok braku treningów, by cofnąć się w doświadczeniu o wieki. A ten facet z interstellara ile miał lat przerwy w lataniu? Kilkanaście? Kilkadziesiąt? Latał identycznym statkiem? Nie. Jego doświadczenie, jako pilota było więc warte zero. Bo kolesie w symulatorach znali sprzęt, którym przyjdzie im latać. Wsadzisz pilota boeinga 737 do śmigłowca bez treningów, a zabije się przy pierwszym lądowaniu. A tamci mieli praktykę. Bo chyba poziom realizmu symulatorów w przyszłości nie cofnął się do czasów Atari XT. Jeśli - co wydaje się logiczne - ktoś umie zbudować statek kosmiczny dalekiego zasięgu, to chyba potrafi też zbudować do niego symulator inny niż ze sznurków i desek. W interstellarze zrobione źle jest niemal wszystko i niemal nic nie trzyma się kupy. Badziew absolutny. To tytuł który jedzie wyłącznie na "oo, pokażmy coś czego nie pokazali jeszcze inni, nie ważne, że nie mamy o tym pojęcia, te buraki co kupują bilety przecież też nie, więc wszystko gra."
-
Miło mi się polemizowało i dziękuję za zrozumienie mojego punktu widzenia.
Co do lotu w czarną dziurę: chodzi mi o uniknięcie osobliwości, która jest największym zagrożeniem; a która w rotujących czarnych dziurach jest możliwa do ominięcia.
-
@ Kadaf
Od naszej Rozmowy na chacie przemyślałem jeszcze raz wszystko i doszedłem do takich wniosków :
- Zgadzam się , że opóźnienie na planecie Miller względem endurance nie mogło być aż tak duże. Jednak powód jest zupełnie inny niż jej prędkość . Powodem powstania opóźnienia jest w tym wypadku Dylatacja Grawitacyjna. Żeby to opóźnienie było aż takie to planeta musiała by być bardzo blisko gargantuli co spowodowało by jej rozerwanie.
- Jednak nie zgadzam się z tym , że manewrowanie wokół czarnej dziury było by niemożliwe.
Planety Mann i Edmunds były położone znacznie dalej od gargantuli więc nie pochłonęło by ono kosmicznych ilości paliwa.
Posłużę się tu pewnym przykładem. Wyobraźmy sobie gwiazdę która za chwilę zapadnie się i utworzy czarną dziurę.
Rozmieszczamy wokół niej punkty pomiarowe w których będziemy mierzyć jej grawitację. Jeden w dużym oddaleniu od niej , jeden w średnim oddaleniu i jeden tuż nad powierzchnią. Gdy gwiazda zapadnie się i zmieni w czarną dziurę. Odczyty w każdym z tych punktów .... nie zmienią się. Dzieje się tak dlatego , że czarna dziura ma taką samą masę jak gwiazda z której powstała.
Więc dlaczego ma tak silną grawitację , że zatrzymuje światło ?
Ponieważ poniżej promienia gwiazdy z której powstała , grawitacja rośnie aż osiąga nieskończoność w punkcie zwanym osobliwością. Punkt ten ma nieskończenie wielką gęstość i jest nieskończenie mały.
W pewnym momencie grawitacja osiąga taką wartość , że nawet światło nie zdoła jej się przeciwstawić , tą granicą nazywamy horyzontem zdarzeń.
I teraz odnośnie planet edmunds i mann leżą one daleko od gargantuli więc definitywnie ponad granicą "starego promienia " gwiazdy. Tam grawitacja na pewno nie sięga kilku tysięcy G. Bo taka musiała by być przed zapadnięciem się gwiazdy.
Więc manewry wcale nie pochłonęły by wielkich ilości paliwa , szczególnie gdyby te planety były blisko siebie. Endurance mógł też być wyposażony w silniki o bardzo wysokim ISP , na przykład plazmowe.
Planeta miller niestety nie mogła by istnieć tak blisko gargantuli , więc lot na nią nie byłby możliwy.
Oprócz tego wylot wormhole krążył dosyć daleko od czarnej dziury więc statek od początku znajdował się poza strefą silnej grawitacji.
- Scena z opadaniem do czarnej dziury była źle zrobiona. Głównie dlatego , że endurance , przelatując wokół czarnej dziury był cały czas na jej orbicie , więc ranger po odłączeniu nie wpadł by do czarnej dziury ale nadal wokół niej krążył.
Poza tym nawet gdyby tam wpadł to przeniósłby się w przyszłość o nieskończoną ilość lat. Ponieważ dylatacja czasu osiąga nieskończoność w momencie osiągnięcia horyzontu zdarzeń. Tak na marginesie to z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego to w ogóle by tam nie wpadł.
- Scena z przelotem wokół czarnej dziury była zrobiona dobrze. Statek znajdował się na wydłużonej orbicie , z wysokim pe więc , nawet gdyby nie odpalili silników to i tak wydostali by się z okolic czarnej dziury. Natomiast niewielki manewr w pe mógł podnieść ich Ap do poziomu orbity edmundsa.
- A co do treningu to rzeczywiście masz rację.
Podsumowując : Masz rację w kwestii planety miller ( choć dałeś zły argument) i treningu ale nie masz racji w kwestii manewrów.
Mam nadzieję , że tym razem wytłumaczyłem to czego nie zdołałem na chacie. :)
-
Ostatnia dygresja odnośnie Interstellara: obejrzałem przed chwilą i opóźnienie na planecie miller mogłoby być spore, ponieważ Cooper kazał im trzymać się na orbicie równoległej do orbity planety, ale poza zasięgiem dylatacji grawitacyjnej. Ranger natomiast miał zapewne zapas paliwa na kilka lotów orbita-powierzchna-orbita, więc myślę, że mógłby wykonać przelot orbita x-orbita y-
-powierzchnia-orbita y-orbita x. Jeśli popełniłem błąd, spodziewam się logicznego sprostowania.
-
Nie wypowiem się na temat Interstellar.
Nie wypowiem się na temat Marsjanina.
Ale powiedzcie mi, czy ta rakieta z ratunkiem dla marsjanina, to nie startowała od ludzi z SpoaceX?
Ale jestem idiotą.
Bez komentaża.
(Manewr Ritcha Purnella)
I pomoc Chin, bo jueseje nie mają silnika.
Przepraszam Kerbale za moją arogancję!!!
-
Robson - tradycją jest chyba nazywać różne rozwiązania od imienia odkrywcy, a tym w filmie był Ritch Purnell. jak by to idiotycznie nie brzmiało.
A że, asysta grawitacyjna nie była nowością - to chyba nie ma znaczenia dla typowego odbiorcy filmu.
W czasach "wyścigów zbrojeń", jest normą, że nie wie prawica co robi lewica. Inna, konkurencyjna agencja kosmiczna może np. prowadzić badania nad napędem dającym przewagę w wyścigu w kosmos, nie informując o tym świata. Mogą też mieć np. silnik, nie mieć reszty technologii. NASA nie przedstawiła nic specjalnie innowacyjnego od dość dawna.
Wysłali człowieka na Księżyc, kosztem ogromnych nakładów sił i środków, ale ekonomiczne wynoszenie ładunków w kosmos im nie wychodzi. Stąd i powstały konkurencyjne agencje kosmiczne.
NASA nie ma potrzeb wymyślać komercyjnych rozwiązań. Wystarcza im, jako agencji badawczej, odkrycie jednego sposobu na daną misję. Skupiają się na niezawodności, a nie na ekonomice.
Dlatego też, jeśli nie pracowali nad konkretnym rozwiązaniem, to mogą go po prostu nie posiadać. Co w tym dziwnego? Większość ich rozwiązań to prototypy i produkty jednostkowe. Zapasów i produkcji seryjnej brak.
Weź pod uwagę, że większość "czarnej roboty" kosmicznej, odwalają inne agencje - czyli wysyłanie satelitów, zaopatrzenie stacji kosmicznej itd. A NASA skupia się na misjach badawczych i pionierskich. Nie jest gotowa do rozwiązywania nagłych problemów sprzętowych. Oni pracują nad problemem na Ziemi i to dość długo - im się nie śpieszy, a jak się coś nie uda, to misję porzucają.
Wątpię by przewidywali ratowanie astronauty pozostawionego w kosmosie. raczej skorzystają z gotowego rozwiązania - czyli protokołu przemówień medialnych dla oficjeli. To jest proste, tanie i można trzymać w teczce i wyjąć jak będzie potrzebne. Takie mniej więcej były do tej pory "metody ratunkowe" NASA.
Pomoc Chin? Są innowacyjni. Zależy im na wygraniu wyścigu w kosmos, w celu gospodarczym. Mogą pracować nad rozwiązaniami ekonomicznymi. Ale nie mają też doświadczenia i technologii.
Użyczenie w tym wypadku silnika prototypowego, w zamian za dopuszczenie do projektu (i poznanie istniejących rozwiązań i technologii), jest efektywną metodą "cywilizowanego" szpiegostwa przemysłowego. Podpatrzymy jak "jueseje" to robią, skopiujemy, ulepszymy i za dwa lata będziemy mieć swoją rakietę. nawet jak się nie uda.
Nie jest to zatem wątek ukazujący "humanitaryzm" Chin - uratujmy im człowieka!. Tylko dość typowa zagrywka w świecie korporacyjnym. Pomożemy wam! Patrzcie jacy jesteśmy pomocni i dobrzy. Napiszcie w gazetach... A tak przy okazji, Silnik jest drogi, badania nad nim kosztowały. Pieniądze? Nie dzięki. Mamy. Ale za licencje na dwie, czy trzy technologie, zostawienia naszych ekspertów sama na sam z waszą instalacją na jeden dzień, albo np. wasz prezydent za pół roku da nam koncesje na złoża surowców w strefie wpływów USA, itd. - Bardzo chętnie.
Typowe wykorzystanie okazji - pożyczymy wam coś, czego aktualnie nie macie, a my i tak nie możemy użyć. W zamian za korzyści w przyszłości.
Ale tego w filmie nie pokazują. Tylko właśnie ten ogólnie znany wątek medialny.
A nawet jeśli się nie udało - Sorry Winnetou, ale próbowaliśmy. Pomagaliśmy w ratowaniu biedaka daleko od domu.
Co z tego, że dziennie u nas i u was, z głodu umierają tysiące. ;)
Cały ten wątek z ratunkiem, w zasadzie ukazuje małostkowość NASA i USA. Strach przed kompromitacją. Próba maskowania niedociągnięć, kombinowanie jak wyciągnąć więcej funduszy na ten czy na inny cel. Jak się nie da na ratunek, to na sprowadzenie zwłok. Byle by kasę dali.
i przy okazji zastanawiające jest jak łatwo było ten fakt ukryć. Wystarczyło nie powiadamiać o odkryciu, przerwać komunikację, utajnić. Co zresztą zrobiono przynajmniej w stosunku do "starej" załogi".
Za parę lat wysłać oficjalną wyprawę po zwłoki, albo nawet nie.
Mamy za to pierwszego bohatera, który zginął na obcej planecie w imię rozwoju ludzkości. A następną wyprawę odwołać, albo zmienić miejsce lądowania bez informowania najbardziej zainteresowanego, albo dać załodze pistole z magazynkiem i tajnym rozkazem - jak kogoś zobaczysz, zlikwiduj. I cicho sza.
Zastanawiałeś się Robson, ile kasy NASA wyciągnęła od rządu i okazjonalnych sponsorów, na cel ratowania jednego człowieka? :) Tym bardziej, że kosztowało ich to trochę paliwa więcej do statku, który już mieli w kosmosie. Wystrzelili rakietę, która niekoniecznie musiała być prawdziwa, a powód eksplozji był jasny - nie mieliśmy czasu na kontrolę. Nikt się nie czepia. Typowy "Miś na miarę możliwości". masz pojęcie ile kosztów i wydatków można wcisnąć w taką "nieudaną" misję? Wierzysz, że nikt by tego nie zrobił?
Doszedł prototyp od Chińczyków (wierzysz, że nikt by go zbadał w czasie montażu do rakiety? To nie trwało godzinkę). Zysk wizerunkowy i sporo kasy.
Nie ma tu nic nieprawdopodobnego. Może tylko nie wszystko w filmie pokazano i wiele spłycono.
-
Ritch Purnell
Rich Purnell*
To co piszę oparte jest zarówno na książce jak i na filmie. Co do Chińczyków i ich pomocy. Im chodziło o to, żeby wcisnąć do kolejnej misji załoganta z Chin. Mały spoiler Przepraszamy, ale goście nie mogą zobaczyć zawartości spoilera.
Następnie, awaria rakiety. Ponownie, spoiler Przepraszamy, ale goście nie mogą zobaczyć zawartości spoilera.
-
Madrian - Manewr Richa Purnella to nie była zwykła asysta grawitacyjna. Hermes był wyposażony w silniki jonowe (na argon, nie ksenon :D), które przez całą podróż były uruchomione. Było to dużo bardziej skomplikowane niż zostało obrazowo i żenująco pokazane przez Richa Purnella w filmie. Hermes miał minąć ziemię, udać się w stronę marsa, którego też miał minąć i dolecieć znów do ziemi.
Co do chińczyków to oni użyczyli praktycznie gotową rakietę, przeznaczoną do wyniesienia, o ile dobrze pamiętam, ciężkiej sondy w pobliże słońca. Była to jedyna, już skonstruowana i przetestowana rakieta, o odpowiednim udźwigu i delta V aby wysłać żywność na marsa. Tak było w książce. To co wymyślili w filmie z tym silnikiem to dla mnie jakaś bzdura.
Dlatego, a także z kilku innych powodów, filmu nie mogę polecić, a wręcz go odradzam.
Za to bardzo serdecznie polecam książkę. Sam czytałem ją dwa razy i chyba przeczytam jeszcze raz :D
-
Film w porównaniu z książką jest okrutnie wykastrowany. W książce większość rzeczy była dokładnie opisana - przykładowo odzyskiwanie wody. W filmie nakładł czegoś na siateczkę i podpalił. W książce było dokładnie opisane co i jak. Pominięto cały wątek z burzą piaskową, według mnie jeden z lepszych w całej książce.
Ale i tak polecę, bo to po prostu dobry film.
PS. Książkę o wiele bardziej.
-
O, i właśnie taka odpowiedź, jak napisał kapacity, jest satysfakcjonująca.
Muszę jeszcze raz obejrzeć film, ale się zastanawiam, czy jest sens.
-
Co do marsjanina to czytałem książkę i oglądałem film.
Był raczej dobry , ale książka była lepsza. Więcej szczegółów i akcji. No ale gdyby chcieć to wszystko pokazać w filmie to by trwał jakieś 5-6 godzin. Raczej nie wiele osób wytrzymało by aż tyle w kinie. No i producent by zbankrutował bo to kosztowało by więcej niż Titanic , 2012 , i Grawitacja razem wzięte. Ale faktycznie wyrzucili trochę za dużo wydarzeń z fabuły książki , mogło być lepiej ale źle też nie jest.
-
Książka jest mniej cukierkowa od filmu. Jak zostało wyżej wspomniane, film jest wykastrowany. Ponadto w książce opisane jest wszystko co robi Watney od strony technicznej, co samo w sobie jest piękne. No i są cycki.
'WATNEY: Look! A pair of boobs! -> (.Y.).'
-
I to jest właśnie przewaga książek nad filmami. Bardzo ciężko jest zrobić ekranizację książki.
Film jako odmienny i ograniczony środek przekazu nigdy nie pokaże wiele rzeczy, jakie da się pokazać w książce.
-
Potwierdzanie, że puszek lżejszy jest od ołowiu, no, ale poniekąd jest to zasadne. Oj, młodzieży, co książek nie czyta! To do was! Żaden, ale to żaden film, nie przekaże treści książki w sposób porządny. Nie ma w ogóle opcji. Książka 300 stron potrafi nieść treść na filmowy tryptyk, którego nikomu nie zachce się opłacać. Książka będzie lepsza praktycznie zawsze od filmu. Bo potrafi zobrazować coś, czego porządne odwzorowanie będzie kosztować miliony dolarów na minutę. Film na dodatek zazwyczaj nie posiada narratora, który wprowadza w odpowiedni nastrój. Robi się to w filmach tanimi metodami, dla tumanów, odzierając z większej głębi.
Wyobraźcie sobie najlepszy film jaki żeście widzieli. A potem przeczytajcie książkę, na podstawie której został nakręcony. Zobaczycie dramatyczną różnicę w jakości. Jeśli polubicie czytanie odpowiednich książek, to dwa razy zastanowicie się zanim pójdziecie do kina. A być może, tak jak ja, stwierdzicie, że niektórych książek ekranizować wręcz nie wolno. Bo nie istnieją sponsorzy, którzy zgodzą się na idealne odwzorowanie realiów danego uniwersum, bo będzie to kosztować fortunę. Przykład? Świat dysku Terryego Pratchetta. Którą to serię gorąco polecam, zaczynając od części drugiej pt "Blask Fantastyczny" (pierwsza pt. "Kolor Magii" była takim eksperymentem, nie do końca wartym uwagi) Wyobraźcie sobie ekranizację książki o płaskim świecie, gdzie nie ma zakrzywienia horyzontu, a światło w silnym polu magicznym zwalnia do prędkości spacerowej dźwięku. Czy to da się zekranizować? Byle jak owszem, zrobiło to BBC. Ale zrobić to porządnie? Zapomnijcie. To kosztowało by fortunę. Trzeba by zrobić model 3D całego dysku (średnica 10 000 mil), dowalić atmosferę, efekty pogodowe i spojrzeć w promienie wschodzącego słońca, którego światło rozpływa się "niczym złocisty syrop". Nikt tego nie sfinansuje, bo to są takie pewne smaczki. Ale te smaczki są w ciul ważne. To są detale, ale na detalach właśnie perfekcja się opiera.
Ale po co ja to wszystko piszę. Chciałbym żebyście przeczytali dwie książki. Pierwsza to "Eden" Stanisława Lema. To najlepsza powieść SF, jaka moim zdaniem została napisana kiedykolwiek. Po prostu. Nigdy nie czytałem lepszego i głębszego SF. Nie czytałem całego SF, jakie powstało w historii literatury. Ale wszystko, wszystko co przeczytałem, (a czytam sporo) mogło Edenowi buty pastować. Co pozwala mi właśnie wytoczyć opinię, że wspomniany Eden jest najlepszą książką SF jaka powstała od początku literatury. Ktoś się może nie zgodzić, niech przeczyta Eden. To moje subiektywne zdanie.
I druga pozycja, którą wam proponuję. Całkiem inna niż Eden. Bo lekka i przyjemna, ale GENIALNIE napisana. Ta pozycja to:
(http://static.intelimedia.pl/sub/Przebudzeni-Chris-Wooding-_bc23845.jpg)
I to jest książka, o której ekranizacji marzę. Dynamiczna akcja, zaskakujące zwroty wydarzeń, ale przede wszystkim dwie rzeczy. Pomysł. Zupełnie fenomenalny pomysł. Jeśli można mu dać 10 na 10, to ja mu daje 700. I drugie, to absolutnie mistrzowskie opisy wydarzeń. Starcia myśliwców. Walki na miecze. Star Warsy? Nie rozśmieszajcie mnie. Gdyby Lucas przeczytał książkę Chrisa Woodinga pt "Przebudzeni" nigdy nie zaczął by się babrać w jakieś gwiezdne wojny. I powstało by arcydzieło, po którym żaden inny reżyser nie wiedziałby, co ze sobą zrobić.
Kończę, bo zaraz spadnę pod stół, a to na wskutek wzmożonego w ostatnich godzinach pijaństwa.
W każdem razie - Przebudzeni (tytuł się nijak nie ma do oryginału, który brzmi "Retribution Falls" i jest nazwą własną pewnego miasta). Oraz Eden.
KADAF POLECA!!!